Gazet Stołeczna pisze:
"Faceci bez siat fundują nam przesiadki w autobusach"
Ciekawe, kiedy Pan Dyrektor ZTM ostatni raz jeździł po Warszawie jako pasażer autobusu w godzinach szczytu, z zakupami w rękach? - pyta w liście do redakcji czytelniczka.
Jestem bardzo zmartwiona planowanymi i ogłoszonymi przez niego zmianami tras autobusów. Mieszkam na Górnym Mokotowie, jeżdżę zaś na Rakowiec, do Wilanowa, na Nowy Świat i do Falenicy. Mam 52 lata i jestem kobietą. Nigdy nie jeżdżę z pustymi rękami. Wszystkie opracowane trasy ZTM postanowił mi ulepszyć, pozbawiając połączeń bezpośrednich.
* Na Rakowiec jeździłam 301. Ma zniknąć. Będę jeździć do Odyńca, a tam - przesiadka w 172? Albo 138 do Wołoskiej i tam przesiadka, nie wiem w co.
* Do Wilanowa - nie potrafię zrozumieć kombinacji ZTM. Do tej pory z Madalińskiego na Wiertniczą jeżdżę godzinę: czymkolwiek, tzn. 117, 138 lub 301 do Centrum Finansowego "Puławska" i dalej czymkolwiek w dół, byle się do 180 dostać. Z tych trzech pierwszych zostanie mi tylko 138. To będzie dłużej, prawda? Bo w częstsze kursowanie nie uwierzę.
* Na Nowy Świat nie wiem, jak będzie najlepiej, podczas zamknięcia Świętokrzyskiej, strach się bać.
* Do Falenicy - było 117 lub 138 i przesiadka w 521 lub 146. Zostaje 138 i przesiadka w 146, bo 521 też ma być podzielone, więc jeszcze jedna przesiadka.
Koncepcja przesiadkowa jest zabójcza dla pasażerów - traci się na każdej przesiadce zwykle 10 do 20 minut, trzeba wstać, dźwignąć pakunki, wyjść z autobusu (przepchnąć się), wykonać tę samą operację ponownie w drugą stronę. Pasażer jest dwa razy bardziej zmęczony niż po półgodzinie jazdy jednym wozem, nie mówiąc o tym, że zwykle do przesiadki trzeba się przelecieć przez skrzyżowanie albo oblecieć rondo. Z paczkami to się marnie robi, Panie Dyrektorze.
Czasem widzę takich młodych ludzi - zawsze mężczyzn - z ZTM-u, jak siedzą w samochodach i spisują godziny, spóźnienia, strumienie pasażerów itd. Może jednak podziałać doświadczalnie: ile czasu i wysiłku zajmie pasażerowi przejazd na danej trasie w godzinach normalnego obciążenia ruchu i z obciążeniem (koniecznie!) w rękach. Młody człowiek bez obciążenia nie jest targetem komunikacji. Jest nim uczeń (z plecakiem, zwykle ciężkim), student (j.w.), kobieta pracująca (z zakupami), emeryt płci obojga. Faceci w sile wieku jeżdżą w pojedynkę samochodami i planują wyżej wymienionym grupom przesiadki. Jestem w takim wieku, że pamiętam 112 z Odyńca na Nowolipie i coraz bardziej wkurza mnie pozbawianie Mokotowa komunikacji z resztą miasta i te ciągłe zmiany, których nie sposób się nauczyć. Oczywiście, osoby mieszkające w innych dzielnicach będą miały podobne odczucia. Bo przesiadki to do bani jest koncepcja, Panie Dyrektorze, świetna w internecie, ale do bani w praktyce.