Tolerancja i mniejszości

Moderator: Szeregowy_Równoległy

blinski
Posty: 1310
Rejestracja: 25 kwie 2007, 14:08
Lokalizacja: z domu, po kryjomu

Post autor: blinski » 13 lip 2010, 16:54

Pink pisze:Ok, zgoda - państwo nie powinno podchodzić ilościowo. Że więcej do powiedzenia powinni mieć ci, których dana sprawa bezpośrednio dotyka - też zgoda. Tyle tylko, że akurat sprawa małżeństw homoseksualnych, a już zwłaszcza adopcji dzieci przez pary homo nie dotyczy bynajmniej tylko tychże par. A to powoduje, że mamy konflikt racji. Jednym z jego rozwiązań jest uznanie, że racje są równe - wówczas wracamy do problemu ilościowego. Innym jest "ważenie" racji, a to jest bardzo trudne.
Masz rację, w przypadku adopcji jest jeszcze storna dziecka. Np. w przypadku małżeństw, czy wymienionego wcześniej in vitro (odchodząc od kwestii gejów i lesbijek), stronami jest tylko państwo oraz chcący wejść w związek małżeński czy chcący dokonać sztucznego zapłodnienia.
Chciałbym Cię dobrze zrozumieć - co powinno być tym "celem końcowym"? Możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?
Tak.

Awatar użytkownika
Pink
Oh by the way, which one's Pink?
Posty: 649
Rejestracja: 19 mar 2009, 13:59

Post autor: Pink » 13 lip 2010, 17:05

blinski pisze:Masz rację, w przypadku adopcji jest jeszcze storna dziecka. Np. w przypadku małżeństw, czy wymienionego wcześniej in vitro (odchodząc od kwestii gejów i lesbijek), stronami jest tylko państwo oraz chcący wejść w związek małżeński czy chcący dokonać sztucznego zapłodnienia.
O to mi właśnie chodziło. Z tym, że w przypadku tych małżeństw jednak to nie są jedyne dwie zainteresowane strony. Są to jednak zdecydowanie główne strony, dlatego ja osobiście nie mam nic przeciw zalegalizowaniu związków między osobnikami tej samej płci. Tym bardziej nie mam nic przeciw in vitro (a jedynie przeciw dofinansowywaniu tego zabiegu ze strony państwa... chyba, że poważne ekonomiczne kalkulacje wykażą ewidentną tego opłacalność). W przypadku adopcji dzieci już relacje między różnymi stronami są zupełnie inne i dlatego m.in. jestem przeciwny.
Chciałbym Cię dobrze zrozumieć - co powinno być tym "celem końcowym"? Możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?
Tak.
Ciekawe. Czemu?

Awatar użytkownika
Glonojad
Dark Lord of The Plonk
Posty: 26876
Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki

Post autor: Glonojad » 13 lip 2010, 17:33

Szamot pisze:
@ Glonojad. Chyba nie sugerujesz, że ci paskudni geje (rozmnażający się przez pączkowanie zwłaszcza w diabelskiej UE) są obroną Matki Natury przed przeludnieniem kuli ziemskiej i mającej na celu wyplenienie z globu jej największego szkodnika? (tfu! chciałem powiedzieć Korony Stworzenia) :D
Nie, ale po prostu mają dużo niższą "prawdziwą" dzietność. Z natury rzeczy mogą mieć dzieci wyłącznie póładoptowane, więc sądzę, że dzietność mieliby mniejszą. Chyba, że można wykazać ich dużo większą chęć do adopcji niż u par heteroseksualnych. Są jakieś wyniki z krajów, gdzie homoseksualiści mogą adoptować dzieci?

Chyba, że zakładamy, że ogólnie ujemny przyrost naturalny nie jest problem, a różnicę załatwi imigracja z biedniejszych państw. Tyle, że z tą imigracją w Europie nie bardzo umiemy sobie radzić, a zwłaszcza z drugim pokoleniem.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.

Awatar użytkownika
Wolfchen
(Busmann)
Posty: 14778
Rejestracja: 16 kwie 2006, 9:21
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Wolfchen » 13 lip 2010, 17:48

Ciekawy skan znalazłem w necie:
Obrazek

Swoją drogą, wzruszyłem się, czytając:
"Uważam, iż imprezy promujące homoseksualizm w stolicy Polski, przyczynią się do niepokojów społecznych"

Czyżby ostrzegali przed swoimi zwolennikami? Bo nie zauważyłem agresji ze strony parady, a jedynie ze strony jej przeciwników... 8-(

:arrow: Inna sprawa, że za fragment "wzywają do nienawiści religijnej", to organizatorzy powinni wnieść sprawę do Sądu...
S4 | R8 | R90 | RE8 | RE90 || 10 | 11 || 105 | 136 | 167 | 178 | 184 | 186 | 414 | 523 | N43

blinski
Posty: 1310
Rejestracja: 25 kwie 2007, 14:08
Lokalizacja: z domu, po kryjomu

Post autor: blinski » 13 lip 2010, 18:01

Pink pisze:O to mi właśnie chodziło. Z tym, że w przypadku tych małżeństw jednak to nie są jedyne dwie zainteresowane strony.
Hm.. próbuję sobie wyobrazić jakieś inne. Chodzi ci o np. rodzinę? Chyba nie, bo czasy, gdy rodzice oficjalnie mieli coś do powiedzenia pod tym względem (prosiło się o zgodę ojca wybranki, rodzice aranżowali małżeństwa) dawno minęły. Teraz to jedynie kwestia prywatna danych osób, czy uważają za ważne zdanie swoich bliskich.
Tym bardziej nie mam nic przeciw in vitro (a jedynie przeciw dofinansowywaniu tego zabiegu ze strony państwa... chyba, że poważne ekonomiczne kalkulacje wykażą ewidentną tego opłacalność).
Ja rozumiem argumenty finansowe, jednak to trochę płaski ogląd sprawy. Biorąc pod uwagę aspekt psychologiczny, czyli promowanie przez państwo rozwoju rodziny oraz komfort obywateli niechcących mieć poczucia bycia zdanymi na ślepy los, to jednak warto dopłacić. To może procentować w przyszłości wzrostem zaufania do państwa jako instytucji.
Ciekawe. Czemu?
Brzytwa Ockhama. Bo nie ma racjonalnego powodu, żeby nie.

Awatar użytkownika
Pink
Oh by the way, which one's Pink?
Posty: 649
Rejestracja: 19 mar 2009, 13:59

Post autor: Pink » 13 lip 2010, 18:47

blinski pisze:Hm.. próbuję sobie wyobrazić jakieś inne. Chodzi ci o np. rodzinę? Chyba nie, bo czasy, gdy rodzice oficjalnie mieli coś do powiedzenia pod tym względem (prosiło się o zgodę ojca wybranki, rodzice aranżowali małżeństwa) dawno minęły. Teraz to jedynie kwestia prywatna danych osób, czy uważają za ważne zdanie swoich bliskich.
Rodzina? Też. To dobry przykład i nie chodzi tu tylko o te oficjalne poczynania, o których piszesz. Ale miałem na myśli ogólnie ludzi, środowisko. Niemniej nie są to równorzędne strony w tej sytuacji, dlatego nie powinny mieć wiele do powiedzenia.
Ja rozumiem argumenty finansowe, jednak to trochę płaski ogląd sprawy. Biorąc pod uwagę aspekt psychologiczny, czyli promowanie przez państwo rozwoju rodziny oraz komfort obywateli niechcących mieć poczucia bycia zdanymi na ślepy los, to jednak warto dopłacić. To może procentować w przyszłości wzrostem zaufania do państwa jako instytucji.
Może argument ekonomiczny jest nieco "płaski", ale nie znajduję lepszych na rzecz dofinansowywania in vitro, bo szczerze mówiąc potencjalny wzrost zaufania do instytucji państwa wydaje mi się argumentem ryzykownym. A jeśli nawet się z nim zgodzić, to nie jestem pewien, czy potraktowałbym go jako wystarczający. Niewykluczone jednak, że pojawiłby się taki wzrost zaufania, byłby to jednak tylko/aż efekt uboczny całego procederu.
Brzytwa Ockhama. Bo nie ma racjonalnego powodu, żeby nie.
Naprawdę nie widzisz żadnych racjonalnych powodów przemawiających przeciwko adopcji dzieci przez pary homoseksualne? :-?

blinski
Posty: 1310
Rejestracja: 25 kwie 2007, 14:08
Lokalizacja: z domu, po kryjomu

Post autor: blinski » 13 lip 2010, 19:20

Pink pisze:Może argument ekonomiczny jest nieco "płaski", ale nie znajduję lepszych na rzecz dofinansowywania in vitro, bo szczerze mówiąc potencjalny wzrost zaufania do instytucji państwa wydaje mi się argumentem ryzykownym. A jeśli nawet się z nim zgodzić, to nie jestem pewien, czy potraktowałbym go jako wystarczający. Niewykluczone jednak, że pojawiłby się taki wzrost zaufania, byłby to jednak tylko/aż efekt uboczny całego procederu.
Ja bym tu podał za taki argument po prostu konsekwencję w postępowaniu przyjmując przez państwo pewien system etyczny, ale o etyce jako takiej już się nagadaliśmy ;)
Naprawdę nie widzisz żadnych racjonalnych powodów przemawiających przeciwko adopcji dzieci przez pary homoseksualne? :-?
Jeśli mówimy o sytuacji czystej, wyizolowanej z odbioru społecznego oraz konsekwencji zewnętrznych (czyli ze strony otoczenia) dla dziecka - nie widzę. Co do stanu faktycznego, biorąc pod uwagę polskie realia - tak jak mówiłem, polityka małych kroków, i może kiedyś.

Awatar użytkownika
Pink
Oh by the way, which one's Pink?
Posty: 649
Rejestracja: 19 mar 2009, 13:59

Post autor: Pink » 13 lip 2010, 20:20

blinski pisze:Ja bym tu podał za taki argument po prostu konsekwencję w postępowaniu przyjmując przez państwo pewien system etyczny, ale o etyce jako takiej już się nagadaliśmy ;)
Kilka postów wcześniej też mi to przeszło przez myśl. Ale to wymagałoby jednolitej linii etycznej państwa w czasie, co jest nie do zrealizowania w społeczeństwie demokratycznym, w którym władze się zmieniają co jakiś czas.
Naprawdę nie widzisz żadnych racjonalnych powodów przemawiających przeciwko adopcji dzieci przez pary homoseksualne? :-?
Jeśli mówimy o sytuacji czystej, wyizolowanej z odbioru społecznego oraz konsekwencji zewnętrznych (czyli ze strony otoczenia) dla dziecka - nie widzę. Co do stanu faktycznego, biorąc pod uwagę polskie realia - tak jak mówiłem, polityka małych kroków, i może kiedyś.
Jeśli założymy (a jest to grube założenie), że dziecko w żaden sposób nie ucierpi w wyniku takiego wychowywania, to trudno byłoby coś na to odpowiedzieć.

Może poza tym, że takie postawienie sprawy - tzn. taka stuprocentowa racjonalizacja wszystkiego - prowadzi do dalszych konsekwencji. Skoro bowiem dziecko może mieć dwóch ojców i żadnej matki, albo dwie matki i żadnego ojca, to... czemu nie trzech ojców, albo pięć matek? Albo może żadnych rodziców i dzieci, tylko ogólne wychowywanie młodszych przez starszych? Kwestia organizacji. Znów, niby trudno coś temu zarzucić, a jednak... ma się poczucie, że coś jest nie tak. No bo idźmy dalej - cóż złego w związkach między synem i matką, córką i ojcem? Cóż złego w robieniu mydła czy paszy dla zwierząt ze zmarłych dziadków? Po co zakopywać zwłoki i je w ten sposób marnować, skoro można je wykorzystać z pożytkiem dl wszystkich? Już tego próbowano. I ja osobiście nie znam na te pytania dobrej odpowiedzi. Bo co, kwestia zwyczaju, tradycji? Już powiedziałeś, co o tym sądzisz. Że to nie humanitarne? A cóż to znaczy? To mgliste pojęcie. Tylko, że właśnie... moim zdaniem, bliskie prawdy. Bo tu właśnie idzie o coś mglistego, a ludzkiego, o pewne odczucia. Według mnie, to właśnie w tym sensie jest czymś nienaturalnym, żeby dziecko wychowywało dwoje ojców, albo dwie matki - bynajmniej nie w sensie: nienaturalne = niewystępujące w przyrodzie. Tylko, że to ciężko jasno wyrazić i potem taka gadka łatwo staje się łupem ripost w stylu "antykoncepcja też nie jest naturalna, in vitro też nie...". A to nie o to chodzi.

Sam pierwszy bym wyskoczył, że to jakieś bredzenie, gdyby nie to, że obserwacja pokazuje, iż jest coś na rzeczy. Ludzie mają pewne naturalne skłonności... są raczej niechętni kontaktom intymnym z rodzicami... kontaktom intymnym z osobami tej samej płci... mają za to z reguły skłonność do wymyślania różnych bajek mających im pomóc zrozumieć świat, okiełznać śmierć, itp. ... I choć racjonalnie rzecz ujmując nie ma powodu, by było jak jest, to tak to jednak wygląda. Próby wymuszania na kimś rezygnacji z rzeczy takich, jak powyższe postrzegam jako gwałt na naturze człowieka. To jak próbować na szeroką skalę przekonać ludzi do tego, by polubili zapach gówna. Można próbować, bo niby czemu mają nie lubić. Tyle tylko, że jak dla mnie sama taka próba śmierdzi jeszcze bardziej niż owo gówno. Sorry za może zbyt dosadną metaforę ;-)

Co do ulotki - sam jestem raczej przeciwny takim paradom i też uważam je za idiotyczne prowokacje, ale to, co tam napisano: "obsceniczne zachowania i nienawiść religijna" to kompletne debilizmy i aż chce się zawołać "Nienawiść religijna? I KTO TO MÓWI" ;]

Awatar użytkownika
Glonojad
Dark Lord of The Plonk
Posty: 26876
Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki

Post autor: Glonojad » 13 lip 2010, 20:24

W necie? Ja to coś w skrzynce znalazłem...
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.

blinski
Posty: 1310
Rejestracja: 25 kwie 2007, 14:08
Lokalizacja: z domu, po kryjomu

Post autor: blinski » 13 lip 2010, 23:07

Pink pisze:Kilka postów wcześniej też mi to przeszło przez myśl. Ale to wymagałoby jednolitej linii etycznej państwa w czasie, co jest nie do zrealizowania w społeczeństwie demokratycznym, w którym władze się zmieniają co jakiś czas.
Tu nie chodzi o to, że to reguła w demokracji, tylko o to, jak ta demokracja wygląda u nas. Żeby chodziło o etykę! ba - przecież w sprawie głupiego planu zagospodarowania centrum każda kolejna władza musi mieć swój własny pomysł, no bo przecież trzeba isę jakoś odróżnić od konkurentów; co to by było, gdybyśmy tak po prostu akceptowali i kontynuowali ich pomysły, jeszcze ktoś by powiedział, że nie mamy własnych. W stabilnych demokracjach tak to nie wygląda, ale nie będę pesymistą twierdzącym, że ta stabilizacja nie ma prawa się u nas w końcu przyjąć.
Jeśli założymy (a jest to grube założenie), że dziecko w żaden sposób nie ucierpi w wyniku takiego wychowywania, to trudno byłoby coś na to odpowiedzieć.
[ciach]
Sam pierwszy bym wyskoczył, że to jakieś bredzenie, gdyby nie to, że obserwacja pokazuje, iż jest coś na rzeczy. Ludzie mają pewne naturalne skłonności... są raczej niechętni kontaktom intymnym z rodzicami... kontaktom intymnym z osobami tej samej płci... mają za to z reguły skłonność do wymyślania różnych bajek mających im pomóc zrozumieć świat, okiełznać śmierć, itp. ... I choć racjonalnie rzecz ujmując nie ma powodu, by było jak jest, to tak to jednak wygląda. Próby wymuszania na kimś rezygnacji z rzeczy takich, jak powyższe postrzegam jako gwałt na naturze człowieka. To jak próbować na szeroką skalę przekonać ludzi do tego, by polubili zapach gówna. Można próbować, bo niby czemu mają nie lubić. Tyle tylko, że jak dla mnie sama taka próba śmierdzi jeszcze bardziej niż owo gówno. Sorry za może zbyt dosadną metaforę ;-)
Metafora zupełnie nietrafna. Czy ktoś cię próbuje przekonać, bys miał intymne kontakty ze swoimi rodzicami? z kolegami? Czy przeszkadza ci możliwość zaakceptowania faktu, że na świecie istnieją koprofadzy? Przecież oni nie chcą cię wciągnąć w swoją 'branżę'. Nikt cię nie 'gwałci'. Odpowiedź na to, co jest naturalne a co nie, zostawmy naturze. Ona, poprzez tworzenie różnorodnych postaw, orientacji seksualnych czy jakichkolwiek potwierdza, że jest to naturalne. Chyba, że poprzez 'naturalne' rozumiemy 'standardowe', ale jest to z gruntu fałszywa operacjonalizacja, bo miesza desygnaty.
Z tego też powodu uważam, że państwo powinno dawać możliwość rozwoju swoim obywatelom w jakim kierunku chcą, i możliwie im to ułatwiać. Czemu? To pytanie nie ma sensu. Raczej - dlaczego nie? Oczywiście podług zasady, że nie może to być ewidentnie - czyli namacalnie - szkodliwe (takze bez sensu byłoby otwarte mówienie, że koprofagia jest ok, skoro poprzez jedzenie odchodów łatwo zarazić się bakteriami coli, co jest wpisane w samą naturę zjawiska).
Aha, co do twoich obserwacji. Dobrze by było, gdybyś wziął pod uwagę dwie rzeczy. Po pierwsze, nasze granice poznawcze są dosyć ograniczone - jeżeli nie mamy ochoty a nie jesteśmy zmuszeni, to nie spotkamy się z odstępstwami od norm, więc nie będziemy w ogóle świadomi, jak bardzo te odstępstwa są powszechne i jak normy mogą okazać się kruche. Życie w Polsce tego nie ułatwia, bo moglibyśmy mieć z tymi odstępstwami kontakt chociażby zapośredniczony - dzięki mediom, różnym eventom itp. Nie mamy, bo nie ma takiej woli, jest strach i asekuranctwo. Po drugie, nasza własna mentalność: asekuranctwo właśnie, nie pozwala nam dzielić się z rodziną, znajomymi a nawet przyjaciółmi własnymi odchyłami, niestandardowymi przyzwyczajeniami, zwyczajami, często podchodzącymi pod zboczenia. Gdyby wszyscy, których znasz, wyłożyli karty na stół, miałbyś pewnie inne obserwacje. Niestety, żyjemy w błędnym kole własnych idealistycznych wyobrażeń o normach, które istnieją tylko na papierze - i słabo nam idzie przebijanie go.
Co do ulotki - sam jestem raczej przeciwny takim paradom i też uważam je za idiotyczne prowokacje, ale to, co tam napisano: "obsceniczne zachowania i nienawiść religijna" to kompletne debilizmy i aż chce się zawołać "Nienawiść religijna? I KTO TO MÓWI" ;]
Stowarzyszenie im. Piotra Skragi ogólnie ostro lubi sobie pojechać. Natomiast takie parady za idiotyczne prowokacje mozna uznać jedynie, gdy przyjmiemy, że a) homoseksualiści tak naprawdę są szczęśliwi i spełnieni w każdym obszarze życia, b) nic nas homoseksualiści nie obchodzą, bo to nie ludzie, tylko roboty bez jakichkolwiek uczuć, c) niech się w ogóle pedały cieszą, że nie nabijamy ich na pal.

Awatar użytkownika
Pink
Oh by the way, which one's Pink?
Posty: 649
Rejestracja: 19 mar 2009, 13:59

Post autor: Pink » 13 lip 2010, 23:48

blinski pisze:Tu nie chodzi o to, że to reguła w demokracji, tylko o to, jak ta demokracja wygląda u nas. Żeby chodziło o etykę! ba - przecież w sprawie głupiego planu zagospodarowania centrum każda kolejna władza musi mieć swój własny pomysł, no bo przecież trzeba isę jakoś odróżnić od konkurentów; co to by było, gdybyśmy tak po prostu akceptowali i kontynuowali ich pomysły, jeszcze ktoś by powiedział, że nie mamy własnych. W stabilnych demokracjach tak to nie wygląda, ale nie będę pesymistą twierdzącym, że ta stabilizacja nie ma prawa się u nas w końcu przyjąć.
Nie w tym rzecz. Po prostu tutaj sprawa rozbija się o nasz stary problem - Ty sądzisz, że jedna etyka wyznawana przez wszystkich ludzi to kwestia czasu, ja że coś takiego nigdy nie nastąpiło i nie nastąpi (a może nawet, że jest w ogóle niemożliwe). Dlatego różni ludzie, różne poglądy etyczne, różne działania praktyczne.
Metafora zupełnie nietrafna. Czy ktoś cię próbuje przekonać, bys miał intymne kontakty ze swoimi rodzicami? z kolegami? Czy przeszkadza ci możliwość zaakceptowania faktu, że na świecie istnieją koprofadzy? Przecież oni nie chcą cię wciągnąć w swoją 'branżę'. Nikt cię nie 'gwałci'. Odpowiedź na to, co jest naturalne a co nie, zostawmy naturze. Ona, poprzez tworzenie różnorodnych postaw, orientacji seksualnych czy jakichkolwiek potwierdza, że jest to naturalne. Chyba, że poprzez 'naturalne' rozumiemy 'standardowe', ale jest to z gruntu fałszywa operacjonalizacja, bo miesza desygnaty.
Wspominałem, że to użycie słowa "(nie)naturalny" jest tu mgliste. I dlatego ani nie chodzi o "standardowy", ani tym bardziej o "występujący w naturze", co podkreślałem. Jasne, że występuje to w naturze i w tym sensie jest naturalne - to jest fakt, nie ma o czym dyskutować. Chodzi raczej o to, co "leży w naturze człowieka". Trudno to wyjaśnić. Lepiej chyba na przykładzie tego, co nienaturalne. To trochę tak jak z czymś "nieludzkim". Gdy mówimy, że coś jest nieludzkie to nie mamy na myśli tego, że człowiek się tak nie zachowuje (bo się zachowuje), ani że to jest nietypowe. Mam nadzieję, że trochę przybliżyłem.
Z tego też powodu uważam, że państwo powinno dawać możliwość rozwoju swoim obywatelom w jakim kierunku chcą, i możliwie im to ułatwiać.
Nieograniczona samorealizacja... czyli "róbta co chceta"? Nierealne. I bardzo dobrze, bo mielibyśmy tu piekło na ziemi.
Czemu? To pytanie nie ma sensu. Raczej - dlaczego nie?
Wcale nie bez sensu. To są dwa różne pytania. Pierwsze jest o rolę państwa, drugie o - powiedzmy - zakres swobód.
bez sensu byłoby otwarte mówienie, że koprofagia jest ok, skoro poprzez jedzenie odchodów łatwo zarazić się bakteriami coli, co jest wpisane w samą naturę zjawiska.
Cóż, większość osób - wbrew temu, co chyba sądzisz - powiedziałoby, że koprofagia nie jest ok wcale nie ze względu na to, że to jest szkodliwe dla zdrowia.
Natomiast takie parady za idiotyczne prowokacje mozna uznać jedynie, gdy przyjmiemy, że a) homoseksualiści tak naprawdę są szczęśliwi i spełnieni w każdym obszarze życia, b) nic nas homoseksualiści nie obchodzą, bo to nie ludzie, tylko roboty bez jakichkolwiek uczuć, c) niech się w ogóle pedały cieszą, że nie nabijamy ich na pal.
Patrz, a ja jednak tak uważam pomimo, że w tych punktach moje zdanie jest następujące:

a) wiadomo, że nie
b) nonsens
c) skądże znowu

Jest to prowokacja, bo prowokuje różne - zwykle negatywne, a często skrajne - reakcje i o to w tym chodzi. A jest idiotyczna, tak jak idiotyczne byłoby w koszulce z napisem "Jestem hetero". Z jakich konkretnie powodów? Jest ich wiele. Pierwszy z brzegu - takie parady przynoszą raczej odwrotne efekty od zamierzonych. Homoseksualiści chcą być uważani za "normalnych", stanowić zwyczajny element struktury społecznej. Parada temu zaprzecza - wyróżnia ich, odseparowuje, podkreśla inność. Nie jest więc skuteczna, że użyję tej tak lubianej przez Ciebie kategorii ;-)

blinski
Posty: 1310
Rejestracja: 25 kwie 2007, 14:08
Lokalizacja: z domu, po kryjomu

Post autor: blinski » 14 lip 2010, 10:22

Pink pisze:Nie w tym rzecz. Po prostu tutaj sprawa rozbija się o nasz stary problem - Ty sądzisz, że jedna etyka wyznawana przez wszystkich ludzi to kwestia czasu, ja że coś takiego nigdy nie nastąpiło i nie nastąpi (a może nawet, że jest w ogóle niemożliwe). Dlatego różni ludzie, różne poglądy etyczne, różne działania praktyczne.

No ależ właśnie w tym rzecz - ponieważ polityka nie polega na realizowaniu od początku do końca tylko swojej własnej wizji, lecz wyciągnięcie jakichś linii wspólnych, by kraj mógł się jakkolwiek rozwijać. Nikt nic nie ugra na ciągnięciu tylko w swoją stronę, to zostawmy zwykłym, szarym obywatelom, jeśli mają na to ochotę. Dlatego na zachodzie programy partii nie różnią się aż tak znacznie, a i jeśli chodzi o etykę dyskusje prowadzi się tam o szczegółach, natomiast projekty są spójne i kontynuowane w trakcie kilku kadencji.
Wspominałem, że to użycie słowa "(nie)naturalny" jest tu mgliste. I dlatego ani nie chodzi o "standardowy", ani tym bardziej o "występujący w naturze", co podkreślałem. Jasne, że występuje to w naturze i w tym sensie jest naturalne - to jest fakt, nie ma o czym dyskutować. Chodzi raczej o to, co "leży w naturze człowieka". Trudno to wyjaśnić. Lepiej chyba na przykładzie tego, co nienaturalne. To trochę tak jak z czymś "nieludzkim". Gdy mówimy, że coś jest nieludzkie to nie mamy na myśli tego, że człowiek się tak nie zachowuje (bo się zachowuje), ani że to jest nietypowe. Mam nadzieję, że trochę przybliżyłem.
Czymś 'nieludzkim' nazywamy zbrodnie, podłości, powodowanie ludzkiego cierpienia. Mieszanie w to po prostu niestandardowych zachowań jest właśnie czymś.. nieludzkim? ;-)
Nieograniczona samorealizacja... czyli "róbta co chceta"? Nierealne. I bardzo dobrze, bo mielibyśmy tu piekło na ziemi.
Widzisz, ja wychodzę z założenia, że pełna wolnosć jest właściwą drogą - lecz przy zaznaczeniu, ze równie ważna jest edukacja. Po różnymi względami, nie mówię tylko o szkole - chodzi o promowanie pewnych postaw, dzięki którym lepiej (bardziej otwarcie, milej, z dobrą wolą i optymizmem) będzie się żyło. Czy ktoś z tego skorzysta czy nie, to już osobista kwestia. I nie wiem czemu twierdzisz, że mielibyśmy piekło na ziemi - w porównaniu z krajami, gdzie realizowana jest polityka o której mówię (głównie skandynawia, beneluks i Kanada) to Polska ze swoim 'róbmy tak bo tak mówi tradycja' jest piekłem.
Wcale nie bez sensu. To są dwa różne pytania. Pierwsze jest o rolę państwa, drugie o - powiedzmy - zakres swobód.

Dla mądrego państwa to pytanie JEST bez sensu. Wiadomo, że lepszy będzie większy zakres swobód, ponieważ obywatele mogą się lepiej realizować. Chyba, że państwu na tym nie zależy, a bardziej np. na kontroli obywateli. Ale ja takiej polityki nie nazwę mądrą, bo nie prowadzi do niczego dobrego.
Cóż, większość osób - wbrew temu, co chyba sądzisz - powiedziałoby, że koprofagia nie jest ok wcale nie ze względu na to, że to jest szkodliwe dla zdrowia.
Wcale tak nie sądze, widzę, jak to funkcjonuje. Ale promujmy postawy, gdzie na zjawiska patrzy się właśnie w ten sposób. Używajmy racjonalnych argumentów, z czasem nasze postrzeganie choć trochę się zmieni. Choć akurat w sprawie koprofagii zapewne nie bardzo, bo niechęć do odchodów to akurat zrozumiały atawizm i mało kto traci na tej niechęci ;-)
Patrz, a ja jednak tak uważam pomimo, że w tych punktach moje zdanie jest następujące:

a) wiadomo, że nie
b) nonsens
c) skądże znowu

Jest to prowokacja, bo prowokuje różne - zwykle negatywne, a często skrajne - reakcje i o to w tym chodzi. A jest idiotyczna, tak jak idiotyczne byłoby w koszulce z napisem "Jestem hetero". Z jakich konkretnie powodów? Jest ich wiele. Pierwszy z brzegu - takie parady przynoszą raczej odwrotne efekty od zamierzonych. Homoseksualiści chcą być uważani za "normalnych", stanowić zwyczajny element struktury społecznej. Parada temu zaprzecza - wyróżnia ich, odseparowuje, podkreśla inność. Nie jest więc skuteczna, że użyję tej tak lubianej przez Ciebie kategorii ;-)
Z jednej strony mówisz, że wiadomo, ze nie, ale jednak twoje dalsze słowa potwierdzają, że wszystko po trochu. Powtarzasz, chyba trochę bezmyślnie, argumenty prawicowych publicystów. Po pierwsze, kontekst. W ogóle dla ciebie nie istnieje, a przecież o kontekst tu się wszystko rozbija. Jaką treść ukrytą niesie za sobą koszulka 'jestem hetero'? W Polsce niesie m/w tyle: 'pedały nie podchodzić, bo nie jestem od was. panienki, droga wolna, jestem wasz!'. Natomiast koszulka 'jestem gejem' mogłaby świadczyć albo o odwadze w ujawnieniu swojej orientacji - bo krzywe miny w stylu 'po co się z tym obnosić, a sobie bądź' to najlżejsze, co może nas czekać; albo o solidarności z homoseksualistami w ich walce o akceptację. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to opowiada się za punktem a) lub c).
Po drugie, skąd pewnosć, że parady dają efekty odmienne od zamierzonych? Bo częśc ludzi uparcie to powtarza? A mówi ci coś historia, rok 1968 w USA? Myślisz, że co by wywalczyli geje czy przede wszystkim murzyni, gdyby nie wychodzili na ulice, tylko nie wiem co robili - pisali petycje? Przymilali się usłużnie do bucowatej, anty nastawionej większości z prośbą 'zaakceptujcie nas, będziemy grzeczni'?
Jeśli chodzi o parady i odseparowywanie, to zależy, jaki kształt ma parada, a nie że w ogóle jest. Jeśli większość gejów i lesbijek wygląda normalnie (standardowo), a zaproszeni są wszyscy, także hetero, to nie dzieli, tylko spaja.
Poza tym coś do przeczytania, bo widzę, że czasami działasz jak automat bez skłonności do głębszej refleksji - dlatego nie od rzeczy jest tu także punkt b). Fragment komentarza pod notką na blogu zespołu Raz Dwa Trzy:
(...) Zwrócił Pan uwagę, że to niedobrze, kiedy nadmiernie akcentowana jest seksualność człowieka, zwłaszcza jak się domyślam homoseksualność, że w pierwszej kolejności po prostu jesteśmy, a dopiero później mamy tożsamość i dalej tożsamość seksualną. Wszystko to prawda, ale uważam, że w przypadku homoseksualistów powinien Pan brać na tę seksualność pewną poprawkę. Otóż jest to właściwość, cecha często ukrywana przez wiele lat życia, stanowiąca największy sekret. Z różnych przyczyn, mniejsza teraz z nimi. Chodzi o to, że wyjście z ukrycia urasta do roli jakiegoś olbrzymiego zwycięstwa nad sobą, wyzwolenia, dającego niezwykłe poczucie wolności, przezwyciężenia swoich największych słabości, największego strachu, największego kłamstwa. Wyjście z szafy jest często najważniejszą, najbardziej doniosłą decyzją w życiu. „Nazywaj rzeczy po imieniu a zmienią się w okamgnieniu.”
Jest to taka sfera emocjonalna, którą , podejrzewam, trudno jest zrozumieć osobie heteroseksualnej. I dlatego właśnie osobom homoseksualnym jest często potrzebne manifestowanie swojej tożsamości seksualnej. Można na to spojrzeć także w szerszym kontekście. Jeszcze nie tak dawno mówienie o mniejszościach seksualnych było zupełnym tabu. Za nami wiele dziesięcioleci, a w szerszej perspektywie – nawet wieków, kiedy homoseksualiści musieli dusić, tłamsić w sobie swoją seksualność, a jak wiadomo nie jest to zdrowe z punktu widzenia psychologicznego. I nie mówię tu o jakichś szczególnych szykanach, które im za to groziły, choć i takie były (żeby wspomnieć choćby tworzenie list osób homoseksualnych przez SB celem szykanowania ich albo szantażowania), ale np. o braku zaspokojenia takich prostych potrzeb, jak mówienie o swoim życiu choćby w pracy, gdzie wszyscy opowiadają tylko o żonach, mężach i dzieciach.

Wychodzenie z ukrycia może i powinno odbywać się przede wszystkim wobec osób najbliższych, przyjaciół. Wtedy są z tego największe korzyści, bo nie tylko dla osoby homoseksualnej, ale też w szerszym ujęciu - wielu ludzi może się przekonać, że gej to nie jakiś potwór, lecz osoba z mojej rodziny, przyjaciel. Ale niektórym do odnalezienia swej tożsamości mogą być potrzebne rozmaite marsze czy parady, może być potrzebna psychologia tłumu, mogą dopiero tam wykrzyczeć: jestem gejem i dopiero to może być dla nich oczyszczające.

Nie bez znaczenia jest tez aspekt walki o coś, o swoje prawa. Pisał Pan, ze potrzebna jest odwaga, że prawa trzeba sobie wywalczyć, tak jak trzeba było sobie wywalczyć możliwość posługiwania się w języku słowem gej. Nie rozumiem w takim razie, dlaczego jest Pan przeciw tej paradzie, skoro m.in. tam można takie rzeczy wywalczyć. Dopiero gdy jest parada, napiszą o tym w mediach – o problemach mniejszości seksualnych. Gdyby wreszcie nie było tej parady – nie byłoby choćby tej dyskusji, która ma też chyba jakiś walor edukacyjny, a przynajmniej – jak każdy dialog, stanowi pewną jakość.
Cała dyskusja:
http://www.zespolrazdwatrzy.pl/blog/201 ... /#comments

Awatar użytkownika
Pink
Oh by the way, which one's Pink?
Posty: 649
Rejestracja: 19 mar 2009, 13:59

Post autor: Pink » 14 lip 2010, 13:13

blinski pisze:Widzisz, ja wychodzę z założenia, że pełna wolnosć jest właściwą drogą - lecz przy zaznaczeniu, ze równie ważna jest edukacja. Po różnymi względami, nie mówię tylko o szkole - chodzi o promowanie pewnych postaw, dzięki którym lepiej (bardziej otwarcie, milej, z dobrą wolą i optymizmem) będzie się żyło. Czy ktoś z tego skorzysta czy nie, to już osobista kwestia. I nie wiem czemu twierdzisz, że mielibyśmy piekło na ziemi - w porównaniu z krajami, gdzie realizowana jest polityka o której mówię (głównie skandynawia, beneluks i Kanada) to Polska ze swoim 'róbmy tak bo tak mówi tradycja' jest piekłem.
Wolność tak, ale nie nieograniczona. Wiara w to, że edukacja może całkiem zmienić naturę człowieka jest naiwna. Ta zawsze wychodzi na jaw, gdy tylko jest ku temu sposobność. I rolą ogólnie pojętej edukacji nie jest jej zmienianie, bo to nierealne, ale hamowanie jej wykwitów. To jest w stanie w sporym zakresie uczynić, podobnie zresztą jak to czyniły i czynią różne systemy religijno-etyczne. Nigdy jednak nie jest to całkiem skuteczne.
A co ludzie potrafią wyprawiać, gdy mają całkowitą swobodę, to już widzieliśmy niejednokrotnie - np. na wojnach. Na wojnie, w sytuacji gdy nie ponosisz konsekwencji za swoje czyny, gdy nie pętają cię nakazy i zakazy religijne czy dobre wychowanie, pokazuje się charakter, natura człowieka. I przyglądając się historii ludzie raczej kiepsko zdawali ten egzamin, pomimo postępującej wiedzy, poziomu wykształcenia, itd.

A ta swoboda w wymienionych regionach jest w dużej mierze iluzoryczna. To, co się obecnie forsuje w tzw. cywilizowanej Europie to jest taki terroryzm (za mocne słowo, ale nie mam w obecnej chwili lepszego) w białych rękawiczkach. A najlepsze jest to, że ludzie sami sobie nakładają takie pęta i jeszcze nazywają to wolnością :-"
Dla mądrego państwa to pytanie JEST bez sensu. Wiadomo, że lepszy będzie większy zakres swobód, ponieważ obywatele mogą się lepiej realizować. Chyba, że państwu na tym nie zależy, a bardziej np. na kontroli obywateli. Ale ja takiej polityki nie nazwę mądrą, bo nie prowadzi do niczego dobrego.
Fajnie, ale u Ciebie wniosek już w założeniu się zawiera, więc cóż to za rozumowanie ;-) A to czy większy zakres swobód i większy stopień samorealizacji jest lepszy od mniejszego to - patrząc z perspektywy państwa - zależy od wielu rzeczy, od czasu, miejsca, sytuacji w świecie.
Wcale tak nie sądze, widzę, jak to funkcjonuje. Ale promujmy postawy, gdzie na zjawiska patrzy się właśnie w ten sposób. Używajmy racjonalnych argumentów, z czasem nasze postrzeganie choć trochę się zmieni. Choć akurat w sprawie koprofagii zapewne nie bardzo, bo niechęć do odchodów to akurat zrozumiały atawizm i mało kto traci na tej niechęci ;-)
Widzisz, dla mnie (i nie tylko dla mnie) takie stawianie sprawy w odniesieniu do wszystkiego trąci absurdem. Promujmy postawy, w których to, że nie lubi się zapachu gówna ma racjonalne podstawy, tzn. związane z kategoriami zysku, straty, szkody, itd. I dalej: nie walczmy z niechęcią do gówna. Dlaczego? Bo mało kto na tym traci. Może to nie jest błędne, ale doprawdy jest to kuriozalne podejście. Nikomu nie przychodzi do głowy, że nie lubi tego zapachu bo jest to szkodliwe ani nie podchodzi do sprawy stosując miarkę "straty" i "korzyści". Oczywiście, nie wyciągajmy z tego wniosku, że zawsze (albo chociaż zwykle) należy się kierować pierwszą albo instynktowną reakcją. Ale trzeba to mieć na uwadze, traktować poważnie.
Powtarzasz, chyba trochę bezmyślnie, argumenty prawicowych publicystów.
Nie tyle bezmyślnie, co bezwiednie, bo raczej nie czytam żadnych prawicowych publicystów ;-)
Po pierwsze, kontekst. W ogóle dla ciebie nie istnieje
Ależ istnieje i doskonale zdaję sobie sprawę, że koszulka "jestem gejem" i koszulka "jestem hetero" niosą ze sobą całkiem inne treści. Ja tylko mówię, że noszenie jednej i drugiej byłoby głupie i niepotrzebne. Choć jak ktoś się upiera - proszę bardzo.
Po drugie, skąd pewnosć, że parady dają efekty odmienne od zamierzonych?
Ok, nie dysponuję żadnymi "danymi", więc może się mylę i większość jednak w wyniku takiej parady ze zrozumieniem kiwa głowami i wstydzi się, że trwało w błędzie.

Chodzi mi tylko o pewną, chyba dość istotną tutaj kwestię: jak świadome wybijanie się z tłumu koresponduje z zawołaniem "jesteśmy tacy jak wy"? Chyba nie bardzo. Czy tak jest faktycznie to się okazuje w zwykłym codziennym życiu, widać to w kontaktach z takimi ludźmi i rzeczywistość pokazuje, że istotnie - w większości są tacy jak wszyscy. A wydarzenia takie jak w latach 60-tych w USA zmienić mogą sytuację prawną, ale przecież nie podejście, nie mentalność ludzi dotąd nieprzekonanych. Zresztą trudno oczekiwać, by hałasowanie mogło tu coś zmienić. Myślę, że paradujący w większości zdają sobie nawet z tego sprawę i idzie tu przede wszystkim właśnie o nacisk na zmiany prawne.
widzę, że czasami działasz jak automat bez skłonności do głębszej refleksji
Mógłbym powiedzieć to samo, bo ja przecież wiem, co uważam i napisałem wyraźnie, a Ty jednak swoje. Zdaj sobie sprawę, że ten trojaki wybór, który zaprezentowałeś nie wyczerpuje sprawy, a nie klapki na oczach i jak zaprogramowany :-?
(...) Zwrócił Pan uwagę, że to niedobrze [...] stanowi pewną jakość.
Cóż, niespecjalnie odkrywczy tekst. Miejscami nawet nieco zabawny, jak ten rozczulający fragment o "tłamszeniu seksualności", a zwłaszcza o "zdrowiu z punktu widzenia psychologicznego". Ale mniejsza z tym... Czyli prowokacją taka parada jest, bo ma sprowokować ludzi do reakcji, ma się o homoseksualistach mówić, przede wszystkim w pozytywnym świetle. Wtedy ludzie przestaną ich "traktować jak potwory". To jest naiwne, bo czy naprawdę ktoś sądzi, że jeśli ktoś jest na tyle durny, że geja uważa za potwora, to go przekona obrazek idącego ulicą zwyczajnie wyglądającego faceta, który okazuje się być gejem? Nie sądzę. No więc kogo i do czego mają te parady przekonać? Tych ciekawskich, którzy nie mają wyrobionego zdania i chcą sobie popatrzeć, żeby je sobie wyrobić? Średnia to podstawa do wyrabiania sobie jakichś kompletnych opinii na temat gejów i lesbijek. Równie dobrze można by popatrzeć w TV na tego pajaca Jacykowa czy sprawiającego wrażenie nawiedzonego Biedronia i dojść do ogólnego wniosku, że geje są beznadziejni.

Nie mówię, że te parady nie mają ŻADNYCH pozytywów (dla homoseksualistów... ale także ogólnie), ale z powodów, które wyżej napisałem, uważam jak uważam.

blinski
Posty: 1310
Rejestracja: 25 kwie 2007, 14:08
Lokalizacja: z domu, po kryjomu

Post autor: blinski » 14 lip 2010, 14:38

Pink pisze:Wolność tak, ale nie nieograniczona. Wiara w to, że edukacja może całkiem zmienić naturę człowieka jest naiwna. Ta zawsze wychodzi na jaw, gdy tylko jest ku temu sposobność. I rolą ogólnie pojętej edukacji nie jest jej zmienianie, bo to nierealne, ale hamowanie jej wykwitów. To jest w stanie w sporym zakresie uczynić, podobnie zresztą jak to czyniły i czynią różne systemy religijno-etyczne. Nigdy jednak nie jest to całkiem skuteczne.
Ale kto tu mówi o całkowitej zmianie natury człowieka. Tak samo naiwne jest przecież twierdzenie, że jest ona nadana nie wiem przez jaką siłę i niezmienna. Poza tym ja w ogóle kwestionuję coś takiego jak 'ludzka natura' - może poza ogólnymi atawistycznymi odruchami, nad którymi z biegiem lat i tak uczymy się panować. Tak jak np. jeszcze w XVIII w. można było uznać uczucie radości i zabawy u ludu podczas publicznych egzekucji za naturalne, tak dziś na widok płonącego czy ćwiartowanego ciała większość odwracałaby głowy i wymiotowała.
A co ludzie potrafią wyprawiać, gdy mają całkowitą swobodę, to już widzieliśmy niejednokrotnie - np. na wojnach. Na wojnie, w sytuacji gdy nie ponosisz konsekwencji za swoje czyny, gdy nie pętają cię nakazy i zakazy religijne czy dobre wychowanie, pokazuje się charakter, natura człowieka. I przyglądając się historii ludzie raczej kiepsko zdawali ten egzamin, pomimo postępującej wiedzy, poziomu wykształcenia, itd.
Tak dzieje się zawsze w sytuacji ekstremalnego niebezpieczeństwa, gdy zagrożenie życia jest wielkie a na codzień spotykamy się ze śmiercią i musimy ją oswoić. Dlatego jest to przykład zupełnie od rzeczy.
A ta swoboda w wymienionych regionach jest w dużej mierze iluzoryczna. To, co się obecnie forsuje w tzw. cywilizowanej Europie to jest taki terroryzm (za mocne słowo, ale nie mam w obecnej chwili lepszego) w białych rękawiczkach. A najlepsze jest to, że ludzie sami sobie nakładają takie pęta i jeszcze nazywają to wolnością :-"
Oczywiście, zawsze trzeba znać granice, bo przesada w żadną stronę nie jest dobra. Jednak jeśli ktoś - nie mówię że ty - za wolnosć uznaje możliwosć bezkarnego obrażania ludzi i traktowania ich z pogardą, to jest on nie przymierzając idiotą, i jeśli prawo takich idiotów szykanuje, to bardzo dobrze.
Fajnie, ale u Ciebie wniosek już w założeniu się zawiera, więc cóż to za rozumowanie ;-) A to czy większy zakres swobód i większy stopień samorealizacji jest lepszy od mniejszego to - patrząc z perspektywy państwa - zależy od wielu rzeczy, od czasu, miejsca, sytuacji w świecie.
Jeśli zasadą jest primum non nocere - ZAWSZE jest lepszy.
Widzisz, dla mnie (i nie tylko dla mnie) takie stawianie sprawy w odniesieniu do wszystkiego trąci absurdem. Promujmy postawy, w których to, że nie lubi się zapachu gówna ma racjonalne podstawy, tzn. związane z kategoriami zysku, straty, szkody, itd. I dalej: nie walczmy z niechęcią do gówna. Dlaczego? Bo mało kto na tym traci. Może to nie jest błędne, ale doprawdy jest to kuriozalne podejście. Nikomu nie przychodzi do głowy, że nie lubi tego zapachu bo jest to szkodliwe ani nie podchodzi do sprawy stosując miarkę "straty" i "korzyści". Oczywiście, nie wyciągajmy z tego wniosku, że zawsze (albo chociaż zwykle) należy się kierować pierwszą albo instynktowną reakcją. Ale trzeba to mieć na uwadze, traktować poważnie.
Koprofagia to był tylko przykład - ekstremalny, dlatego mało życiowy. Natomiast jeśli chcesz przekładać to też na inne kwestie, np. homoseksualizm, i mówić, że absurdem jest, by ludzie spojrzeli na niego racjonalnie, zamiast zwykłego 'fu, pedały' - to byłoby to nie dość, że fałszywe, to jeszcze absurdalne do granic. Po pierwsze dlatego, że fakty temu przeczą - nawet w kraju takim jak Polska negatywnie nastawiona do homoseksualizmu jest mniej niz połowa ludności. Gdybyś zapytał o to jeszcze pół wieku wcześniej, myślę że na myśl o nim większość ludzi rzygałaby w myślach niczym na myśl o jedzeniu kupy. Po drugie to, co uwznioślasz, to bezmyślność - a to mówi samo za siebie, nie muszę nawet tego komentować. Tłumaczenie, że ty niczego nie promujesz, tylko stwierdzasz, jak jest, jest kłamliwe - ZAWSZE coś się promuje, chociażby przez bierną akceptację, a przez nazywanie postawy odmiennej absurdem - tym bardziej. Instynktowne reakcje w kwestiach, gdzie instynkt można z powodzeniam zastąpić rozumem, należy traktować poważnie dlatego, by z nimi walczyć a nie by usprawiedliwiająco rozkładać ręce.
Ależ istnieje i doskonale zdaję sobie sprawę, że koszulka "jestem gejem" i koszulka "jestem hetero" niosą ze sobą całkiem inne treści. Ja tylko mówię, że noszenie jednej i drugiej byłoby głupie i niepotrzebne. Choć jak ktoś się upiera - proszę bardzo.
I tutaj cię nie rozumiem. Znasz kontekst, ale co z tego wynika? Nic - odbija się on niczym od ściany. Nadal jest niepotrzebne. Rozumiesz motywacje ludzi, wiesz, że to dla nich ważne, ale nadal jest to głupie. Jestem ciekawy, jak byś wyjaśnił swoją postawę takiemu komuś.
Ok, nie dysponuję żadnymi "danymi", więc może się mylę i większość jednak w wyniku takiej parady ze zrozumieniem kiwa głowami i wstydzi się, że trwało w błędzie.

Chodzi mi tylko o pewną, chyba dość istotną tutaj kwestię: jak świadome wybijanie się z tłumu koresponduje z zawołaniem "jesteśmy tacy jak wy"? Chyba nie bardzo. Czy tak jest faktycznie to się okazuje w zwykłym codziennym życiu, widać to w kontaktach z takimi ludźmi i rzeczywistość pokazuje, że istotnie - w większości są tacy jak wszyscy.
Ty naprawdę postrzegasz ludzi jako jakieś roboty, psychologia dla ciebie nie istnieje. Po pierwsze, poprzez świadome wybijanie się z tłumu jedynie można podkreślić, że twoje interesy (główny interes - godne życie w społeczeństwie) są nieco odmienne od ogólnie postrzegnych za 'normalne'. Jak chcesz to zrobić inaczej, zlewając się z tłumem który tych twoich interesów nie zauważa? Po drugie - trzeba podkreślać, że poza tymi interesami są w zasadzie tacy jak reszta, bo tak po prostu jest. Tylko te dwa komponenty postawy razem tworzą obraz kogoś różniącego się od reszty szczegółem - jednak takim, który nie pozwala wieść spokojnego i godnego życia. Takiego, jak cała reszta.
A wydarzenia takie jak w latach 60-tych w USA zmienić mogą sytuację prawną, ale przecież nie podejście, nie mentalność ludzi dotąd nieprzekonanych. Zresztą trudno oczekiwać, by hałasowanie mogło tu coś zmienić. Myślę, że paradujący w większości zdają sobie nawet z tego sprawę i idzie tu przede wszystkim właśnie o nacisk na zmiany prawne.

Ależ to co mówisz to nieprawda. Oczywiście, że sytuacja prawna zmienia mentalność ludzi - naprawdę wierzysz, że przeciętny obywatel, widząc gejów trzymających się za ręce myśli 'fu, ale będę udawał że ok, bo tak jest poprawnie'? Nie, prawo tworzy pewien wzorzec postępowania, a tam gdzie szanuje się prawo, wzorce te rozpowszechniają się dosyć szybko i kolejne pokolenia słuchają opowieści o tym, że kiedyś powszechne było coś takiego jak Ku-Klux-Klan jak bajki o żelaznym wilku. U nas wbrew pozorom prawo ogólnie także jest szanowane.
W takich kwestiach tylko hałasowanie daje wymierne efekty. Ale jak masz inne pomysły, podziel się.
Mógłbym powiedzieć to samo, bo ja przecież wiem, co uważam i napisałem wyraźnie, a Ty jednak swoje. Zdaj sobie sprawę, że ten trojaki wybór, który zaprezentowałeś nie wyczerpuje sprawy, a nie klapki na oczach i jak zaprogramowany :-?
Może nie wyczerpuje, ale za twoimi wypowiedziami i tak czają się właśnie takie krótkie hasła. Nie masz ochoty zagłębić się w problem, wystarczy ci właśnie to.
Cóż, niespecjalnie odkrywczy tekst. Miejscami nawet nieco zabawny, jak ten rozczulający fragment o "tłamszeniu seksualności", a zwłaszcza o "zdrowiu z punktu widzenia psychologicznego". Ale mniejsza z tym...
Wiesz co ja tu widzę? Pogardę. I to jest chyba powód, dla którego masz taką postawę a nie inną. To przebija z twoich wypowiedzi - 'ależ to zabawne', 'ups, ale masz zchrznione życie, hihi'. Zresztą to nie tyczy się tylko homoseksualizmu, pogardę widzę u ciebie dla każdego, kto nie siedzi na dupie i nie myśli sobie 'taki jest świat, trudno', tylko chce go w takim lub innym zakresie zmieniać.
Czyli prowokacją taka parada jest, bo ma sprowokować ludzi do reakcji, ma się o homoseksualistach mówić, przede wszystkim w pozytywnym świetle. Wtedy ludzie przestaną ich "traktować jak potwory". To jest naiwne, bo czy naprawdę ktoś sądzi, że jeśli ktoś jest na tyle durny, że geja uważa za potwora, to go przekona obrazek idącego ulicą zwyczajnie wyglądającego faceta, który okazuje się być gejem? Nie sądzę. No więc kogo i do czego mają te parady przekonać? Tych ciekawskich, którzy nie mają wyrobionego zdania i chcą sobie popatrzeć, żeby je sobie wyrobić? Średnia to podstawa do wyrabiania sobie jakichś kompletnych opinii na temat gejów i lesbijek.
Naiwne jest raczje myślenie, że tak to się odbywa - ja cię stuknę młoteczkiem w kolano, a ty krzykniesz. Procesy społeczne to nakładające się na siebie sprzężenia zwrotne - gdzie stronami są państwo, społeczeństwo, oraz media. Nic tak nie pomaga w zmianach, jak oswajanie ze zjawiskiem przeplatane mocniejszymi akcentami nie pozwalającymi zapomnieć o sprawie. To, że wielu na początku będzie się buntować jest wpisane w proces i każdy zdaje sobie z tego sprawę. Chodzi tu bardziej o stworzenie atmosfery, gdzie np. coraz to nowi celebryci - ci serio i ci mniej serio - będą decydować się na coming out, gdzie coraz więcej takich postaci (neutralnych) będzie pojawiać się w serialach, filmach, programach. Od dawna wiadomo, nic tak nie robi powszechnej akceptacji dla czegoś jak przyznanie się jakiegoś idola ludu - prawdziwego lub wyimaginowanego - do bycia tym czymś 'umoczonym' ;-) Ale żeby ktokowliek podjął temat, musi być o nim głośno. Potem oczywiście idą zmiany w prawie, które jakby 'leglizują' w psychice ludzi dane zjawisko, znika w dużej mierze obawa w rodzaju 'zaraz mnie tu będą nękać, że ja coś promuję'.
Chyba na serio nie podejrzewałeś, że ktokowiek może myśleć, że zwykłym ludziom po paradach tak się - 'pstryk!' - odmienia?
Równie dobrze można by popatrzeć w TV na tego pajaca Jacykowa czy sprawiającego wrażenie nawiedzonego Biedronia i dojść do ogólnego wniosku, że geje są beznadziejni.
A widzisz, chodzi o to, by pierwsza myśl ludzi na widok Jacykowa to nie było 'o, jaki pedał', tylko 'co za dureń'. Tak po prostu, bo będą mieli w głowie obrazy tysięcy innych gejów, których znają i o których wiedzą, że są gejami, którzy są ok i których szanują.

Awatar użytkownika
Pink
Oh by the way, which one's Pink?
Posty: 649
Rejestracja: 19 mar 2009, 13:59

Post autor: Pink » 14 lip 2010, 16:18

blinski pisze:Ale kto tu mówi o całkowitej zmianie natury człowieka. Tak samo naiwne jest przecież twierdzenie, że jest ona nadana nie wiem przez jaką siłę i niezmienna.
Charakter człowieka jest niezmienny i zapisany w DNA, tak jak kolor włosów, ito. Z jakim się rodzisz, z takim umierasz. Natomiast wychowanie, edukacja, ogólnie pojęta kultura ma za zadanie trzymania go w ryzach, jest swego rodzaju kagańcem i tak zresztą jest kultury historyczny rodowód. Trzymając się tych włosów - kultura jest czymś w rodzaju farby. Owa "natura ludzka" jest zbiorem cech wspólnych różnych charakterów, większości z nich. Jest tym, co charakterystyczne dla człowieka jako takiego. Może być taka "definicja"?
można było uznać uczucie radości i zabawy u ludu podczas publicznych egzekucji za naturalne, tak dziś na widok płonącego czy ćwiartowanego ciała większość odwracałaby głowy i wymiotowała.
Oj wątpię. Gdyby powrócono do publicznych egzekucji to bardzo szybko znów stałoby się to niezłą rozrywką dla ludu. Na mniejszą skalę wciąż to zjawisko zresztą występuje - np. w czasie bójek. Poza tym, nie powinno Ci to w ogóle przeszkadzać, a wręcz przeciwnie, bo to przecież naturalna, nieskrępowana ludzka reakcja. Dla takiego piewcy wolności to znakomicie, że ludzie mogli reagować na to, jak chcieli. Dziś już tak nie jest, dziś nie uchodzi cieszyć się z czyjegoś cierpienia czy z czyjejś śmierci.
Tak dzieje się zawsze w sytuacji ekstremalnego niebezpieczeństwa, gdy zagrożenie życia jest wielkie a na codzień spotykamy się ze śmiercią i musimy ją oswoić. Dlatego jest to przykład zupełnie od rzeczy.
Przykład jest znakomity, bo trudno o lepszą sytuację doświadczalną. I co Ty za brednie opowiadasz? Masowe mordy, tortury i inne formy represji wynikały z niebezpieczeństwa? :-"
Oczywiście, zawsze trzeba znać granice, bo przesada w żadną stronę nie jest dobra. Jednak jeśli ktoś - nie mówię że ty - za wolnosć uznaje możliwosć bezkarnego obrażania ludzi i traktowania ich z pogardą, to jest on nie przymierzając idiotą, i jeśli prawo takich idiotów szykanuje, to bardzo dobrze.
To mądre zdania, ale jak je pogodzisz z nieskrępowaną samorealizacją? Nie pogodzisz. Trzeba wprowadzać jakieś dodatkowe zasady - np. że wolność jednego nie może istnieć kosztem wolności drugiego. Ale to już zdecydowanie zmienia obraz sytuacji, bo nie ma wiele wspólnego z nieskrępowaną realizacją, z głoszeniem i robieniem tego, na co mamy ochotę, co nam sprawia przyjemność i co dla nas może nawet jest najkorzystniejsze.
Fajnie, ale u Ciebie wniosek już w założeniu się zawiera, więc cóż to za rozumowanie ;-) A to czy większy zakres swobód i większy stopień samorealizacji jest lepszy od mniejszego to - patrząc z perspektywy państwa - zależy od wielu rzeczy, od czasu, miejsca, sytuacji w świecie.
Jeśli zasadą jest primum non nocere - ZAWSZE jest lepszy.

Z punktu widzenia państwa? To nieprawda. Może być taka sytuacja międzynarodowa, że ten stopień samorealizacji musi być ograniczany (czasem mocno) inaczej państwo nie przetrwa. Wielkie swobody to jest KOMFORT, na który można sobie pozwolić w określonych warunkach. W innych lepiej sprawdzi się odmienny system.
Koprofagia to był tylko przykład - ekstremalny, dlatego mało życiowy. Natomiast jeśli chcesz przekładać to też na inne kwestie, np. homoseksualizm, i mówić, że absurdem jest, by ludzie spojrzeli na niego racjonalnie, zamiast zwykłego 'fu, pedały' - to byłoby to nie dość, że fałszywe, to jeszcze absurdalne do granic.
Koprofagia jest przykładem ekstremalnym, ale przez to całkiem czytelnym. Czytelnie mianowicie obrazuje, że niekoniecznie do wszystkiego musimy czy należy podchodzić racjonalnie. Przejrzyście obrazuje, że nasza awersja do zapachu gówna nie wynika bezpośrednio z przyczyn racjonalnych, a z pewnych odczuć. I że te odczucia - choć mgliste i może nie osadzone na racjonalnej płaszczyźnie - są wystarczająco dobrym powodem, by coś przyjąć. Napisałem natomiast wyraźnie, że przykład ten nie służy w żadnym wypadku jako argument w twierdzeniu, że do wszystkiego powinniśmy tak podchodzić i że nasze odczucia są zawsze wystarczające, nawet wbrew racjonalności!
Po pierwsze dlatego, że fakty temu przeczą - nawet w kraju takim jak Polska negatywnie nastawiona do homoseksualizmu jest mniej niz połowa ludności.
Wyjaśniłem powyżej co i jak, więc w sumie mógłbym nie odpowiadać na bardziej szczegółową argumentację, ale co do tej tezy - śmiem twierdzić, że jest baaaaardzo wątpliwa.
Instynktowne reakcje w kwestiach, gdzie instynkt można z powodzeniam zastąpić rozumem, należy traktować poważnie dlatego, by z nimi walczyć a nie by usprawiedliwiająco rozkładać ręce.
Tak jak napisałem wyżej, podpisuję się pod tym obydwiema rękami! Uzupełniam to jednak jeszcze o to, że w momencie, gdy wynik jest ten sam (tzn. zarówno "odczuciowo" czy instyktownie, jak i racjonalnie coś akceptujemy, bądź odrzucamy). Po prostu nie ma potrzeby racjonalizować naszej awersji do gówna, bo brzmi to po prostu komicznie czy absurdalnie, mimo że racjonalnie też da się ją wytłumaczyć ;-)
I tutaj cię nie rozumiem. Znasz kontekst, ale co z tego wynika? Nic - odbija się on niczym od ściany. Nadal jest niepotrzebne. Rozumiesz motywacje ludzi, wiesz, że to dla nich ważne, ale nadal jest to głupie. Jestem ciekawy, jak byś wyjaśnił swoją postawę takiemu komuś.

Motywacje bywają głupie. Akurat w przypadku gejów nie uważam ich motywacji za głupią. Rozumiem to, że nie chcą być szykanowani przez wścibskich moralizatorów, których nie wiedzieć czemu interesuje, co ktoś inny robi w sypialni i z kim oraz kogo obdarza uczuciem i ferują wyroki w kwestiach etycznych. Zasadniczo to popieram. Za głupi uważam sposób, w jaki chcą swoje osiągnąć.
Ty naprawdę postrzegasz ludzi jako jakieś roboty, psychologia dla ciebie nie istnieje.
W żadnym razie, choć do psychologii jako dziedziny wiedzy podchodzę - powiedzmy - z przymrużeniem oka. Ale to już inna sprawa.
Jak chcesz to zrobić inaczej, zlewając się z tłumem który tych twoich interesów nie zauważa?
To nie jest zła droga. Najlepiej przekonać się, że czarni/zółci/geje/żydzi/muzułmanie/itp. nie są źli/potworami/ludźmi drugiej kategorii/itp. poprzez kontakt z nimi. Kogo przekona to, że sobie grupka takich przejdzie ulicami miasta i będzie uśmiechać oraz hałasować?
naprawdę wierzysz, że przeciętny obywatel, widząc gejów trzymających się za ręce myśli 'fu, ale będę udawał że ok, bo tak jest poprawnie'?
Tak. Wielu tak właśnie z grubsza zareaguje. I to jest właśnie tolerancja. Część nie będzie się cackać z poprawnością. I to jest nietolerancja - z tym można i chyba należy walczyć.
Może nie wyczerpuje, ale za twoimi wypowiedziami i tak czają się właśnie takie krótkie hasła. Nie masz ochoty zagłębić się w problem, wystarczy ci właśnie to.
](*,) A Ty jesteś rasistą. I nawet nie próbuj mówić, że nie, bo i tak widać, że tak. Widzisz, też tak mogę ;]
Wiesz co ja tu widzę? Pogardę. I to jest chyba powód, dla którego masz taką postawę a nie inną. To przebija z twoich wypowiedzi - 'ależ to zabawne', 'ups, ale masz zchrznione życie, hihi'.
I dobrze widzisz, tylko nie dla tych, którym ciężko, ale dla takiego taniego sentymentalizmu. "Ale ty mnie nie naciskaj, bo się w sobie zamknę" mawiał ironicznie osiołek w Shreku ;-)
Naiwne jest raczje myślenie, że tak to się odbywa - ja cię stuknę młoteczkiem w kolano, a ty krzykniesz. Procesy społeczne to nakładające się na siebie sprzężenia zwrotne - gdzie stronami są państwo, społeczeństwo, oraz media. Nic tak nie pomaga w zmianach, jak oswajanie ze zjawiskiem przeplatane mocniejszymi akcentami nie pozwalającymi zapomnieć o sprawie. To, że wielu na początku będzie się buntować jest wpisane w proces i każdy zdaje sobie z tego sprawę. Chodzi tu bardziej o stworzenie atmosfery, gdzie np. coraz to nowi celebryci - ci serio i ci mniej serio - będą decydować się na coming out, gdzie coraz więcej takich postaci (neutralnych) będzie pojawiać się w serialach, filmach, programach. Od dawna wiadomo, nic tak nie robi powszechnej akceptacji dla czegoś jak przyznanie się jakiegoś idola ludu - prawdziwego lub wyimaginowanego - do bycia tym czymś 'umoczonym' ;-) Ale żeby ktokowliek podjął temat, musi być o nim głośno. Potem oczywiście idą zmiany w prawie, które jakby 'leglizują' w psychice ludzi dane zjawisko, znika w dużej mierze obawa w rodzaju 'zaraz mnie tu będą nękać, że ja coś promuję'.
Chyba na serio nie podejrzewałeś, że ktokowiek może myśleć, że zwykłym ludziom po paradach tak się - 'pstryk!' - odmienia?
Ależ wszystko się zgadza. Tak to działa, ja sobie to uprościłem. Tylko wszystko rozbija się o założenie - bo Ty już teraz wiesz, co jest dobre i pożądane, a co nie. A co z tymi, którzy takich "nowości" nie postrzegają jako stale kroczący "postęp", ale np. "degrengoladę moralną" albo "zdziczenie obyczajów"? Jak im wytłumaczysz, że tak nie jest, skoro oni tak czują i ich "kompas moralny" tak im podpowiada?
A widzisz, chodzi o to, by pierwsza myśl ludzi na widok Jacykowa to nie było 'o, jaki pedał', tylko 'co za dureń'
Tak, o to chodzi. Ale co ma sobie pomyśleć człowiek, który nigdy nie spotkał homoseksualisty i dla którego "próbką reprezentatywną" jest taki Jacyków - facet, który zachowuje się jak pajac i który zdaje się akcentować powiązanie swojego zachowania z orientacją płciową? :-? Dla mnie tacy ludzie robią homoseksualistom bardzo kiepską reklamę.

ODPOWIEDZ