Z tym że ciężko to nazwać analizą ekonomiczną. To jest analiza wielokryterialna, którą owszem, można zastosować do publicznych pieniędzy. OK, może i wyjdzie, że wirtualnie tramwaj się zwróci w 5 lat. Tyle że autobus w takiej analizie może się zwrócić w rok, wszak jak policzymy koszty społeczne ścisku i spóźnień do pracy, zatruć spalinami i przeziębień w starym taborze, skrócenie czasu dojazdu (przypadek Trasy Mostu Północnego) i kilka innych czynników.Glonojad pisze:Analiza ekonomiczna = analiza, czy "opłaca się" wydać publiczne pieniądze. Nieważne, którędy - czy poprzez wozokilometry dla TW, czy poprzez budżet inwestycyjny miasta - w ostatecznym rozrachunku to są te same - społeczne - pieniądze. I tą analizę stosuje się do wszystkich inwestycji transportowych, drogi, mosty, tramwaje, metro - nie ma różnicy. NIE MA RÓŻNICY. We wszystkich tych przypadkach na pieniądze przelicza się czas, zdrowie, nie raz i życie, skażenie środowiska itp.
Przedsiębiorstwo jak Mobilis na takich zasadach działać po prostu nie ma prawa, ponieważ zarząd poszedłby zapewne za kratki za działanie na szkodę. Celem Mobilisu jako spółki prawa handlowego jest generowanie i maksymalizacja zysku. Zysk ten wypracuje czy to poprzez jeżdżenie autobusami z odpowiednią marżą czy też hipotetycznie tramwajami. Tylko jeśli weźmiemy tramwaje, to w analizę wrzucić można koszty energii, budowy torowisk, obiektów inżynieryjnych i innych, taboru, zaplecza itp, natomiast z pewnością nie wrzucimy na drugą stronę zysków w postaci czystszego powietrza - może tam się pojawić tylko i wyłącznie źródło przepływu pieniężnego czyli wpływy z biletów, dotacja, zysk z obrotu złomem itp. Jeśli działalność tramwajowa pozwalałaby Mobilisowi np. radykalbnie obniżyć hipotetyczne opłaty ekologiczne z tytułu wprowadzania do atmosfery określonej ilości CO2 w związku z ich działalnością autobusową - wówczas oczywiście, można wpisać przychody z tego tytułu, ale póki co opłat takich nie ma i taki przepływ nie istnieje.
Z pewnością można się zgodzić, że taka analiza nie uwzględnia wszystkich kosztów, wszak winieta i zezwolenia nie pokrywają realnych kosztów dróg. Natomiast taka jest już sytuacja i przedsiębiorca prywatny realnie może tylko taką analizę stosować. Wówczas 25 lat dla linii na Tarchomin to pewnie byłby optymistyczny bardzo szacunek, chyba że dostałby infrastrukturę w gratisie.