Jan Kuźmiński pisze:Mamy stawkę za wozokilometr. Ze zdobytych w ten sposób pieniędzy musimy wygospodarować środki na ustalone wcześniej inwestycje. Kontrakt z miastem dokładnie określa, ile nowych autobusów powinniśmy kupić każdego roku – zwykle od 60 do 100. Tym razem wymóg dotyczy 70 pojazdów. Jeszcze w tym roku finansujemy inwestycje obligacjami, lecz plan jest taki, by nieco przyhamować z zakupami, zmniejszyć zapotrzebowanie do ok. 60-80 autobusów rocznie i zaoszczędzić tyle, by w następnych latach kupować kolejne pojazdy już za własne pieniądze. Wydając, załóżmy, 150 mln zł w ciągu roku, za obsługę kredytu płacimy ok. 4%, czyli 6 mln zł. Co roku oddaję więc bankowi równowartość pięciu autobusów, a co dziesięć lat przepada nam roczny zakup taboru.
Nie kapuję tej arytmetyki. Jeżeli jeden autobus to 1,2 mln zł, to zwykle zakupy roczne kosztują 70 do 120 mln zł, średnio 100 mln zł. Wtedy roczna obsługa kredytu, 4 mln zł, to tyle co nieco ponad 3 autobusy rocznie, a w ciągu dziesięciu lat przepada mniej więcej połowa rocznego zakupu taboru.
Rozumiem chęć przejścia na własne finansowanie. Ale tegoroczny wymóg zakupowy jest właśnie w okolicach zmniejszonego zapotrzebowania do 60-80 autobusów rocznie; nasuwa mi się zatem pytanie, dlaczego już teraz nie można tego zrobić? Dlaczego MZA inwestują w fotowoltaikę, która nie jest efektywna kosztowo obecnie (w Polsce lekką ręką)?
Wg
Wiki w MZA jest ok. 1300 autobusów. Wymiana 70 rocznie oznacza, że średnio muszą służyć prawie 19 lat, lub, co bardziej sensowne, taki wymóg nie wystarcza do pokrycia starzenia się pojazdów. Nie wystarcza kasy z wzkm nawet na to? Z drugiej strony dalej jest mowa o średnim wieku 6,5 roku, co
wymagałoby 200 autobusów rocznie faktycznie zgadza się zakupami na poziomie 100 autobusów rocznie, tylko że daje 13 lat eksploatacji zamiast potrzebnych(?) 8.
Produktem spalania autobusu z napędem LNG jest metan – paliwo czyste i suche.
Produktem spalania jest paliwo

Gdzie edytor?!
