Łamanie prawa to łamanie prawa.BJ pisze:Myślisz w ogóle, co porównujesz?
Papierosy sÄ do dupy
Moderator: Szeregowy_Równoległy
Jest jeszcze coś takiego jak szkodliwość społeczna (co prawda przy wykroczeniach nawet znikoma wystarcza dla istnienia czynu karalnego, w przeciwieństwie do przestępstwa, które wymaga szkodliwości "większej niż znikoma"). Jeśli wyrzucasz śmieci do cudzego śmietnika, to narażasz go na koszty niezależnie, czy robisz to o 16, czy o 2 w nocy. Natomiast zakaz palenia na przystanku ma służyć ochronie zdrowia niepalących - jeśli o 2 w nocy na przystanku nikogo nie ma, to naprawdę szkodliwość złamania zakazu palenia jest absolutnie minimalna.
[ Dodano: |17 Lis 2010|, 2010 21:01 ]
Ciekaw jestem, jak policja i SM będą się zachowywały na pętli na Jezdni Północnej DC - tam, lekko licząc, 70% oczekujących na nocne pali.
[ Dodano: |17 Lis 2010|, 2010 21:01 ]
Ciekaw jestem, jak policja i SM będą się zachowywały na pętli na Jezdni Północnej DC - tam, lekko licząc, 70% oczekujących na nocne pali.
Świetne porównanieWolfchen pisze:Inni będą się tłumaczyli, ze jeszcze nie zidiocieli, żeby po kieliszku zostawiać samochód na parkingu i brać taxi...BJ pisze:Jeszcze nie zidiociałem, żeby oczekując na przystanku na zadupiu pod wiatą o 3 nad ranem wstawać i odchodzić z przystanku, żeby zapalić.
Tak jak do tej pory.bepe pisze:Ciekaw jestem, jak policja i SM będą się zachowywały na pętli na Jezdni Północnej DC - tam, lekko licząc, 70% oczekujących na nocne pali.
W Warszawie ten zakaz obowiązuje chyba od 1.5 roku czy nawet 2 lat i od tamtej pory teoretycznie nie można palić we wspomnianym miejscu.
Ja np. od początku akurat zakazem palenia w tym miejscu nie przejmuję się specjalnie, co nie znaczy, że dmucham komukolwiek w twarz i każę wąchać smakowity zapach papierosa. Jeśli jestem na przystanku i akurat ktoś czeka, to po prostu odchodzę kilka kroków na bok, żeby mu nie dmuchać w twarz, ale nie będę przecież uskuteczniał wycieczki na dół, na Emilkę, żeby zajarać.
Paliłem tam o wszystkich możliwych godzinach, także gdy obok mnie przechodził patrol policji (wtedy to akurat jeszcze nawet nie wiedziałem o zakazie w tym miejscu) i nikt nigdy się nie przyczepił.
BJ podał akurat świetny przykład praktycznego zastosowania ustępu o znikomej szkodliwości społecznej czynu zabronionego. Jako inny można podać przechodzenie na czerwonym świetle w środku nocy na wąskiej jezdni przy zerowym ruchu. Bycie ślepym legalistą jest niemądre i nie uczy szacunku do prawa, lecz kombinatorstwa - jako że wpaja zasadę, iż nigdy nie można być pewnym, czy przypadkiem nie zasłużyło się na karę, bo zawsze znajdzie się powód; co dewaluuje wartość samej kary jako sprawiedliwej i słusznej.
Niestety, jako że użycie 'znikomej szkodliwości' jest uznaniowe, na ogół jest uznawane akurat tam, gdzie służbom wygodnie, a nie, gdzie byłoby to etyczne.
Niestety, jako że użycie 'znikomej szkodliwości' jest uznaniowe, na ogół jest uznawane akurat tam, gdzie służbom wygodnie, a nie, gdzie byłoby to etyczne.
No bo ze społeczną szkodliwością jest, niestety, pewien problem.
Art. 1 par. 2 kodeksu karnego:
§ 2. Nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma.
Natomiast art. 1 par. 1 kodeksu wykroczeń brzmi tak:
§ 1. Odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5.000 złotych lub nagany.
Wykroczeniem jest czyn szkodliwy społecznie jakkolwiek, w minimalnym choćby stopniu. Taką właśnie szkodliwość ma przechodzenie na czerwonym świetle przez pustą drogę w środku nocy czy palenie na pustym przystanku także w środku nocy - cała ich szkodliwość polega na tym, że łamie się prawo, co samo w sobie jest szkodliwe społecznie (nie służy budowaniu szacunku dla prawa).
A że w Warszawie ze światłami jest kompletne szaleństwo, to zupełnie inna sprawa - dla kogo się one świecą w środku nocy?
Art. 1 par. 2 kodeksu karnego:
§ 2. Nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma.
Natomiast art. 1 par. 1 kodeksu wykroczeń brzmi tak:
§ 1. Odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5.000 złotych lub nagany.
Wykroczeniem jest czyn szkodliwy społecznie jakkolwiek, w minimalnym choćby stopniu. Taką właśnie szkodliwość ma przechodzenie na czerwonym świetle przez pustą drogę w środku nocy czy palenie na pustym przystanku także w środku nocy - cała ich szkodliwość polega na tym, że łamie się prawo, co samo w sobie jest szkodliwe społecznie (nie służy budowaniu szacunku dla prawa).
A że w Warszawie ze światłami jest kompletne szaleństwo, to zupełnie inna sprawa - dla kogo się one świecą w środku nocy?