Czy uważacie, że MZA powinno zostać na rynku przewozów w Warszawie?
Ja jestem definitywnie za natychmiastowym wykluczeniem, przepraszam: wyrzuceniem na zbity ryj, tego przewoźnika.
Sytuacja, jaka ma miejsce obecnie w tej firmie jest skandalem. „Skandal” to zdecydowanie zbyt eufemistyczne określenie, ale będę na razie cenzuralny.
O starych gratach nawet nie wspominam. Je krytykują nawet niemiłośnicy. Natomiast struktura wewnętrzna zarządzania firmą woła o pomstę do nieba.
Pytanie „Czy MZA jest dla ludzi, czy ludzie dla MZA?” wydaje się być retorycznym. Ale to tylko pozory. MZA myśli, że ludzie, o przepraszam: „buraki”, są dla nich.
ZTM nie jest w stanie, a może nie chce (?), kontrolować TOTALNEJ SAMOWOLKI MZA. Kontroli jest zdecydowanie za mało, a jeśli już MZA ponosi kary finansowe, to jeszcze bardziej pogrąża swój budżet. Dlaczego kierownictwo, grzejąc dupy na wygodnych pewnie stołkach, nie ruszy głową i nie naprawi wreszcie tej chorej sytuacji?!
Żeby nie było, że jestem gołosłowny. Wspaniałą podróż komunikacją miejską w wykonaniu MZA (bo kogóż by innego) wczoraj przeżyłem.
Na 4/603 jechał sobie wczoraj wspaniały ciumok. G**no obchodził go rozkład. Jechał sobie powoli, aż zajechał w końcu na Centralny. Tyle, że –15, o 1:22. Na espedycji ekspedytor stwierdza, że nic nie może poradzić. Wzrusza ramionami, zamurowało go. Bo on oczywiście ma ciepłą budę, a bydło może sobie poczekać na następny. Może inny dupek prowadząc bydłowóz nie zdąży na 1:45 i kolejna partia ludzi dostanie dodatkowy czas. Bo tak fajnie postać w mróz. Za free...
Dzwonię na centralę MZA, mówiąc o bezzasadnym opóźnieniu –15 i braku reakcji ekspedytora. Pan odsyła mnie do Działu Kontroli Wewnętrzej na R-7.
Podjeżdża 5/601: kolejny uroczy, barwny gracik – 2266 z Redutowej. Kierowca rozwala wszystkie drzwi na postoju, bo przecież jest upał i trzeba ludziom włączyć klimatyzację. Wychodzi, wraca, czas na odjazd. W wozie zimno jak w dobrej zamrażarce. Pasażer jadący już wcześniej z trasy mówi mi, że ogrzewanie nie działa. Koleżanka idzie więc do kierowcy z prośbą o włączenie ogrzewania i... zamiast ciepłego powietrza dostaje odpowiedź awanturniczym tonem, że nie włączy. „Dlaczego?” – „Bo nie!!!” – drze ryja bydlak w funkcji kierowcy. Potem dodaje, że „wozi buraki” i zamyka się w kabinie. Oczywiście najprawdopodobniej ma tam ciepło. Nie wspomnę oczywiście o zapisie w kartach drogowych, traktujących o OBOWIĄZKU ogrzewania przedziału pasażerskiego od bodajże 6 listopada do 31 marca. Ponieważ niesprawny autobus powinien zjechać na zakład, dzwonię na infolinię ZTM i informuję o braku ogrzewania i zachowaniu kierowcy. Pan każe mi zadzwonić na centralę MZA. A tam już dłuższa rozmowa i masakryczne wnioski: NIC nie da się zrobić, dyżurny bredzi coś o oszczędnościach (to może my, pasażerowie też zaczniemy oszczędzać na biletach?), „widzę, że pan jest znawcą, SB na nocnych nie da się wprowadzić” etc. Niestety nie nagrała mi się ta rozmowa, więc nie przytoczę dokładnie, ale wnioski były takie: „wozem się zajmiemy” (kiedy?! Czyżby po zjeździe? Pieczątka OC przybita i wóz następnego dnia wyjeżdza na trasę nadal zimny?) a skargę na chamstwo kierowcy mogę sobie składać znów do Działu Kontroli Wewnętrznej (wiem, spychologia stosowana). Złożę do ZTM-u, tylko co to da? W obecnej sytuacji braku kierowców włos mu z głowy nie spadnie.
I tak to wszystko się kręci. Taka jest jakość świadczonych usług przez MZA. I nie jest to jednostkowy przypadek. Miałem już liczne tego typu doświadczenia, Wy na pewno też.
Tak więc poddaję temat do dyskusji. Jak wykopać MZA z rynku, jeśli do 2010 mają min. 75% udziału zagwarantowane? Czy miasto (pani prezydent, ZTM) są aż tak nieporadne, że nie potrafią stworzyć komunikacji na cywilizowanym poziomie??!
Złamię zasadę – odpowiem na pytanie retoryczne. NIE POTRAFIĄ

.