Strona 2 z 12

: 04 sie 2006, 8:58
autor: Ikarus 5780
R-11 Kleszczowa pisze:
Ikarus 5780 pisze:Buszujący w zbożu :
Genialna książka.
Dla mnie cała książka była przeciętna ale to jedno zdanie zmieniło całe moje zdanie o tej książce.

: 04 sie 2006, 10:25
autor: Kleszczu
Mnie się ona podobała bardzo. Autor bardzo ciekawie opisuje bowiem światopogląd młodego bohatera.

: 05 wrz 2006, 14:29
autor: hafilip84
cudowny cytat dla tych, ktorzy uwazaja, ze wegetarianizm oszczedza cierpien zwierzetom:
[quote="Terry Pratchett, Ian Stewart, Jack Cohen "Nauka Świata Dysku II - Glob""]Produktem ubocznym tej atrakcyjności (dla nas) młodych innych gatunków było oczywiście udomowienie psów, kotów, kóz, koni, słoni, sokołów, kur, krów... Te symbiozy przyniosły ogromnie wiele radości miliardom ludzi i ich zwierzętom oraz znacznie poprawiły nasze możliwości żywieniowe. Ci, którzy uważają, że zwierzęta były nieuczciwie wykorzystywane, powinni się zastanowić, jakie alternatywy miały w stanie dzikości - kiedy większość była za młodu pożerana żywcem, pozbawiona nawet łaski szybkiej śmierci.[/quote]

: 12 wrz 2006, 18:03
autor: bohunu
Ryszard Kapuściński, Lapidarium VI
książka ukaże się 30.10.2006 nakładem wydawnictwa Czytelnik. Fragmenty książki zostały opublikowane w Kwartalniku Artystycznym nr 1(49)/2006
Odnalazłem notatkę z podróży pociągiem z Krakowa do Wrocławia, 13 maja 2000. Pociąg ruszył z Krakowa o 9.05. Trasa: Kraków - Trzebinia - Jaworzno - Mysłowice - Szopienice - Katowice - Gliwice - Strzelce Opolskie - Opole - Brzeg - Oława - Wrocław.
Wyjazd z Krakowa. Pochmurno, ale ciepło, nawet - parno, choć ta wilgotność nie ma ciężaru i gęstości tropiku. Domy po drodze - jednako szare, mizerne, liniejące, bez uroku.
Kraków - Trzebinia - Jaworzno. Hale fabryczne, budynki kopalń, metalowe wieże, magazyny - wszystko zamknięte, opuszczone, powybijane szyby, odrapane ściany, kikuty zardzewiałego, poskręcanego żelastwa, porwane druty, postrzępione dachy. Nikt nie dba, aby oczyścić tę ziemię, uporządkować ją, uczynić znośną dla oka, ludzką. Kto próbowałby to zrobić, będzie uznany za dziwaka: Przecież są ważniejsze potrzeby! Argument "ważniejszych potrzeb" paraliżuje wszelkie działania. Zawsze będą "ważniejsze potrzeby", które uniemożliwiają zrobienie rzeczy podstawowych, najbardziej oczywistych.
Napis na murze: JEBAĆ S.O.K.
Napis stary, wiekowy. Przez lata całe nie było grosza, aby go zamalować?
Niedbalstwo. Brud, brud.
Pejzaże wymarłe, okaleczone, puste. Kopalnia MYSŁOWICE - porzucona. Ciemna. Czarne bryły, nieruchome koło zamachowe, liny oklapłe, zwisające w powietrzu.
Mijane dworce - puste, kilometry krzyżujących się torów, zardzewiałych szyn, pokładów zarośniętych zielskiem.
Śmiecie, sterty, wały śmieci i gruzu.
Porzucone wagony.
Rdzewiejące, czarne lokomotywy.
Dojeżdżamy do Katowic.
GKS BANDITEN!
Graffiti - ściany zranione, umęczone, torturowane.
LEGIA KURWA.
Gliwice. Makulatura, złom. Domy ciemnobrunatne, osmalone, mury przeżarte kurzem, pyłem, rdzą, sadzą. Zacieki, surrealistyczne liszaje.
Stacja Strzelce Opolskie. Ulga, bo dalej już tylko lasy i lasy. Zielono. Bujnie. Gęsto. Potem - pola rozległe, droga w dolinie, wieża kościoła na wzgórzu.
I znowu lasy.
Drzew nie wolno było ścinać. Drzewa były siedzibą bogów, zagrożeni mogli wpaść w gniew, cisnąć piorunem. Było coś ważnego, coś ocalającego w tych pradawnych wierzeniach, że bóg jest wszędzie - w innych ludziach, w ziemi, w roślinach, w całej naturze.
Kiedy bogowie zostali oderwani od ziemi i umieszczeni daleko, w niebie - rzeczom i ludziom została odebrana boskość. Odtąd można było ścinać drzewa, zatruwać rzeki.
Stacja Brzeg.
HOMOSEX GÓRĄ!
Na peronie pełno żołnierzy: wszyscy pijani.
Niskie domki, wyższe domy, całe ulice domów w słońcu: Wrocław.

: 14 wrz 2006, 11:23
autor: Bastian
[quote="Kirył Bułyczow w opowiadaniu "Miłość do milczącego stworzenia" w tomiku "Guslar - Neapol""](...)
Grubin wyszedł na słońce. Udałow pospieszył za nim. Grubin wielkimi krokami podszedł przez podwórze do hipopotama. Udałow pozostał pod ścianą.
- Hej, ty! - powiedział Grubin - mało ci trawy?
Hipopotam powoli spojrzał na niego. Z pyska sterczała mu gałązka bzu.
Grubin stanął trzy kroki przed hipopotamem.
- No, sio, sio! - krzyknął.
Na pierwszym piętrze otwarło się okno.
- Czyj to inwentarz? - zapytał stary Łożkin.
- Sam się przypętał - odpowiedział Udałow. - Właśnie go przeganiamy.
- To tak się przegania hipopotamy? - zainteresował się stary Łożkin.
- A jak?
- Chwileczkę, rzucę okiem w Brehma - powiedział stary Łożkin i znikł.
- Mamo! - wrzasnął syn Udałowa, Maksymka, który także znalazł się w oknie. - Mamo! Popatrz, na podwórku jest hipopotam!
- Marsz do łazienki! - dobiegł z wnętrza głos Kseni Udałowej. - Gdzież tego Korneliusza poniosło z rannym brzaskiem?
Głos Kseni zbliżył się do okna. Udałow wtulił się w ścianę: w swym niekompletnym stroju czuł się jakoś niezręcznie...
- Oj! - pisnęły przeraźliwie Ksenia.
Hipopotam przestraszył się, otworzył pysk i gałązka bzu upadła na ziemię.
- Czy on zjadł tatusia? - zapytał Maksymka.
- Korneliuszu! - wrzasnęła Ksenia, wychylając się z okna i zaglądając hipopotamowi do paszczy, jakby miała nadzieję ujrzeć tam nogi Udałowa.
- Ksiusza - powiedział Udałow, odrywając się od ściany - jak powszechnie wiadomo, hipopotamy są trawożerne!
- Łobuz! - wykrzyknęła Ksenia. - To ja cię szukam w hipopotamie, a ty z gołym tyłkiem latasz po podwórzu?! Czy na nim napisali, że żre trawę? A może on cię ma za zielsko? Widzisz, jaki sobie bańdzioch wyhodował? Grubin, pogoń mu kota!... Dzieci muszą iść do szkoły!
- Chwileczkę - wmieszał się w dyskusję emeryt Łożkin, który pojawił się w oknie z brązowym tomem Brehma. - Hipopotamy są zupełnie niegroźne, jak się ich nie drażni. Poza tym stoi przed nami osobnik niepełnoletni, wyrostek. Grubin, zmierz jego długość!
- Czym mam go mierzyć?
- Rękami - poradził emeryt Łożkin.
- Nie będę go ruszał. W sumie to dzikie zwierzę!
- Skąd się wzięło na naszym podwórku dzikie zwierzę? - zastanawiał się stary Łożkin. - Czy ty wiesz, co mówisz, Grubin? Co, piechotką z Afryki przyleciał?
- Nie mam pojęcia!
- Ano właśnie! On jest po prostu z cyrku. Widziałem w telewizji, jak hipopotamy występują w cyrku.
(...)
- Z zoo. Wiem dokładnie - oznajmiła Gawriłowa.
- Najbliższe zoo jest jakieś trzysta kilometrów stąd. I to lasem... - zauważył Grubin. - Najprawdopodobniej to zwierzę jest syntetyczne, chemia teraz doszła do wspaniałych wyników. Być może pracuje tu gdzieś cała fabryka. Robią wiewiórki z aminokwasów.
Hipopotam spojrzał na Grubina smętnym, pełnym pokory wzrokiem. Grubin speszył się i umilkł.
(...)[/quote]
Tak się zastanawiam, czy przypadkiem Pratchett nie czytał Bułyczowa? ;)

: 14 wrz 2006, 12:00
autor: Bastian
I jeszcze trochę:
[quote="Kirył Bułyczow w opowiadaniu "Sublokatorzy" w tomiku "Guslar - Neapol""]
Grubin pracował nad wynalezieniem telewizora przestrzennego.
W swoim czasie zmajstrował zwykły, potem zbudował kolorowy, kiedy ich jeszcze nie sprzedawali w sklepach. Ów kolorowy aparat pokazywał w całej wspaniałości barw dowolny program czarno - biały.
A teraz zapragnął stworzyć telewizor przestrzenny. Była to i tak sprawa niedalekiej przyszłości - za jakieś bowiem dziesięć do piętnastu lat będzie można taki kupić na raty. Po co więc czekać?
Grubin męczył się od pół roku. Wszystkie zarobione pieniądze wydawał na tranzystory, kable i kryształy, sąsiedzi trzykrotnie skarżyli się na milicji, że nie mogą oddychać z powodu nieustannych przecieków gazów szlachetnych, że trudno im spać ze względu na nocne wybuchy, a w dodatku często przepalają się korki. Grubin tłumaczył się, dyskutował, opierał się, ale nie ustępował.
(...)
Wieczorem tego (...) dnia Grubin demonstrował częściowe sukcesy sąsiadowi i przyjacielowi, Korneliuszowi Udałowowi. Obraz na ekranie dwoił się i był nieostry. Czasami jednak wydawało się, że część ekranu wyraźnie puchnie, wyginając się w stronę pokoju. Wtedy Udałow mówił:
- Patrz, objętość!
- Widzę - odpowiadał Grubin. - To znaczy, że w zasadzie jest to osiągalne.(...)
Kłopot polegał na tym, że przestrzenna mogła się stać na przykład ręka spikera, jego kołnierz lub krawat albo wreszcie jedno z pięter domu. Kosztem wypukłości w ekranie wytwarzało się zapadlisko. Kineskopy nie wytrzymywały i pękały.
- Pożycz stówkę - powiedział Grubin. - Jestem bez grosza.
- Przecież wiesz - powiedział Udałow - że Ksenia zaczęła już chować przede mną pieniądze.
Ale doświadczenia trwały. Na początku listopada Grubin zaprosił Udałowa na prezentację kolejnego sukcesu. Spiker czytający ostatnie wiadomości do połowy wylazł z ekranu. Przerwał i rozejrzał się na boki, jakby zrozumiał, że znalazł się w innym pokoju. Udałow zbliżył się do ekranu i zajrzał z boku. Nos spikera wystawał z telewizora.
- Sasza - powiedział. - Jaka to przestrzenność? On naprawdę wylazł na zewnątrz.
- A czegoś się spodziewał?
- Powinno się tylko wydawać.
- No to ci się wydaje.
- No, chodź tutaj i zobacz!
- Co mam patrzeć? Już się napatrzyłem. Prawdziwa przestrzenność powinna być widoczna ze wszystkich stron.
W tym momencie rozległ się wybuch i kineskop rozleciał się na kawałki. Nikt nie ucierpiał. Udałow poszedł na kolację.
(...)
[/quote]

: 14 wrz 2006, 12:05
autor: hafilip84
ladne... :)

a Ty nie w pracy? :>

: 14 wrz 2006, 12:06
autor: Bastian
hafilip84 pisze:a Ty nie w pracy? :>
Skąd taki pomysł? :>

: 14 wrz 2006, 12:09
autor: hafilip84
Bastian pisze:
hafilip84 pisze:a Ty nie w pracy? :>
Skąd taki pomysł? :>
noooooo..... jest DP miedzy 10 a 18....

: 14 wrz 2006, 12:11
autor: Bastian
hafilip84 pisze:
Bastian pisze: Skąd taki pomysł? :>
noooooo..... jest DP miedzy 10 a 18....
No toteż i jestem w pracy, nie rozumiem, o co ci chodzi... :>

: 14 wrz 2006, 12:28
autor: hafilip84
Bastian pisze:
hafilip84 pisze: noooooo..... jest DP miedzy 10 a 18....
No toteż i jestem w pracy, nie rozumiem, o co ci chodzi... :>
to pracuj, a nie czytaj :>

: 14 wrz 2006, 14:46
autor: Tm
hafilip84 pisze:to pracuj, a nie czytaj :>
przeca nie czyta, tylko pisze

: 14 wrz 2006, 16:21
autor: Tm
jak już zeszlismy na literature rosyjską, to wspomne o książce, która powinni znac wszyscy, a w której komunikacja miejska odgrywa straszliwą, acz niebagatelna rolę, to jednak rozdział wczesniej
[quote="Michał Bułhakow "Mistrz i Małgorzata""]Regent nader zręcznie wprasował się do autobusu, który na pełnym gazie pędził w kierunku placu Arbackiego, i umknął. Iwan, zgubiwszy jednego ze ściganych, całą uwagę skoncentrował na kocurze i zobaczył, że dziwny ów kot podszedł do drzwi wagonu motorowego linii "A", który stał na przystanku, bezczelnie odepchnął wrzeszczącą kobietę, chwycił za poręcz i nawet wykonał próbę wręczenia konduktorce dziesiątaka przez otwarte z powodu upału okno.
Zachowanie się kota wstrząsnęło Iwanem do tego stopnia, że zastygł nieruchomo obok sklepu kolonialnego na rogu i wtedy zdumiał się po raz drugi, i to znacznie silniej, tym razem za przyczyną konduktorki. Ta, skoro tylko zobaczyła włażącego do tramwaju kota, wrzasnęła dygocąc z wściekłości:
- Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta!
Ani konduktorki, ani pasażerów nie zdziwiło to, co było najdziwniejsze - nie to więc, że kot pakuje się do tramwaju, to byłoby jeszcze pół biedy, ale to, że zamierza zapłacić za bilet!
Kot okazał się zwierzakiem nie tylko wypłacalnym, ale także zdyscyplinowanym. Na pierwszy okrzyk konduktorki przerwał natarcie, opuścił stopień i pocierając monetą wąsy usiadł na przystanku. Ale gdy tylko konduktorka szarpnęła dzwonek i tramwaj ruszył, kocur postąpił tak, jak postąpiłby każdy, kogo wyrzucają z tramwaju, a kto mimo to jechać musi. Przeczekał, aż miną go wszystkie trzy wagony, po czym wskoczył na tylny zderzak ostatniego, łapą objął sterczącą nad zderzakiem gumową rurę i pojechał, zaoszczędziwszy w ten sposób dziesięć kopiejek.[/quote]

: 14 wrz 2006, 16:26
autor: Kleszczu
Uwielbiam ten fragment "Mistrza i Małgorzaty". Zresztą to bardzo dobra ksiązka. Nie wiem czy wiecie ale z inspiracji tą powieścią powstał utwór "Sympathy For The Devil" grupy The Rolling Stones.

bardzo fajny też jest poczatek ksiazki jak tramwaj odcina facetowi głowę :D

: 14 wrz 2006, 16:36
autor: Tm
no to jeszcze fragment o wszechobecnej biurokracji i o zwracaniu się do kota
Zastąpił ją Mikołaj Iwanowicz. Przybrał znowu swoją ludzką postać, był jednak niezmiernie ponury, a nawet chyba zirytowany.
- O, tego to zwolnię ze szczególną przyjemnością - powiedział Woland patrząc z odrazą na lokatora z parteru - z wyjątkową przyjemnością, bo takich nam tu nie trzeba.
- Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia - tocząc dzikim wzrokiem powiedział z wielkim naciskiem Mikołaj Iwanowicz - zaświadczenia, gdzie spędziłem dzisiejszą noc.
- W celu okazania komu? - surowo zapytał kocu r.
- W celu okazania żonie - stanowczo powiedział Mikołaj Iwanowicz.
- Zazwyczaj nie wydajemy zaświadczeń - powiedział kot i nadął się - ale dla pana zrobimy chyba wyjątek.
I Mikołaj Iwanowicz ani się obejrzał, a już goła Helia siedziała przy maszynie, a kot dyktował jej:
- Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, Mikołaj Iwanowicz, spędził wyżej wymienioną noc na balu u Szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji... otwórz, Helia, nawias, a w nawiasie napisz "wieprz". Podpisano - Behemot.
- A data? - pisnął były wieprz.
- Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nieważny - powiedział kot składając niedbały podpis. Potem wyjął skądś pieczątkę, chuchnął na nią urzędowo, odbił na papierze słowo "zapłacono" i wręczył ów papier lokatorowi z parteru. Po czym lokator z parteru zniknął bez śladu, a na jego miejscu zjawił się nowy nieoczekiwany gość.
Przepraszam, czy to ty... Czy to pan... - zająknął się nie wiedząc, jak powinien się zwracać do kocura. - Czy to pan jest tym kotem, który wsiadał do tramwaju?
- Ja - przytaknął kot, który czuł się pochlebiony, i dodał: - Miło mi usłyszeć, że się pan tak uprzejmie zwraca do kota. Nie wiadomo dlaczego, wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.