JacekM pisze:To jest problematyczne bo automatycznie stawiasz jedną (swoją) stronę w roli arbitra oceniającego to co jest dobre, właściwe, tolerancyjne.
Nie. To się rozumie samo przez się, nie potrzeba żadnych arbitrów. Jeśli mówię np., że nie lubię PiS-u, bo propaguje w moim odczuciu głupoty (w skrócie - bo normalnie wykładam, czemu są to głupoty), to moja niechęć ma podstawy merytoryczne. Jeśli powiem, że nie lubię pisowców, bo są pisowcami i nie obchodzi mnie, co naprawdę myślą, to jest to dyskryminacja. Po prostu - jeśli jesteś niechętny jakiejś grupie z pobudek pozamerytorycznych, to należy ci się przeciwstawić, w najlepszym wypadku - olać cię i nie udostępniać publicznie głosu, bo z uwagi na brak wyrażanej chęci mówienia mądrze (merytorycznie) ten głos ci się nie należy, psuje jakość dyskursu. Nie potrzeba arbitrów, żeby gadanie w stylu 'nie lubię, bo nie lubię' uznać za niewarte rozpatrywania (w znaczeniu - traktowania takiego głosu jako równoprawnego w dyskusji).
Problem zaczyna się, gdy ktoś powie coś dyskryminującego, agresywnego, ale nieoczywiste są jego intencje - tak jak np. w sprawie Wojewódzkiego. Wtedy nie ma już żadnego automatu - trzeba to po prostu rzeczowo rozpatrzyć.
grzegorz pisze:Ograniczająca definicja, zalatuje idealizmem. Kto jest bez winy, w tego nie rzucimy kamieniem?
Jeśli dyskurs ma być poważny, muszą być zasady, najlepiej dążące do ideału. Podobnie - jeśli prowadzimy sklep, idealistycznie zakładamy, że klienci nie kradną, tylko kupują, i w ramach tego ideału robimy wszystko, by się on wypełnił (zakładamy kamery, wynajmujemy ochronę, zakładamy chipy itp.). Co za sens jest prowadzić sklep z założeniem 'ok, niektórzy jednak kradną, bo uważają, że to ok, dlaczego mamy im nie pozwalać'?
A jeśli nawet taki ,,baranek'' istnieje, ale z sobie znanych przyczyn coś bardzo lubi drugiego, który już jest ,,karkiem''? Pomyśl o spokojnych osobach, które popierają tylko pozapolityczną działalność Radia Maryja, ale jak muszą wybrać ,,tak/nie'', to wpisują się jako zwolennicy RM. A co z Palikotem, czy wszyscy go popierający podpisują się pod świńskimi ryjami?
Przecież nie ma tak, że do głosu nie dopuszcza się zwolenników RM żadnych, nawet tych słuchających modlitw. Sam Życiński mówił, o ile pamiętam, że RM pełni dobrą funkcję pod tym względem. Tu chodzi o popieranie konkretnej, agresywnej czy dyskryminującej myśli. A jeśli chodzi o samo medium czy źródło przekazu idei (jak np. partia polityczna) to liczy się nie to, czy jest ono ideałem czy nie, bo ideałów nie ma, tylko w jakim stopniu te negatywne, wrogie myśli przekazuje. Czy np. GW odpuszcza PO, gdy partia ta ma idiotyczne, szkodliwe pomysły? Nie, jedzie po niej jak po łysej kobyle.
Tak, jasne, tylko to hipotetyczne kryterium, bo rozumiem, że wrogość ma być rozumiana szerzej niż tylko stosowanie / nakłanianie do przemocy.
Ale przecież kto dziś uznaje przemoc fizyczną za jedyną przemoc? Samo stwierdzenie 'nie warto lubić tych czy owych, bo ogólnie są źli', jest już nakłanianiem do przemocy symbolicznej, do dyskryminacji na którą nie może być zgody. Musi być jasno opisane, jaka cecha danej grupy, która jest charakterystyczna dla większości lub każdego członka z osobna może być na tyle szkodliwa dla społeczeństwa, że trzeba się tej grupie przeciwstawić. Inaczej jest to dyskryminacja i na miłość boską, w 2012 to powinno być jasne jak słońce.
Cieszą mnie próby ustalenia jakiegoś rozsądnego sposobu działania. Szkoda tylko, że wydaje mi się, że często wychodzi to tak: skoro antysemityzm istnieje, to zakażmy (w sensie normy obyczajowej) używania słów, które z Żydami mają coś wspólnego.
Np. ktoś wymyślił słowo angielskie ,,cyon'' (czyt. sajon) w kontekście statystyk kwantowych (do pary z bozon i fermion). Niestety wymawia się je tak jak Syjon. Użycie tego słowa przez znajomego na konferencji zostało odebrane jak naruszenie jakiegoś tabu. O to chodzi?!
No w sumie można to podciągnąć pod odwoływanie się do głeboko tkwiących pokładów antysemityzmu, które bez tego odwołania na pewno,,same by nie wypezły'', a tak: kto wie?
Nadgorliwości nigdy nie popieram, bo nie opiera się ona na przesłankach racjonalnych. Ale przedstawianie sprawy w rodzaju 'boję się tej tolerancji, bo za chwilę nie będzie można używać słów kojarzących się z dyskryminacją nawet w absurdalny sposób' to tak, jak mówić 'nie dam ci piwa, bo zaraz skończysz z wodą brzozową w rowie'.