: 07 paź 2009, 8:50
Niby wszystko w porządku, punktualność, tolerancja, wszystko ok. Ale jednak coś jest nie tak, o czym się po raz kolejny miałem okazję przekonać wczoraj. Ale od początku:
Zamiarem moim była przesiadka na przystanku Centrum Onkologii z 504 na 179/195 w kierunku Metra Stokłosy. Patrząc na rozkłady - nic prostszego. 504 przyjeżdża 22:48, 179 jest 22:49, 195 - 22:50.
A jak to wyglądało w praktyce?
504 wjechał na przystanek o 22:49 (nb. ten rozkład jest skopany, fakt, ze kierowca trochę w końcówce prześlimaczył, ale w zasadzie całą drogę łapał czerwone, bo gdyby jechał normalnie, to pewnie byłoby i +4) . Chwilę po tym, jak odjechały z niego razem 179 i 195.
Oczywiście co mi się na usta cisnęło nie napiszę, ale to nie koniec - bo już za chwilę na horyzoncie pojawiły się (w tej kolejnosci) 136 i 192. Rozkładowo 136 miał być 22:54, 192 - 22:50. Oba wyruszyły 22:51. Wybrałem 192, bo uznałem, że z tzw. buta od Ursynowa Płd. będzie szybciej niż 136 i metrem. Dojechałem i zerknąłem jeszcze na rozkład przystankowy - była 22:54, o 22:57 miał jecdać pierwszy N37. "Dobra, nie ma co czekać, idę" - zdążyłem pomysleć i... zza zakrętu wyłonił się N37. Była 22:55.
W efekcie nie narzekam, dojechałem przyzwoicie, iść nie musiałem. Tylko, u diabła, po co te rozkłady jazdy wiszą na przystankach, skoro i tak autobusy jeżdżą jak chcą? Nie mówię o N37, które w porach mało obciążonych regularnie ma przyspieszenia ponad +2 i problem jest nie do rozwiązania, bo jak postawią radiowóz, to wtedy jest akurat +2, ale uważam, ze punktualność ostatnich kursów linii dzennych powinna być szczególnie skrupulatnie pilnowana i w tym wypadku zdecydowanie trzeba albo odejść od tolerancji +2, albo poprawić rozślimaczone rozkłady. No bo nie może być tak, że przesiadka możliwa jest tylko przy dużej dozie farta.
Zamiarem moim była przesiadka na przystanku Centrum Onkologii z 504 na 179/195 w kierunku Metra Stokłosy. Patrząc na rozkłady - nic prostszego. 504 przyjeżdża 22:48, 179 jest 22:49, 195 - 22:50.
A jak to wyglądało w praktyce?
504 wjechał na przystanek o 22:49 (nb. ten rozkład jest skopany, fakt, ze kierowca trochę w końcówce prześlimaczył, ale w zasadzie całą drogę łapał czerwone, bo gdyby jechał normalnie, to pewnie byłoby i +4) . Chwilę po tym, jak odjechały z niego razem 179 i 195.
Oczywiście co mi się na usta cisnęło nie napiszę, ale to nie koniec - bo już za chwilę na horyzoncie pojawiły się (w tej kolejnosci) 136 i 192. Rozkładowo 136 miał być 22:54, 192 - 22:50. Oba wyruszyły 22:51. Wybrałem 192, bo uznałem, że z tzw. buta od Ursynowa Płd. będzie szybciej niż 136 i metrem. Dojechałem i zerknąłem jeszcze na rozkład przystankowy - była 22:54, o 22:57 miał jecdać pierwszy N37. "Dobra, nie ma co czekać, idę" - zdążyłem pomysleć i... zza zakrętu wyłonił się N37. Była 22:55.
W efekcie nie narzekam, dojechałem przyzwoicie, iść nie musiałem. Tylko, u diabła, po co te rozkłady jazdy wiszą na przystankach, skoro i tak autobusy jeżdżą jak chcą? Nie mówię o N37, które w porach mało obciążonych regularnie ma przyspieszenia ponad +2 i problem jest nie do rozwiązania, bo jak postawią radiowóz, to wtedy jest akurat +2, ale uważam, ze punktualność ostatnich kursów linii dzennych powinna być szczególnie skrupulatnie pilnowana i w tym wypadku zdecydowanie trzeba albo odejść od tolerancji +2, albo poprawić rozślimaczone rozkłady. No bo nie może być tak, że przesiadka możliwa jest tylko przy dużej dozie farta.