Przepraszam ale czy ze strony mieszkańców była jakakolwiek "wola do dyskusji"ncc2000 pisze: Do tego bez woli dyskusji
Komunikacja w Rembertowie
Moderator: Wiliam
- Kleszczu
- Stoi... Sofista?
- Posty: 11540
- Rejestracja: 14 gru 2005, 19:48
- Lokalizacja: Nowe Włochy
- Kontakt:
"Ale potrafił podać dokładnie godziny wyjazdu i przyjazdu pociągu Paryż-Berlin, kombinacje połączeń między Lyonem i Warszawą.(...) Nawet naczelnik stacji by się w tym zgubił..."
Albert Camus-"Dżuma"
"Kiedyś chciałem umrzeć młodo jak Jim Morrison, ale z czasem zacząłem patrzeć na to inaczej..." - Ryszard Riedel
Albert Camus-"Dżuma"
"Kiedyś chciałem umrzeć młodo jak Jim Morrison, ale z czasem zacząłem patrzeć na to inaczej..." - Ryszard Riedel
- kulikowski
- Posty: 861
- Rejestracja: 29 sie 2007, 9:39
- Lokalizacja: Rakowiec
Dokładnie taki sam schemat był wcześniej na Ochocie.ncc2000 pisze:Ja też byłem wtedy na tym spotkaniu. Nic dziwnego z tym nasłuchaniem się, skoro przyszedł Pan nie jak na zapowiedziane konsultacje, ale z gotowym projektem całkowicie odrzucanym przez mieszkańców. Do tego bez woli dyskusji i z wyraźnie prezentowanej pozycji wyższości. A co najgorsze, spotkanie było wówczas fatalnie przygotowane przez władze Rembertowa.Jarek pisze:Kiedyś byłem na takim zebraniu. Tak się nasłuchałem, że miałem dosyć na dwa tygodnie
Bernard pisze:Na osiedlu w Nowym Rembertowie wiszą przy wejściach do klatek jakieś informacje o likwidacji 514. Jaka jest dokładnie treść zobaczę dopiero w piątek.
Już wszystko jasne. Wywiesili mniej więcej taki tekst: "W dniu 12 maja 2011r. o godz. 18 w urzędzie dzielnicy Warszawa Rembertów odbędzie się spotkanie z przedstawicielami ZTM w sprawie likwidacji linii 514, zmiany trasy 183 i wprowadzenia innych niekorzystnych zmian w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej na terenie dzielnicy" z czego info o niekorzystnych zmianach było zakreślone na żółtoPiotrekP pisze:Dzisiaj zebranie w Rembertowie, w sprawie zmian które ZTM miałby wprowadzić. Większość Rembertowa i osób idących tam chcą powiedzieć im NIE.
102,105,109,115,157,183,500,514,N21,N24,N63,N71,723,731,736,L-9,L10,L11,S2,S3,S9,RL,R2,R9
Widzę tu jakieś ogromne nieporozumienie. Mieszkańcy ze swoich podatków płacą pensje urzędnikom ZTM i nie muszą mieć żadnej dobrej woli. Bycie urzędnikiem, to nie panowanie (a w najlepszym wypadku uszczęśliwianie na siłę) - jak sobie chyba niektórzy wyobrażają, ale funkcja usługowa dla mieszkańców. Mieszkańcy mają prawo mieć oczekiwania, a władza musi się tłumaczyć ze swoich decyzji. Taki jest naturalny porządek.Kleszczu pisze:rzepraszam ale czy ze strony mieszkańców była jakakolwiek "wola do dyskusji"
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26876
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Mieszkańcy mają prawo do oczekiwania skutków, a nie ścieżek do osiągnięcia tych skutków. Chociaż w kraju pełnym budowlańców i lekarzy może się ta idea wydawać heretycka.
Tylko najpierw chcą autobusów zewsząd wszędzie i po szynie, a potem się dziwią, że bilety drożeją. Wot zagwozdka.
Tylko najpierw chcą autobusów zewsząd wszędzie i po szynie, a potem się dziwią, że bilety drożeją. Wot zagwozdka.
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
Mieszkańcy chcą, by im ktoś po ludzku wytłumaczył, co jest grane. Nie z wyższością stempelkowego urzędnika, który zabełkocze i nawet jeśli bełkot ma sens - to nie jest zrozumiały. To musi być czytelnie podane, jak krowie na rowie.
A pretensje do mieszkańców, że nie rozumieją urzędniczego pseudobełkotu to jakieś totalne nieporozumienie. Powraca kwestia nosa i tabakiery.
A pretensje do mieszkańców, że nie rozumieją urzędniczego pseudobełkotu to jakieś totalne nieporozumienie. Powraca kwestia nosa i tabakiery.
Dlaczego pieprzone pierożki są dobre, a pieprzone życie już nie? (B. Schaeffer)
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
-
geograf_OSU
- Posty: 644
- Rejestracja: 28 lut 2007, 15:12
Nareszcie jakis glos rozsadku.chester pisze:Mieszkańcy chcą, by im ktoś po ludzku wytłumaczył, co jest grane. Nie z wyższością stempelkowego urzędnika, który zabełkocze i nawet jeśli bełkot ma sens - to nie jest zrozumiały. To musi być czytelnie podane, jak krowie na rowie.
A pretensje do mieszkańców, że nie rozumieją urzędniczego pseudobełkotu to jakieś totalne nieporozumienie. Powraca kwestia nosa i tabakiery.
Dodam, ze oczywiscie propozycje w wiekszosci sa przekonujace, ale wlasnie rozchodzi sie o ten marketing ale rowniez o przekonania komunikacyjne podroznych oraz o wykonanie.
Po pierwsze, nawet udany marketing, w tym wypadku wylozone prosto kawa na lawe, nie zakryje dwoch faktow: czy tego chcemy czy nie ludzie wola polaczenia bezposrednie, co nie raz zostalo naukowo udowodnione. Jezeli uklad polaczen bezposrednich jest niemozliwy do realizacji z roznych wzgledow, i potrzebne sa przesiadki, to raz ze trzeba tak zaplanowac nowy uklad w ktorym przesiadki sa minimalizowane rownomiernie dla wszystkich rejonow miasta oraz trzeba dostosowac do tego infrastrukture. Ale jak sie buduje takie antyprzesiadkowe wezly jak Mlociny czy Marymont, albo nie pilnuje sie takich wezlow przed dewastacja (PKP Rembertow jest to dobrym przykladem: smierdzi, ciemno, brudno, same schody czyli utrudnienia dla mniej mobilnych) to naprawde sie dziwcie ze ludzie protestuja.
Chwali sie wasze dlubanie w ukladzie zeby ekonomicznej wykorzystac pieniadze podatnika, jednak dlaczego z taka sama energia nie dzialacie na polu propasazerskiego planowanie wezlow i ochrony ich prezd dewastacja?
Tak wiem, to nie wasza dzialka, ale chcac nie chcac, ludzie lacza te dwie rzeczy, i dla nich obojetne ze inne biurwy zajmuja sie innymi rzeczami.
Dlatego jeśli to mają być KONSULTACJE, to nie może być PRELEKCJI, wykładu, po którym co najwyżej maluczcy mogą nieśmiale zadać Wielkiemu Oświeconemu Urzędasowi pytanie, na które on odpowie, bądź nie, zrozumiale, bądź nie.geograf_OSU pisze:Po pierwsze, nawet udany marketing, w tym wypadku wylozone prosto kawa na lawe, nie zakryje dwoch faktow: czy tego chcemy czy nie ludzie wola polaczenia bezposrednie, co nie raz zostalo naukowo udowodnione.
Lepiej by było, gdyby przyszedł pan, usiadł razem z ludźmi (ta bariera jakiegoś stołu naprawdę tworzy pierwotny antagonizm) i wyjaśnił im, że zmiany są konieczne i nieuniknione i następnie ZAPYTAŁ ludzi, jak widzieliby nowy układ w dzielnicy, jakie są ich potrzeby. I tak dalej... Oczywiście na etapie dyskusji może im udowodnić (ich językiem ,na Boga!), że coś jest bez sensu, albo niemożliwe, albo jeśli miałoby być wdrożone, to z częstotliwością 60 minut, bo nie ma brygad i tak dalej. Ludzie nie są durni, jak tu się powszechnie uważa (a co tutaj jest, do cholery - hiperelita?) i nie lubią, jak się ich stawia na pozycji idioty. Dlatego na poważnym spotkaniu, przy p[oważnym i partnerskim podejściu można wręcz pokazać ludziom, jakie są możliwości, biorąc pod uwagę ich chęci, pula brygad oraz zewnętrzne ograniczenia (typu korki).
Uważam więc, że przy większym wysiłku i skierowaniu kompetentnych, chcących rozmawiać z ludźmi pracowników, możnaby osiągnąć lepszy efekt. Z pewnością lepszy od takiego, że dajemy ludziom projekt, z tekstem "tak ma być" i potem odbywają się potiomkinowskie konsultacje, które nie służą niczemu innemu, jak wkurwianiu ludzi.
Mało tego, takie prawdziwe konsultacje powinny być najpierw, a potem dopiero jakiś projekt.
Tylko że opisane wyżej podejście wymaga więcej pracy, lepszego podejścia, kompetentnych ludzi... Wysyłanie ludzi z łapanki, albo może świetnych specjalistów w swoim zakresie, ale kompletnie pozbawionych miękkich zdolności, jest kontrproduktywne.
Dlaczego pieprzone pierożki są dobre, a pieprzone życie już nie? (B. Schaeffer)
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Ale ja mówiłem serio - chodzi mi głównie o te miękkie kompetencje. Takiego "ludzia", co to wychwyci z grupy chętnych zmianom i ich do siebie przyciągnie, namaszczając na nieformalnych liderów grupy. Takiego, co zablokuje wiecznych malkontentów - taki w grupie obowiązkowo musi się znaleźć. I tu błąd, że niewyszkolony człek wiecznego malkontenta weźmie za reprezentanta całości (wszak taki najwięcej krzyczy) i potem mamy efekt, że ludzie są durni, nie słuchają, wiedzą lepiej i są przeciwni zmianom. A to on sam jest durny, bo nie umie prowadzić konstruktywnej dyskusji i prawidłowo zidentyfikować jej uczestników.
Dlaczego pieprzone pierożki są dobre, a pieprzone życie już nie? (B. Schaeffer)
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Byłem raz na takim spotkaniu, na szczęście tyko z radnymi. Ciężko się dyskutuje z osobami, które używają argumentów na poziomie "bo ja tak jeżdżę". A jak dodasz jeszcze sprzeczność takich argumentów (w Wawrze niemal pewne), to znajdź sposób na pozostawanie miłym, sympatycznym, rzeczowym i koncyliacyjnym.
Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co napiszę. (C) Marshall McLuhan
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
- Glonojad
- Dark Lord of The Plonk
- Posty: 26876
- Rejestracja: 13 gru 2005, 23:39
- Lokalizacja: z Ochoty, jak to płaczki
Przewiduję, że otrzymasz zaraz odpowiedzi typu:
"zawsze możesz zmienić pracę"
"urzędasom za to płacą, by byli koncyliacyjni"
"po to jesteś specjalistą, by wymyślać rozwiązania kompromisowe akceptowalne dla wszystkich"
"jak nie umiecie pomóc, to zostawcie jak jest".
"zawsze możesz zmienić pracę"
"urzędasom za to płacą, by byli koncyliacyjni"
"po to jesteś specjalistą, by wymyślać rozwiązania kompromisowe akceptowalne dla wszystkich"
"jak nie umiecie pomóc, to zostawcie jak jest".
Wypowiedź ta stanowi moje prywatne zdanie i nie może być cytowana lub analizowana w związku z moją działalnością w jakiekolwiek instytucji z którą mogę lub mogłem współpracować, ani jako stanowisko tej instytucji. Nie wyrażam także zgody na jej przetwarzanie w żadnej formie technicznej ni magicznej.
Ale to nie znaczy absolutnie, że masz być niemiłym, niesympatycznym, nierzeczowym i niekonsyliacyjnym. Z pewnością drogą retaliacji nie dojdzie się do konsensusu.pawcio pisze:znajdź sposób na pozostawanie miłym, sympatycznym, rzeczowym i koncyliacyjnym.
[ Dodano: |13 Maj 2011|, 2011 10:37 ]
Nie wiem, po co ta cienka ironia. Ja bym rzekł inaczej - specjalista jest od wymyślania rozwiązań, ale niekoniecznie musi je oznajmiać, jeśli nie ma do tego naturalnych, albo dobrze wyuczonych umiejętności. Proste.Glonojad pisze:Przewiduję, że otrzymasz zaraz odpowiedzi typu:
[...]"po to jesteś specjalistą, by wymyślać rozwiązania kompromisowe akceptowalne dla wszystkich"
Dlaczego pieprzone pierożki są dobre, a pieprzone życie już nie? (B. Schaeffer)
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Ja mogę walić głową w mur (tak jak robiłem to na owym spotkaniu). Ale w którymś momencie i mnie zacznie czaszka napierniczać.chester pisze:Ale to nie znaczy absolutnie, że masz być niemiłym, niesympatycznym, nierzeczowym i niekonsyliacyjnym. Z pewnością drogą retaliacji nie dojdzie się do konsensusu.
Jak wiesz, istnieją warunki, których iloczyn daje zbiór pusty.chester pisze:Ja bym rzekł inaczej - specjalista jest od wymyślania rozwiązań,
Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co napiszę. (C) Marshall McLuhan
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
Primo, to te ostatnie posty winny chyba do "Marketingu..." trafić...
Ad rem, ja o Rzymie, Ty o Krymie. Nie mówię nigdzie, że rozwiązania mają być pod chęci mieszkańców, ale starczy, by były z nimi wypracowane, co wcale nie oznacza też zachowanie nieoptymalnych z punktu widzenia całego układu miasta rozwiązań. Jak się wciągnie zainteresowanych do współpracy (nie wojny, co permanentnie jest czynione), to efekt będzie też inny.
I ab ovo - jeśli najpierw publikuje się podkurwiający mieszkańców projekt, a potem urządza fasadowe "konsultacje", to ja bardzo mocno przepraszam - kogoś to w ogóle dziwi, że na dzień dobry funduje się sobie nastawionych na "nie" ludzi?
Może warto pójść po rozum do głowy i najpierw pogadać z mieszkańcami, a dopiero potem snuć projekty? Skoro fatalna droga stosowana obecnie prowadzi w efekcie do nacisków dzielnic na RM, a potem RM na ZTM i w efekcie rewolucja staje się karykaturalnym kadłubkiem, to chyba coś jednak jest nie tak?
Na końcu ad personam, pracownicy różnej maści infolinii jakoś wytrzymują wszystko, co leci do nich (fakt, łatwiej, bo po drucie). Tylko naprawdę do pewnych rzeczy trzeba mieć predyspozycje. Jeśli ich nie masz, to wcale nie jesteś gorszym człowiekiem (ja też ich nie mam), ale po co się męczyć na takich spotkaniach, z efektem dużo gorszym od oczekiwanego minimum?
Ad rem, ja o Rzymie, Ty o Krymie. Nie mówię nigdzie, że rozwiązania mają być pod chęci mieszkańców, ale starczy, by były z nimi wypracowane, co wcale nie oznacza też zachowanie nieoptymalnych z punktu widzenia całego układu miasta rozwiązań. Jak się wciągnie zainteresowanych do współpracy (nie wojny, co permanentnie jest czynione), to efekt będzie też inny.
I ab ovo - jeśli najpierw publikuje się podkurwiający mieszkańców projekt, a potem urządza fasadowe "konsultacje", to ja bardzo mocno przepraszam - kogoś to w ogóle dziwi, że na dzień dobry funduje się sobie nastawionych na "nie" ludzi?
Może warto pójść po rozum do głowy i najpierw pogadać z mieszkańcami, a dopiero potem snuć projekty? Skoro fatalna droga stosowana obecnie prowadzi w efekcie do nacisków dzielnic na RM, a potem RM na ZTM i w efekcie rewolucja staje się karykaturalnym kadłubkiem, to chyba coś jednak jest nie tak?
Na końcu ad personam, pracownicy różnej maści infolinii jakoś wytrzymują wszystko, co leci do nich (fakt, łatwiej, bo po drucie). Tylko naprawdę do pewnych rzeczy trzeba mieć predyspozycje. Jeśli ich nie masz, to wcale nie jesteś gorszym człowiekiem (ja też ich nie mam), ale po co się męczyć na takich spotkaniach, z efektem dużo gorszym od oczekiwanego minimum?
Dlaczego pieprzone pierożki są dobre, a pieprzone życie już nie? (B. Schaeffer)
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Historia uczy jednego - nigdy nikogo niczego nie nauczyła.
Powinny. Się kiedyś zrobi.chester pisze:Primo, to te ostatnie posty winny chyba do "Marketingu..." trafić...
Są prowadzone badania ankietowe na temat preferencji pasażerów. Problem polega na tym, że nikt nie zbadał skłonności ludzi do protestowania i popierania pomysłów.chester pisze:najpierw pogadać z mieszkańcami, a dopiero potem snuć projekty?
Wydaje mi się, że cierpliwości do takich dyskusji mam całkiem sporo. (Inaczej dawno bym uciekł z tego forum.) Sęk w tym, że druga strona konwersacji nie chce dyskutować merytorycznie, tylko samolubnie (co nawet jestem w stanie zrozumieć). Przy takim podejściu pole do współpracy jest nikłe, bo albo zrobisz tak, jak chce krzykacz, albo jesteś złym, przebrzydłym urzędasem, co tylko pije kawę i wozi dupę samochodem do pracy.chester pisze:Na końcu ad personam, pracownicy różnej maści infolinii jakoś wytrzymują wszystko, co leci do nich (fakt, łatwiej, bo po drucie). Tylko naprawdę do pewnych rzeczy trzeba mieć predyspozycje. Jeśli ich nie masz, to wcale nie jesteś gorszym człowiekiem (ja też ich nie mam), ale po co się męczyć na takich spotkaniach, z efektem dużo gorszym od oczekiwanego minimum?
Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkim, co napiszę. (C) Marshall McLuhan
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem
"Na diamentach nic nie wyrośnie. Za to kwiaty świetnie rosną na gnoju." - Josefa Idem