Wiadomo - trzeba być na "nie", najlepiej się sprzeda. Gorzej, gdy odbiorca przywyknie.
Tylko... Mam takie wrażenie, że jednak nikt nie patrzy na komunikację przez pryzmat
relacji "dom

praca przez: pl. Bankowy, bo metro", tylko przez
przypisanie punktowi docelowemu jednej, konkretnej linii najlepiej jadącej spod klatki:
praca = 10;
babcia = 17;
UKSW = 103. Każda zmiana - objazd, stała zmiana trasy, budowa metra, kurs skrócony, czy zjazdowy - jest albo odrzucana przez świadomość pasażera (np.
GDZIE JEDZIESZ BARANIE! PIJANY JAKIŚ, TRASĘ ZGUBIŁ przy kursach zjazdowych oraz skróconych), albo owocuje głębokim oburzeniem (
bo te pacany i nieroby z zetteemu to wciąż tylko te trasy linii zmieniajo. Sami nie muszo jeździć, to grzebio!)
Niestety taki nagłówek zagwarantuje przylepienie się oka czytelnika i zakup gazety, a co za tym idzie zarobek dla redakcji. Radosne, bo Osa dostanie należny mu grosz, ale i smutne, bo kiedyś ktoś za biurkiem przestanie się bronić przed taką koncepcją komunikacji miejskiej i w imię
woli ludu ze stolicy zrobią się Gigakielce.
