Cypis pisze:levar napisał/a:
Nie chodzi chyba o to, żeby marketing MZA przyznawał na antenie: "Tak, stan techniczny autobusów jest do dupy, i nic na to nie możemy poradzić"
Przecież w istocie nic innego nie powiedział. Ale skoro dałeś się nabrać, przyznaję - na tym właśnie polega marketing. Tylko czy wawkom jest o marketingu czy autobusach, bo się pogubiłem?
To jatrochę poględzę.
Wątek jest o MZA, a MZA to autobusy
No i tu idzie nie tyle marketing,co PR, z zabarwieniem lekko kryzysowym. A i to na dwa kierunki - jeden - to seria pożarów oraz kontroli ITD i zrozumiałe zainteresowanie mediów tym tematem. Drugi - to ciągłe przekonanie (wśród ludzi i wśród dziennikarzy) , że wszystko jest żółto czerwone i wozi ludzi nie po szynach, to MZA
W firmie w rodzaju MZA można PR (rozumiany jako komunikacja ze światem poprzez media) uprawiać na dwa sposoby (a w zsadzie na 3):

- po pierwsze można wynajac osobę/firmę zajmującą się "obsługą PR-owską firm i instytucji" - i taka osoba będzie przekazywała informacje, które ma do przekazania, jednak tematyka, w której działą będzie dla niej obca - i taka osoba wiele więcej ponad to, co jest w oficjalnym stanowisku nie powie. Ale będzie to robić płynnie, używając poprawnej polszczyzny, stosując bardziej lub mniej bogaty język. Miejskie spółki miewały takich rzeczników, którzy rzecznikują róznym instytucjom i robią to fachowo, solidnie

- po drugie można zatrudnić fachowca z danej dziedziny, który dodatkowo potrafi wypowiadać się składnie przed kamerami, poprawnie pisze, stosuje zasady logiki w argumentacji, itp. Może to być osoba z firmy lub spoza firmy - często jest to dziennikarz, który daną dziedziną się zajmował. Takiego rzecznika ma obecnie ZTM. I takim przypadkiem jest p. Ślubowski z działu marketingu MZA. Taka osoba zazwyczaj potrafi podzielić się swoją wiedzą i "ubogacić" oficjalne stanowisko firmy - rzecz w tym, żeby nie przesadzić i żeby potem szefowie nie musieli się tłumaczyć, które ze słów rzecznika są nadinterpretacją. Wydaje mi się, że osoba z takim doświadczeniem jak p. Ślubowski nie pozwoliła sobie na swodobne dywagacje, a w związku z tym można np. zrozumieć, że oficjalne stanowisko MZA zakłada polemikę z zarzutami ITD (przynajmniej niektórymi) oraz nieuleganie presji anonimowych i niezweryfikowanych wypowiedzi kierowców cytowanych w mediach. Cała reszta jest tylko ubarwieniem i do pewnego stopnia może wizerunkowi MZA pomagać (o czym za chwile)

I trzeci rodzaj PR-u, który w zasadzie PR-em nie jest - czyli wystawić przed kamerę przypadkową osobę, np. kierownika wydziału, działu, oddziału itp. Osobę znającą się na rzeczy, ale nieprzygotowaną do wystepu przed kamerą i nieprzygotowaną do rozmowy z dziennikarzem. Taka osoba, w przeciwieństwie do pierwszego, a zwłaszcza drugiego przykładu, odpowiednio podpuszczona przez dziennikarza, jest w stanie "powiedzieć" wszystko od tego, że MZA lepszy stan taboru od Berlina, jak i to, że ma gorszy od Władywostoku. I to taka osoba działa na niekorzyść wizerunku MZA bardziej niż nawet najbarwniejszy rzecznik.
Biorąc powyższe pod uwagę, występ p. Ślubowskiego oceniam jednak pozytywnie, z tym zastrzeżeniem, że może przesadził z tym wstawaniem o piatej - ludzi może przekonać to, że szykanowanie kierowców nie miałoby sensu, skoro firma cały czas kierowców poszukuje (jak jest - nie wnikam), może ludzi przekonać to, ze jak na warunki drogowe, stan taboru jest niezły, nawet to, że MZA inwestuje w tabor i jego obsługę. Ale argument o tym, jak to rzecznikowi jest ciężko nie spać do 10, nie powinien miec miejsca.
Zauważcie też jedną rzecz: konkurencja na rynku przewoźników. Różne stosuje się argumenty w tej walce - a trzeba pamiętac, że kiedyś MZA nie będzie miało takich gwarancji, jakie ma obecnie. Argumenty o "łamaniu monopolu", "niskich stawkach za wozokm" itp. brzmią pięknie - ale są podszyte populizmem, bo chyba nie jest tajemnicą, skąd się biora np. niskie stawki. Argumenty o zagrożeniu życia pasażerów, trumnach na kołach itp. - są jeszcze mocniejsze, bo przemawiaja do wyobraźni. I MZA musi nie tylko działać w warsztatach, ale i w przestrzeni medialnej. Dlatego ważne jest, żeby, niezależnie od tego, ile dowodów zatrzymać ITD szedł komunikat: robimy wszystko, żeby było lepiej, jest lepiej itp. Za to właśnie płacą panu Ślubowskiemu i z tego się akurat wywiązał.
A roboty kupa, bo trzeba przekonać ludzi, że MZA odpowiada tylko za wozy MZA, trzeba zadać pytanie czy inspektorzy i policja nie polują przypadkiem na gorzej wyglądające i stasze wozy (o te łatwiej w MZA), co znajduje odzwierciedlenie w statystykach. Dobrze też byłoby podjąć walkę z kretyństwem, jakie ma miejsce nagminnie, a które polega na wyciąganiu takich oto wniosków: "skontrolowanio 10 wozów, zatrzymano 5 dowodów, wniosek: połowa autobusów w Warszawie nie nadaje się do wożenia ludzi". No i dobrze byłoby, gdyby wyniki kontroli podawane do wiadomości były nieco bardziej rozbudowane: wozy jakich przewoźników kontrolowano, ile wozów każdego z nich, w jaki wieku był wóz, itp.
Poczytajcie tez infantylno-sensacyjne w tonie komunikaty na stronie warszawskiej ITD:
http://www.mazowsze.witd.gov.pl/ (zakładka "Aktualności")
Toż to czysty "Fakt" jest - i na taki język trzeba odpowiadać językiem może nie takim samym, ale równie dobitnym, bo dziennikarze często powielają gotowce, tym chętniej - im bardziej chwytliwe.
Dlatego, jak dla mnie, p. Ślubowski, chociaż w początkach pracy w tematyce komunikacji miejskiej, jeszcze w Życiu Warszawy, wiele miał do nadrobienia, jest ok.
