To spróbuj jadąc.
A swoją drogą (nomen omen) to rzeczywiście tych restauracji i stacji benzynowych jest bez liku. Zwłaszcza na takiej zakopiance...
Nie samą zakopianką człowiek żyje a między nami to raczej najgorszy możliwy dojazd do Zakopanego
A wcinając się do polemiki:
USA to dość specyficzny model rozwoju miast. Ktoś mówi że tam wymierają centra - no w sumie mnie to nie dziwi jeśli na przedmieściach człowiek ma wszystko czego mu trzeba tylko w skali "mniejszej" niż w samych miastach (kina, knajpy, centra usługowe, sklepy, parki rozrywki, dyskoteki aż po plaże czy aquaparki). W wielu wypadkach nawet do pracy nie jeździ się tam do miasta. Po prostu nie jedziesz do miasta bo nie musisz - i to trzeba brać pod uwagę. Fakt że w Europie staramy się doprowadzić do miast które żyłyby całą dobę - centra rozrywki siłą próbuje się upchać w "Downtown" i stąd ilość podróży komunikacją zbiorową jest wyższa od USA (no wielki wpływ ma również to co piszą przedmówcy że jest tu inny styl budownictwa - w Europie biedota mieszka częściej na obrzeżach miast w USA jest tendencja odwrotna - dzielnice biedoty znajdują się raczej w obrębie miasta, bo biedoty nie stać na długie dojazdy.
Jest jeszcze coś ważnego na co mało kto zwraca uwagę, w Polsce i chyba ogólnie w Europie stosunkowo mało uwagi przywiązuje się do tego by miejsce zamieszkania znajdowało się możliwie blisko miejsca pracy co w połączeniu ze sponsorowaną przez miasto komunikacją ma duży wpływ na taki nie inny charakter miasta (ludzie jadą do pracy 40km przez korek zamiast szukać pracy bliżej miejsca zamieszkania, lub miejsca zamieszkania bliżej pracy) - to jest swoistym błędnym kołem.
Z drugiej strony jest jest Japonia gdzie miasta żyją całą dobę (choć np. w wypadku Tokio to również zależy od dzielnicy)- gdzie masz nieporównywalnie większe zagęszczenie mieszkańców na km2 i zgodnie z teorią części użytkowników tam wszyscy powinni jeździć komunikacją miejską, natomiast maskom jak już niejednokrotnie pisałem nie ma wcale większej popularności niż nasz warszawski - owszem samych przejazdów jest wielokrotnie więcej jednak procentowy udział w łącznych przejazdach jest porównywalny do Warszawy (co ciekawe np. w Tokio autobusy są rzadkością natomiast za niemal 100% transportu masowego odpowiada SKM - metro + koleje podmiejskie + kolejki dojazdowe) - natomiast ogromne znaczenie ma... rower (pomimo że temperatury zimowe spadają poniżej zera

) - szacunkowo ok 25% przejazdów. Tyle że i tam ludzie optymalizują sobie przejazdy do pracy - szukają mieszkania w najbardziej im odpowiadającej lokalizacji - co ciekawe tam mało kto kupuje mieszkania, bardzo popularne jest wynajmowanie (co ma logiczne uzasadnienie, z jednej strony koszty zakupu powodują że mieszkanie jest równie odległe co w Polsce, z drugiej nigdy nie wiesz czy za dwa lata nie zmienisz miejsca pracy na np. inny region i zostawać z obciążonym hipotecznie mieszkaniem własnościowym w regionie "Kanto" podczas gdy gdy przebywasz i wynajmujesz inny lokal np. w regionie "Aichi" jest zbędnym balastem). A zdecydowanie jedną z największych bolączek Japończyków jest czas stracony na dojazdy
No ale wracając do tematu. Uważam że transport masowy to fajna alternatywa z tym że dla mnie system ma sens istnienia gdy będzie najbardziej jak to możliwe odseparowany od zwykłych dróg - tramwaje, kolejki, itd. natomiast u nas władze miasta zamiast działać na rzecz tego typu transportu pchają się w "teoretycznie tańsze" autobusy - które są jednak mało rentowne.
 ](*,)](./images/smilies/eusa_wall.gif)