pawcio pisze:Miałeś po prostu kiepskiego wuefistę.
Zgadza się - ale nie jednego, tylko wszystkich.
pawcio pisze:Mnie mój w pięć lat zupełnie od podstaw nauczył całkiem niezłego grania w siatkówkę. Od poziomu nauki odbicia palcami do poziomu gry w drużynie mistrza szkoły.
Widzisz, u mnie ten problem, że mnie nigdy nie ciągnęło do wszelkich "piłkowych" sportów. Za własne pieniądze przez jakiś czas chodziłem na szermierkę, ale ze względu na kasę coraz mniej osób chodziło, aż w końcu cała inicjatywa padła. Dla dwóch osób zajęć się nie opłacało robić.
Bastian pisze:Na takie pompeczki ludzie tym bardziej braliby zwolnienia.
Kwestia weryfikacji zwolnień + w liceum byłoby to ciężkie - na kwalifikacji wojskowej automatyczne zwolnienie wg kategorii zdrowia (tyle, że trzeba by było to trochę przyśpieszyć i postarać się o to, żeby komisje badały, a nie na oko dawały A czy wręcz D).
a/p TALENT pisze:Najważniejsza w wojsku jest zaprawa.
Ja swoje pierwsze zaprawy pamiętam do dziś, pomimo zakazu biegania (nowe Józefy).
MeWa pisze:Mam wrażenie wręcz, że prędzej zniechęcą bądź skutkować będą jakąś traumą.
Obecnie niestety za dużo się patrzy na traumy, sysmózgowia i inne takie, przez co za max 10 lat kondycja fizyczna w społeczeństwie będzie poniżej krytyki (żeby nie było, sam nie jestem miłośnikiem treningów, ale staram się jako-takie standardy trzymać).
MeWa pisze:Może prościej zreformować WF?
Pytanie, jak? Ale to inny temat
Poc Vocem pisze:Natomiast nie rozumiem o co chodzi z parciem Wolfchena na szkolenia wojskowe.
Najwyraźniej kwestia zawodu.
Poc Vocem pisze:Obiektywie patrząc raczej nie grozi nam atak zbrojny, a jeśliby do takiego doszło to mięso armatnie z pospolitego ruszenia zwane piechotą z karabinami raczej by nie pomogło ocalić kraju. Możemy bowiem rozważać albo atak ze strony sąsiada - ci mają siły kilkukrotnie większe, albo z powietrza - do zniszczenia rakiet dalekiego zasięgu piechota raczej zwyczajnie potrzebna nie jest.
Uwielbiam po prostu takie pisanie. No ale jeszcze raz.
Nie stać nas na obronienie się, podobnie jak nie ma co liczyć na pomoc sojuszników, więc trzeba sobie radzić samemu. A który potencjalny wróg chciałby choćby przejściowo okupować terytorium, gdzie miałby gwarancję spotkania dość licznych i przeszkolonych oddziałów partyzanckich, które by mogły siekać jego mięso armatnie i spożywać je 3 razy dziennie w obfitych ilościach? Bo właśnie o to chodzi - elementarnie wyszkolić wszystkich (czyli szeregowych), zaś z ochotników robić OT/ON (kadra, trzon sił).
Poc Vocem pisze:A takie szkolenia mogłyby wywołać traumę jak cholera.
Traumę, to może wywołać wszystko. Włącznie z widokiem małego pajączka wchodzącego do buta.
Poc Vocem pisze:Zresztą nie rozumiem dlaczego w demokratycznym kraju chcesz zamykać przymusowo jego obywateli w jakimś obozie pracy (bo znając naszych mundurowych na tym by się skończyło), choćby tylko na dwa tygodnie?
Obóz pracy? A to dobre - tylko jestem ciekawy, jaką pracę można by było bandzie niezdyscyplinowanych indywidualistów (młode wojsko tak zaczyna) zlecić

Wiesz, przez dwa tygodnie, to obecnie nawet dyscypliny nie da się wpoić (bo krzyczenie czy wydawanie komend mobilizujących to przecież mobing czy nie wiadomo co jeszcze). Ale pokazać, jak się obchodzić z bronią ostrą (na sucho) czy przepędzić kilkoma sposobami po pasie taktycznym już można.