: 04 sie 2006, 8:58
Dla mnie cała książka była przeciętna ale to jedno zdanie zmieniło całe moje zdanie o tej książce.R-11 Kleszczowa pisze:Genialna książka.Ikarus 5780 pisze:Buszujący w zbożu :
Dla mnie cała książka była przeciętna ale to jedno zdanie zmieniło całe moje zdanie o tej książce.R-11 Kleszczowa pisze:Genialna książka.Ikarus 5780 pisze:Buszujący w zbożu :
Odnalazłem notatkę z podróży pociągiem z Krakowa do Wrocławia, 13 maja 2000. Pociąg ruszył z Krakowa o 9.05. Trasa: Kraków - Trzebinia - Jaworzno - Mysłowice - Szopienice - Katowice - Gliwice - Strzelce Opolskie - Opole - Brzeg - Oława - Wrocław.
Wyjazd z Krakowa. Pochmurno, ale ciepło, nawet - parno, choć ta wilgotność nie ma ciężaru i gęstości tropiku. Domy po drodze - jednako szare, mizerne, liniejące, bez uroku.
Kraków - Trzebinia - Jaworzno. Hale fabryczne, budynki kopalń, metalowe wieże, magazyny - wszystko zamknięte, opuszczone, powybijane szyby, odrapane ściany, kikuty zardzewiałego, poskręcanego żelastwa, porwane druty, postrzępione dachy. Nikt nie dba, aby oczyścić tę ziemię, uporządkować ją, uczynić znośną dla oka, ludzką. Kto próbowałby to zrobić, będzie uznany za dziwaka: Przecież są ważniejsze potrzeby! Argument "ważniejszych potrzeb" paraliżuje wszelkie działania. Zawsze będą "ważniejsze potrzeby", które uniemożliwiają zrobienie rzeczy podstawowych, najbardziej oczywistych.
Napis na murze: JEBAĆ S.O.K.
Napis stary, wiekowy. Przez lata całe nie było grosza, aby go zamalować?
Niedbalstwo. Brud, brud.
Pejzaże wymarłe, okaleczone, puste. Kopalnia MYSŁOWICE - porzucona. Ciemna. Czarne bryły, nieruchome koło zamachowe, liny oklapłe, zwisające w powietrzu.
Mijane dworce - puste, kilometry krzyżujących się torów, zardzewiałych szyn, pokładów zarośniętych zielskiem.
Śmiecie, sterty, wały śmieci i gruzu.
Porzucone wagony.
Rdzewiejące, czarne lokomotywy.
Dojeżdżamy do Katowic.
GKS BANDITEN!
Graffiti - ściany zranione, umęczone, torturowane.
LEGIA KURWA.
Gliwice. Makulatura, złom. Domy ciemnobrunatne, osmalone, mury przeżarte kurzem, pyłem, rdzą, sadzą. Zacieki, surrealistyczne liszaje.
Stacja Strzelce Opolskie. Ulga, bo dalej już tylko lasy i lasy. Zielono. Bujnie. Gęsto. Potem - pola rozległe, droga w dolinie, wieża kościoła na wzgórzu.
I znowu lasy.
Drzew nie wolno było ścinać. Drzewa były siedzibą bogów, zagrożeni mogli wpaść w gniew, cisnąć piorunem. Było coś ważnego, coś ocalającego w tych pradawnych wierzeniach, że bóg jest wszędzie - w innych ludziach, w ziemi, w roślinach, w całej naturze.
Kiedy bogowie zostali oderwani od ziemi i umieszczeni daleko, w niebie - rzeczom i ludziom została odebrana boskość. Odtąd można było ścinać drzewa, zatruwać rzeki.
Stacja Brzeg.
HOMOSEX GÓRĄ!
Na peronie pełno żołnierzy: wszyscy pijani.
Niskie domki, wyższe domy, całe ulice domów w słońcu: Wrocław.
Skąd taki pomysł?hafilip84 pisze:a Ty nie w pracy?
noooooo..... jest DP miedzy 10 a 18....Bastian pisze:Skąd taki pomysł?hafilip84 pisze:a Ty nie w pracy?
No toteż i jestem w pracy, nie rozumiem, o co ci chodzi...hafilip84 pisze:noooooo..... jest DP miedzy 10 a 18....Bastian pisze: Skąd taki pomysł?
to pracuj, a nie czytajBastian pisze:No toteż i jestem w pracy, nie rozumiem, o co ci chodzi...hafilip84 pisze: noooooo..... jest DP miedzy 10 a 18....
przeca nie czyta, tylko piszehafilip84 pisze:to pracuj, a nie czytaj
Zastąpił ją Mikołaj Iwanowicz. Przybrał znowu swoją ludzką postać, był jednak niezmiernie ponury, a nawet chyba zirytowany.
- O, tego to zwolnię ze szczególną przyjemnością - powiedział Woland patrząc z odrazą na lokatora z parteru - z wyjątkową przyjemnością, bo takich nam tu nie trzeba.
- Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia - tocząc dzikim wzrokiem powiedział z wielkim naciskiem Mikołaj Iwanowicz - zaświadczenia, gdzie spędziłem dzisiejszą noc.
- W celu okazania komu? - surowo zapytał kocu r.
- W celu okazania żonie - stanowczo powiedział Mikołaj Iwanowicz.
- Zazwyczaj nie wydajemy zaświadczeń - powiedział kot i nadął się - ale dla pana zrobimy chyba wyjątek.
I Mikołaj Iwanowicz ani się obejrzał, a już goła Helia siedziała przy maszynie, a kot dyktował jej:
- Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, Mikołaj Iwanowicz, spędził wyżej wymienioną noc na balu u Szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji... otwórz, Helia, nawias, a w nawiasie napisz "wieprz". Podpisano - Behemot.
- A data? - pisnął były wieprz.
- Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nieważny - powiedział kot składając niedbały podpis. Potem wyjął skądś pieczątkę, chuchnął na nią urzędowo, odbił na papierze słowo "zapłacono" i wręczył ów papier lokatorowi z parteru. Po czym lokator z parteru zniknął bez śladu, a na jego miejscu zjawił się nowy nieoczekiwany gość.
Przepraszam, czy to ty... Czy to pan... - zająknął się nie wiedząc, jak powinien się zwracać do kocura. - Czy to pan jest tym kotem, który wsiadał do tramwaju?
- Ja - przytaknął kot, który czuł się pochlebiony, i dodał: - Miło mi usłyszeć, że się pan tak uprzejmie zwraca do kota. Nie wiadomo dlaczego, wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.