reserved pisze: ↑05 maja 2025, 23:00
Generalnie strefa dojścia do autobusów i tramwajów jest w zdecydowanej większości o wiele bliższa niż do takiego pociągu. Mało kto mieszka przy samej stacji kolejowej.
Mało kto mieszka też przy trasie 175/188/148.
Zasadniczo to gdzie by się nie szło na pociąg to trzeba trochę przejść. Pomijam już to, że trzeba sprawdzić który peron, czasem trzeba na halę dworcową wejść i sprawdzić nasz pociąg itd. (ja wiem, wg fika wszyscy jesteśmy mikolami i powinniśmy orientować się w tym świetnie).
W przypadku autobusu nie trzeba za to nic nigdy sprawdzać. Ja staram się być na bieżąco i jednak mam mózg wytrenowany w tym kierunku, ale nie mam zielonego pojęcia, gdzie obecnie na weekendowej trasie objazdowej zatrzymuje się 175 i jak wydostać się z labiryntu na Świętokrzyskiej, żeby do niego trafić. I, owszem, ja umiem to sprawdzić w 30 sekund, dla normalnego pasażera nie jest to jednak zadanie trywialne.
(zadania nie ułatwi mu z pewnością fakt, że nawet jeśli przypadkiem dogrzebie się do schematu przystanków przy Świętokrzyskiej, to - uwaga - nie znajdzie na nim 175, ale to już absolutny drobiazg)
W przypadku autobusów, nawet jeśli dana linia nie jedzie koło nas, zwykle łatwo do niej dojechać. Autobusy i tramwaje jeżdżą często, wsiadasz w jeden, drugi, jak się przesiadasz to często co najwyżej robiąc parę kroków np. z autobusu na tramwaj.
Tak łatwo dojechać, że chociażby żeby przesiąść się do 175 z M2, trzeba wysiąść w zależności od dnia tygodnia i pory roku na innej stacji. To oczywiście nie jest utrudnieniem, bo przecież według reserveda wszyscy jesteśmy mkmami i powinniśmy orientować się w tym świetnie.
Jeżeli chodzi o niezawodność... Powiem tak, dawno nie korzystałem już z kolei i nie wiem jak wygląda obecnie procent jej zawodności. Ale działa tu zdecydowanie psychologia człowieka. Z ulic korzystamy na co dzień. Jako piesi, jako kierowcy aut, jadąc autobusem, tramwajem itd. Zatem gdy jedziemy takim 175 to generalnie wiemy gdzie jesteśmy.
O ile należysz do tej mniejszości, która wzdłuż trasy 175 regularnie bywa, albo tej jeszcze mniejszej mniejszości, która ma plan miasta w głowie. Jeśli jesteś normalsem, to Rakowiec i Okęcie są dla ciebie tak samo obce, jak Fordon i Psie Pole.
Możemy często przewidzieć czy obecnie są duże korki, czy trasa nam zajmie dużo czasu. Jeżeli gdzieś natrafiamy na mocne zatory, możemy też próbować jakoś inaczej rozplanować trasę, np. wysiąść i przesiąść się w coś innego. Możemy też zwyczajnie zamówić taksówkę w to samo miejsce gdzie wysiedliśmy z autobusu.
W co przesiądziesz się, gdy 175 utknie w korku między Banacha a Racławicką? Helikopter?
Pociąg? Zasadniczo to jak stanie między stacjami to nie możemy nic zrobić. Jesteśmy gdzieś w krzakach. Nie wysiądziemy i nie pójdziemy pieszo. Nie przesiądziemy się ot tak do niczego innego. Często nie wiadomo też ile będziemy stać. I ja nie mówię że te postoje muszą być jakieś długie. Ale przeciętny człowiek nie wie czemu pociąg się zatrzymał między stacjami. Czy czeka by kogoś przepuścić? Jest przed czasem? A może ktoś wpadł pod skład? A może jest jakaś awaria? A może coś innego? No więc w myślach wielu osób wtedy się może pojawiać pytanie: kurde, co teraz? Czy na pewno zdążę?
Gdy między przystankami stoi autobus, to w myślach wielu osób pojawia się Rick Astley i śpiewa Never Gonna Give You Up. To w sumie zresztą logiczne - gdy pociąg staje, to jest to sytuacja absolutnie wyjątkowa, gdy autobus staje, to jest to sytuacja absolutnie normalna i nikogo już nie rusza.
Sam jak jeszcze mieszkałem na Włodarzewskiej i jeździłem do centrum komunikacją, to lubiłem sobie wsiąść w pociąg. Szybko jechał, było wygodnie itd. Niemniej gdybym jechał na konkretną godzinę i byłoby dla mnie ważne by się nie spóźnić, mocno bym się zastanowił czy w pociąg wsiąść. Jadąc autobusem czy tramwajem mam świadomość gdzie jestem, czy mogę jakoś inaczej podjechać itd.
Jak jadę gdzieś na konkretną godzinę, unikam autobusu za wszelką cenę. Jest 11:30, międzyszczyt, a 175 jeździ poopóźniane po kwadrans. Jeszcze jak się jedzie na lotnisko, to pół biedy z takim opóźnieniem, bo zazwyczaj jednak wychodzi się z zapasem, ale gdybym miał dojeżdżać do pracy czy lekarza takim środkiem transportu, to bym chyba się poszlachtował.
175 ma w centrum objazdy. Owszem. Ale przeciętny człowiek kojarzy ulice, wie gdzie może wysiąść, w co się przesiąść. Często w przypadku pociągów to się zmienia, jeśli ktoś nie korzysta regularnie z pociągów może być zagubiony.
W przypadku pociągów to się zmienia kilkaset razy rzadziej, niż w przypadku autobusików. I tak, jeśli ktoś nie korzysta regularnie z konkretnej trasy autobusu, to też będzie zagubiony. Przeciętny człowiek nie ma pojęcia, jak 175 jeździ w weekendy w kwietniu, a jak w dni powszednie w marcu.
(zresztą, odwołaj się do własnych doświadczeń - ile razy pasażerowie zadają kierowcom pytania, które wydają się trywialne i banalne? nie robią przecież tego ze złośliwości, tylko dlatego, że nie wiedzą - a nie wiedzą, bo nie są na bieżąco, poruszają się w systemie o sporym stopniu skomplikowania i dynamiki zmian, który w najlepszym przypadku znają fragmentarycznie i pobieżne
Jasne, jest dużo ludzi, którzy wolą pociąg. Ale np. moja mama jak słyszy o pociągu to już woli skorzystać z taksówki. Moja była dziewczyna była przerażona na myśl o bieganiu po Zachodnim i szukaniu peronu. Znam wiele innych takich osób. Słowa fika o tym, że te osoby mają jakieś urojenia są zwyczajnie słowamie obraźliwymi. Nie każdy sobie z tym radzi.
Nie wiem, czemu traktujesz posiadanie urojeń za coś obraźliwego, ale moim zdaniem to świadczy bardziej o tobie, niż o mnie.
Reasumując, uważam że pociąg na lotnisko spoko i fajnie jeśli wiele osób go wybiera. Ale wiele ludzi wybierze autobus i będzie go broniło rękami i nogami, a jak nie to wybierze taksówkę. I ja się temu nie dziwię. I wcale nie uważam że te osoby są jakieś chore psychicznie.
Niech każdy sobie wybiera, co mu się żywnie podoba, z Uniwerku pewnie sam bym pojechał bezpośrednio autobusem. Nie udawajmy tylko, że w przekonaniach o tym, że pociągi co chwila stają gdzieś w polu na długie godziny (przez ćwierć wieku regularnego samodzielnego jeżdżenia pociągami w Polsce i wizytach w parudziesięciu innych krajach zdarzyło mi się to raz), bo to jest absurdalny mit na poziomie tego, że kierowcy celowo przycinają drzwiami pasażerów, a w każdym autobusie jeździ pięciu meneli.
Tak więc, reasumując, myślę że problem w tej dyskusji nie polega (tylko) na tym, że ja myślę, jak mikol, a na tym, że wszyscy(*) poza mną myślą jak kierowcy autobusów.
(*) tak, wiem, że nie wszyscy.