: 04 lip 2011, 14:13
Bodaj w Toruniu jest przepis, że jak postawisz siatkę na siedzeniu (nawet na zadupiu, przy pustym autobusie) to przy kontroli biletów płacisz karę. 
Forum warszawskiego transportu publicznego
https://wawkom.waw.pl/
Było o tym ostatnio w Prosto z Polski w TVN 24.bartoni722 pisze:Bodaj w Toruniu jest przepis, że jak postawisz siatkę na siedzeniu (nawet na zadupiu, przy pustym autobusie) to przy kontroli biletów płacisz karę.
Tak samo, jak mi ostatnio na nocnym.rhemek pisze:Wątpię.
Do dziś pamiętam kierowce 119 z Ostrobramskiej, który zatrzymał się na trasie Siekierkowskiej i z rykiem do nas skoczył, że on jazdy nie będzie kontynuował, bo mu ktoś ciągle wciska przystanek na żądanie, a wywód ukurwił strasznie. Gwoli wyjaśnienia, w autobusie było wtedy z 9 osób, dorosłych , wszyscy siedzieli i nikt nic nie wciskał![]()
![]()
Kierowca MZA może być miły dla pasażera. Oto dowód
Ostatnio wciąż słychać narzekania na kierowców autobusów miejskich w Warszawie. - pisze do redakcji Bartosz Dominiak. I dla odmiany przedstawia pozytywną historię, jaka spotkała go w autobusie.
Ostatnio wciąż słychać narzekania na kierowców autobusów miejskich w Warszawie. A to hamują za ostro. A to nie mają biletów, a jak mają - to nie chcą sprzedać bez odliczonej kwoty. A to gadają przez komórkę lub nie włączają klimatyzacji. Czasami jest jednak inaczej. Wczoraj po długiej i męczącej podróży pociągiem, wieczorna Warszawa powitała mnie swoją lepszą, bo uśmiechniętą i przyjazną, twarzą Kierowcy MZA!
O godz. 22:57 jechałem z Dworca Centralnego autobusem 525 (numer boczny 8333). Przed odjazdem kierowca sprzedał kilku osobom bilety, a jednej z nich nawet wydał resztę. Robił to z uśmiechem! Dodatkowo wyjaśnił jednej z osób (przyjezdnej?), gdzie ma wysiąść, aby mieć jak najbliżej do celu podróży. Gdy podczas drogi kierowca zatrzymał się na czerwonym świetle, a przed nim stał inny autobus, to wychylił się ze swojej kabiny i poszukał wzrokiem owego przyjezdnego. A następnie z uśmiechem (!) poinformował, że na najbliższym przystanku może się on przesiąść do tego autobusu, bo będzie miał bliżej. Można inaczej? Można!
Oby więcej takich Kierowców (a nie kierowców) miejskich autobusów. I warto o nich pisać i głośno mówić. By promować dobre wzorce! Tacy ludzie świadczą o tym, że nasze miasto jest Europejską Stolicą Kultury. Na co dzień, a nie od święta przez jeden rok.
Bartosz Dominiak
Jakoś mnie to nie dziwibartoni722 pisze:A na marginesie: Czy mi się wydaje, czy kierowcy ostatnio bardziej reagują na aparaty? Bo ostatnio coraz częściej się mnie pytają czy nie jestem reporterem, czy ja wyślę te zdjęcia do gazety itp...
Kierowcom przecież nie chciałoby się hamować, a potem prowadzić dialogu na środku ulicybartoni722 pisze:Czy inni fociści też tak mają, jak ja?
nie chciałoby?radeom pisze:Kierowcom przecież nie chciałoby się hamować, a potem prowadzić dialogu na środku ulicybartoni722 pisze:Czy inni fociści też tak mają, jak ja?A zdjęć w miejscu nie za bardzo lubię.
gazetawyborcza pisze:
"Chciałbym opisać sytuację, która przydarzyła mi się w stołecznej komunikacji miejskiej. Otóż w miniony piątek, 1 lipca, w godzinach wieczornych (ok. 20.10) wsiadłem na przystanku Henryków do obsługiwanego przez MZA autobusu linii nr 511 kursującego w relacji Dąbrówka Wiślana - Metro Marymont, a więc na popularnej trasie łączącej m.in. Tarchomin i Białołękę z metrem. Ponieważ wiedziałem, że niektóre autobusy tej linii docierają jedynie do przystanków Białołęka-Ratusz albo Konwaliowa, a potem (po wyraźnie sygnalizowanym zakończeniu trasy) zjeżdżają do zajezdni, sprawdziłem to przed wejściem do autobusu, stwierdzając, że tym razem mam jednak do czynienia z normalnym kursem.
Problem zaczął się za przystankiem Konwaliowa, gdy kierowca autobusu (numer taborowy 3447) włączył na wyświetlaczu wewnątrz pojazdu informację o zjeździe do zajezdni i następnym "planowym przystanku" przy ul. Stalowej, tj. pod zajezdnią autobusową na tej ulicy. Podobnego kursu można długo szukać w rozkładzie jazdy ZTM - po prostu nie istnieje. Jednak kierowca nie dość, że utrzymywał, iż jedynie sztywno "trzyma się procedur" dotyczących trasy tej linii (niemającej nic wspólnego z wyznaczoną przez ZTM), dodatkowo poinformował grupę pasażerów, że nikogo nie wypuści wcześniej niż na ulicy Stalowej pod zajezdnią. W efekcie zostaliśmy wywiezieni ok. 7,5-8 km za ulicę Konwaliową, w zupełnie inną, kiepsko skomunikowaną część miasta. Przy tym wszystkim cały przejazd w głąb Pragi nie miał nic wspólnego z normalną trasą linii nr 511. Wściekli pasażerowie musieli więc w efekcie nadłożyć wiele kilometrów do metra lub centrum miasta. Stracili też wiele minut cennego czasu (sam straciłem godzinę).
Wydaje się, że drastycznie podnoszone ceny biletów za przejazdy w komunikacji miejskiej powinny iść w parze z podnoszeniem poziomu świadczonych usług przez ZTM, jego podwykonawców i firmy nadzorowane, do których należy MZA. Aby było to możliwe, należy m.in. eliminować przypadki kierowców samowolnie zmieniających trasy przejazdów.
Wydaje się, że drastycznie podnoszone ceny biletów za przejazdy w komunikacji miejskiej powinny iść w parze z podnoszeniem poziomu świadczonych usług przez ZTM, jego podwykonawców i firmy nadzorowane, do których należy MZA. Aby było to możliwe, należy m.in. eliminować przypadki kierowców samowolnie zmieniających trasy przejazdów."
Taki sam artykuł, tyle że z ŻW trafił do zagubionych owieczek.
A, to znaczy że kierowca był sadomasochistą ?BJ pisze:@Rhemek: Akurat w tym wozie jest otwarta.