Kolej poluje na gapowiczów. Nawet na krótkich odcinkach
Spółka InterCity walczy z podróżującymi na gapę na krótkich odcinkach, np. między Warszawą Wschodnia a Zachodnią. Takich pasażerów wyłapuje specjalna firma. Przy okazji kary dostają pasażerowie, którzy nie zdążyli kupić biletu u konduktora.
Niemiła przygoda w sobotę spotkała panią Paulinę. - Po południu wyjeżdżałam do Łodzi, ale na dworzec wpadłam w ostatniej chwili, o mało nie spóźniwszy się na pociąg. Gdy chciałam kupić bilet, pani w kasie poradziła, że szybciej będzie kupić u konduktora i żebym biegła szybko do wagonu. Tuż przed odjazdem zdyszana wpadłam do ostatniego wagonu pociągu do Łodzi - relacjonuje pani Paulina. - Ledwo zdjęłam płaszcz, do mojego przedziału wmaszerował mężczyzna. Okazało się, że to kontroler. Zażądał biletu. Oczywiście go nie miałam, bo dopiero co wsiadłam i dopiero zamierzałam szukać konduktora. Albo na niego poczekać i wtedy kupić bilet - opowiada pani Paulina.
Kontroler nie chciał słuchać wyjaśnień o spóźnieniu i pani w kasie: stwierdził, że pani Paulina zobowiązana była natychmiast zgłosić się do konduktora. Wypisał tzw. wezwanie do zapłaty na 334 zł (34 zł za bilet i 300 zł opłaty karnej). - W specjalnej rubryce częściowo wpisałam wyjaśnienia, że to z powodu spóźnienia na dworzec nie miałam biletu i że oczekiwałam na przyjście konduktora. Częściowo, bo zniecierpliwiony kontroler wyrwał mi bloczek. Rzucił też, że mogę pisać odwołanie, ale to nic nie pomoże - opowiada pasażerka. - Najdziwniejsze, że na wezwaniu jako "miejsce ujawnienia" wpisano Warszawę Wschodnią. Czyli nawet nie zdążyliśmy opuścić stacji, a już dostałam mandat za jazdę na gapę. Czy to w porządku? - pyta pasażerka.
Podobną sytuację zaobserwowaliśmy w pociągu TLK do Krakowa w piątek. Na Wschodniej do przedziału wsiadła młoda dziewczyna, zajęła miejsca dla siebie i koleżanki, która miała dosiąść się na Centralnej. Nie wychodziła z przedziału, by ich nie stracić. Już za chwilę tłumaczyła się mężczyźnie z identyfikatorem, że nie ma biletu, ale chce go kupić. Bez rezultatu. Również ona zaczęła podróż z mandatem w ręku.
Okazuje się, że spółka InterCity wynajęła "podmiot prywatny", czyli firmę kontrolerską, która krąży po pociągach należących do Tanich Linii Kolejowych, których InterCity jest właścicielem. Spółka nie chce zdradzić jej nazwy. - Jej celem jest uzupełnienie istniejącego systemu kontroli na krótkich odcinkach. Zdarzało się, że ludzie korzystali z tłoku uniemożliwiającego sprawdzenie biletów i jeździli pociągiem na krótkim dystansie - mówi Małgorzata Sitkowska ze spółki InterCity. Co oznacza "krótki dystans"? To np. darmowa szybka podróż pociągiem bez ulicznych korków z Warszawy Wschodniej na Zachodnią.
- Jednak czy firma kontrolerska dobrze zrozumiała swoje zadania i czy od gapowiczów odróżnia spóźnionych, ale uczciwych pasażerów? - pytamy.
- Sprawa będzie przez nas wyjaśniana. Warto, aby pasażerka zgłaszająca skargę dołączyła do niej opis zdarzenia - radzi Małgorzata Sitkowska. Przypomina też, że według obowiązujących przepisów w pociągach TLK (w odróżnieniu od pociągów Ex, EIC i EC) podróżny bez ważnego biletu zobowiązany jest zgłosić się do konduktora w celu jego nabycia przed wejściem do pociągu lub niezwłocznie po wejściu.
Co to znaczy "niezwłocznie"? Dobrze to wiedzą pasażerowie autobusów i tramwajów łapani przez kontrolerów zaraz po wejściu do pojazdu, a przed skasowaniem biletu lub jego kupnem u kierowcy. Po zalewie skarg ZTM wprowadził definicję określenia "niezwłocznie" - bez zbędnej zwłoki. - Czy zdjęcie płaszcza i położenie bagażu na półce to według spółki InterCity "zbędna zwłoka", czy jeszcze nie? - zastanawia się pani Paulina.