: 04 sty 2011, 21:34
Rozwiń.Bastian pisze:174Wolfchen pisze:wszelkie możliwe alternatywy uwalano pod pretekstem "bo jest metro"
Rozwiń.Bastian pisze:174Wolfchen pisze:wszelkie możliwe alternatywy uwalano pod pretekstem "bo jest metro"
Wolfchen pisze:Bardziej mam na myśli ich wydolność - podniesienie cen biletów na metro sporo osób by zniechęciło do tego środka transportu.
Oj żebyś się nie zdziwił... w Europie może i transport nie musi być rentowny - zwłaszcza w takiej Francji czy Skandynawii gdzie urzędowo sponsoruje się każdego nieroba - ale już np. na dalekim wschodzie nie ma dopłat a transport masowy funkcjonuje i się rozrasta. Taki drobny kontrast kulturowy prawda?:)To już dla mnie totalna głupota. Metro jak i inne środki transportu publicznego nie służą generowaniu zysków. Zniechęceni do metra pasażerowie przesiądą się do już zatłoczonych autobusów. A wtedy co? Podniesiemy ceny biletów autobusowych by obniżyć tłok?
Sposób bardzo prosty, stosowany w niektórych miastach (zdaje się we Wrocławiu w odniesieniu do linii pospiesznych): bilet miejski tylko na komunikację naziemną i np. o 10 złotych droższy bilet na komunikację naziemną + metro.Aligator pisze:Jak sobie to wyobrażacie w Warszawskim systemie "abonamentowym" gdzie bilet miesięczny obowiązuje na wszystkich liniach?
Za to w autobusach i tramwajach byś musiał przepuszczać jeszcze więcej kursów...Piottr pisze:Dzięki czemu w godzinach rannych dałoby się wsiąść na Wilanowskiej, a nie przepuszczać pociąg z powodu braku "dopychaczy" jak w metrze tokijskim.
Mam wrażenie, że taka zabawa byłaby nieopłacalna - spadek liczby pasażerów w metrze mógłby być całkiem spory, więc żeby pomieścić tych pasażerów, częstotliwość musiałaby być na poziomie 2 minut (szczególnie na Ursynowie i na Kasprowicza - część autobusowa)...Glonojad pisze:Z tym, że rzeczywiście - powinno być wówczas coś przyzwoitego w taryfie budżetowej nad metrem - silny tramwaj na Puławskiej i Marszałkowskiej, silny autobus na Niepodległości i KEN.
To byłby krok do tyłu i cios zadany integracji taryfowej, w takim układzie powinna być jeszcze dopłata za KM, WKD, KMŁ czy Wieliszew...Wolfchen pisze:Sposób bardzo prosty, stosowany w niektórych miastach (zdaje się we Wrocławiu w odniesieniu do linii pospiesznych): bilet miejski tylko na komunikację naziemną i np. o 10 złotych droższy bilet na komunikację naziemną + metro.
Piottr napisał/a:
I to by było słuszne.Solaris U10 pisze:To byłby krok do tyłu i cios zadany integracji taryfowej, w takim układzie powinna być jeszcze dopłata za KM, WKD, KMŁ czy Wieliszew...
Wydaje mi się, że to by zadziałało na zasadzie, że kupię tańszy bilet i pojadę 517, pomimo że tłum jak cholera i częstotliwość słaba, zamiast pojemniejszą kolejąPiottr pisze:I to by było słuszne.Solaris U10 pisze:To byłby krok do tyłu i cios zadany integracji taryfowej, w takim układzie powinna być jeszcze dopłata za KM, WKD, KMŁ czy Wieliszew...
Integracja taryfowa nie oznacza że wszyscy płacą jedną cenę, tylko że wszyscy którzy kupili bilet u organizatora pojadą wszystkimi środkami komunikacji objętymi integracją w ramach strefy, na którą kupili bilet. A stref, ztcp może być zdefiniowanych w systemie Monetela do 16.
Dlatego rozdzielenie biletów, nawet okresowych na tańsze, obejmujące tylko transport naziemny, i nieco droższe, obejmujące metro i kolej jest korzystne. Po pierwsze korzystne dla ludzi, którzy z racji miejsca zamieszkania nie korzystają z metra i kolei w swoich podróżach, po drugie dla organizatora transportu, który miałby wreszcie rozróżnienie, ile tak naprawdę osób jest zainteresowanych dopłacaniem Kolejom Mazowieckim. Niechaj ta różnica w cenie biletów wyniesie choć 5 złotych i nie więcej niż 10.
Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie taryfowej "strefy 0" z biletem tańszym, nie obejmującej metra i kolei.
A swoją drogą to i tak Warszawa ma najtańsze bilety okresowe na całą Polskę...
Strefę, a nie środek lokomocji!!!Piottr pisze: Integracja taryfowa nie oznacza że wszyscy płacą jedną cenę, tylko że wszyscy którzy kupili bilet u organizatora pojadą wszystkimi środkami komunikacji objętymi integracją w ramach strefy, na którą kupili bilet. A stref, ztcp może być zdefiniowanych w systemie Monetela do 16.
Dlatego rozdzielenie biletów, nawet okresowych na tańsze, obejmujące tylko transport naziemny, i nieco droższe, obejmujące metro i kolej jest korzystne.
Akurat ZTM to jeden z głównych generatorów dziury budżetowej - samorządy utopiły w tym molochu tylko w roku ubiegłym prawie 2 mld PLN.O ile wiem to miasto przy współpracy z ZTM chce zniechęcić pasażerów do prywatnych samochodów i zachęcić do korzystania z transportu publicznego. Ceny biletów powinny zostać na obecnym poziomie i nie należy tego zmieniać. Miasto powinno szukać innego sposobu na załatanie dziury budżetowej.
Sposób bardzo prosty, stosowany w niektórych miastach (zdaje się we Wrocławiu w odniesieniu do linii pospiesznych): bilet miejski tylko na komunikację naziemną i np. o 10 złotych droższy bilet na komunikację naziemną + metro.
Przejść by przeszło, tylko żaden populista polityk się na to nie zgodziuważajcie, bo coś takiego przejdzie... Trochę realizmu.
Wydaje mi się, że to by zadziałało na zasadzie, że kupię tańszy bilet i pojadę 517, pomimo że tłum jak cholera i częstotliwość słaba, zamiast pojemniejszą koleją