1956 pomijam, bo tu rzeczywiście można mówić o przestarzałości systemu. Ale w 1970 i w 1981 był przestarzały system, czy napięcia etniczne? Bo jeśli to pierwsze, to z góry możemy założyć permanentny stan przestarzałości systemu, a w 1989 - jeśli mnie krótka pamięć nie myli - był wciąż ten sam. Paradoksalnie do większych paroksyzmów potrafi doprowadzić nie tyrania, ale upadająca tyrania.
A przede wszystkim pytanie podstawowe: wiemy, że komunizm w Europie Środkowej upadł i nic się (w większości państw, choć nie wszystkich) strasznego nie stało. Ale skąd miał to ktokolwiek wiedzieć przed jego upadkiem? A przypominam, że byliśmy pierwsi. W lutym 1989 jeszcze o lecie nikt nie myślał, a cóż dopiero o "jesieni narodów". A może komuś przyszło do głowy, że bezkrwawa zmiana ustroju u różnych naszych sąsiadów udała się dlatego, że
myśmy pokazali, że można? Że władza opozycji nie rozjechała czołgami, a opozycja władzy nie powywieszała na drzewach? Jakiekolwiek perturbacje u nas mogły doprowadzić do nieobliczalnych skutków w całej naszej części Europy. Nie doprowadziły, ale mogły. Próba udowodnienia czegoś przeciwnego jest jak usprawiedliwianie pijanego kierowcy, który szczęśliwie dojechał do domu. On też będzie twierdził, że nic się nie mogło stać, bo doskonale panował nad kierownicą. I to właśnie jest wspomniany przez MeWę prezentyzm.
EDIT: przyszło mi do głowy jeszcze jedno. Punkt widzenia 2008: zmiany ustroju odbyły się generalnie łagodnie, więc nie było podstaw, by się dogadywać z komunistami (notabene, pomijając "Kuroniów i Michników", dlaczego aż tak się pomyliły władze kościelne z prymasem i paroma innymi hierarchami na czele? mało tego, w Magdalence też byli; i co z tego, że nawet biskupi tłumaczyli, że żadnej zdrady tam nie było? pewnie oni sami zdrajcy

).
Punkt widzenia 1988/89: nigdy dotąd próba zmiany lub choćby modyfikacji ustroju nie odbyła się bez reperkusji, często krwawych, więc jedyną metodą zmiany bez ofiar są negocjacje (uważam, że ktokolwiek odrzucający rozmowy i doprowadzający w ten sposób do choćby jednej śmierci ma krew na rekach i jestem wdzięczny "naszym", że nie próbowali sprawdzić).
I teraz proszę o wykazanie, czemu punkt widzenia 2008 jest bardziej uprawniony, niż punkt widzenia 1988/89. Moim zdaniem nie jest.