Transport samochodowy jest dla większości mieszkańców miasta uciążliwy, a tylko nieliczni z niego regularnie korzystają (bo więcej nie da rady, chociażby z powodu przepustowości), należy go więc ograniczać. Proste.
Dla większości czyli dla kogo?
Gdy ostatnio Ruta chwalił się ilością sprzedanych biletów to łącznie kwartalnych i miesięcznych szło w granicach 400 tys. miesięcznie przy czym w granicach 300-350 tys miesięcznych to daje w granicach 600-700 tys. użytkowników uwzględniając emerytów a to przy 2,2 mln aglomeracji jeszcze nie wszyscy).
Więc tu trudno mówić o tych "wszystkich". Może coś się w tej kwestii zmieniło ale wątpię by "Warszawa" jako całość podróżowała komunikacją zbiorową.
To jest zdecydowanie za daleko posunięta teza.
Drugą sprawą jest fakt ilu z ludzi korzystających z komunikacji miejskiej posiada samochody i ilu z nich by się ich trwale pozbyło - w skali makro niewielu bo samochód to elastyczność, wygoda i autonomia (tu nie ma co dyskutować, to jest fakt).
Zresztą polecam pojeździć trochę po świecie, wszyscy samochody z miast wyrzucają, chyba nie bez powodu. No, chyba że mówimy o krajach trzeciego świata...
Może być drugi świat typu Rosja czy Argentyna, ale nadal - aspirujemy wyżej.
To nie do końca jest tak jak mówisz. Popatrz na Południową Europę, tam fakt masz mniej widoczne samochody ale w aglomeracjach roi się od skuterów.
Taki "bzyk" pali ok. 2l na setkę więc przy małych i średnich dystansach wychodzi często taniej od maskomu, zdecydowanie szybciej, i bez tłoku, więc tak czy siak nie działają na korzyść komunikacji zbiorowej.
Druga sprawa jaką należy poruszyć mówiąc o zachodzie jest taka że tam w przeciwieństwie do Warszawy aglomeracje nie składają się z "rynku" i "peryferii". Są to miasta rozwinięte i często ludzie nie muszą wjeżdżać do centrum. Natomiast w Warszawie panuje moda na "wszystko w centrum" i to są konsekwencje.
Każda aglomeracja w Europie ma sieć obwodnic jak i ulic wewnątrz miasta o niebo bardziej drożną od Warszawy. W stolicy tak naprawdę jest kilka dróg wylotowych z centrum i nic więcej. Stąd odnosi się wrażenie że na zachodzie samochodów "w mieście" jest mniej - faktycznie jest ich nawet więcej niż w Warszawie, po prostu są mniej widoczne.
Kolejnym argumentem przeciw twierdzeniu że zachód jest tak nastawiony na transport zbiorowy jest prosta statystyka. Spójrzcie ile samochodów przypada na mieszkańca w Polsce a ile na zachodzie. Z tego co mi wiadomo tylko w Irlandii i Beneluksie samochodów na głowę jest mniej. W pozostałych państwach współczynnik jest wyższy to też raczej nie przemawia za polityką anty-samochodową.
Np. uspokajanie ruchu zmniejsza wypadkowość, nawet jeśli większość kierowców wnerwia, a pozostałych nie obchodzi. To co, głosujemy?
Postuluję zakaz opuszczania przez ludzi mieszkań - spowoduje to spadek wypadków w strefie publicznej

Żebyś się nie przegłosował.
No błagam, wielki spisek przeciwko puszkom? Po prostu władze widzą, że przez nadmiar samochodów miasta umierają...
Władze miasta widzą... pustkę w kasie miasta i starają się robić wszystko by nic nie robić a stworzyć namiastkę rozwiązania problemu. Fakt jest jeden. To miasto jest totalnie zaniedbane a ruszenie czegokolwiek grozi katastrofą (kanalizacja, infrastruktura, oświetlenie, planowanie przestrzenne).
Władze miasta każdą decyzję zasłaniają "dobrem ogółu" - czymkolwiek ten fantastyczny twór miałby nie być. Natomiast fakt jest jeden, różne grupy ludzi mają sprzeczne ze sobą interesy i dobro ogółu to dobro niczyje (ale warto o nie walczyć bowiem włądza udowadnia wówczas że jest "potrzebna").
Jeszcze raz: chcemy zmniejszać korki poprzez ograniczanie ruchu, a nie na odwrót.
Czyli zmniejszać korki przez zmniejszanie przepustowości miasta... bardzo odważna strategia.
Powiem krótko. Nigdzie na świecie nie było sytuacji by miasto się rozwijało a nie przybywało samochodów. Nigdzie i nigdy.
To jest stan naturalny i poniekąd nieunikniony.
Odmienną sprawą jest fakt że postulowana przez Ciebie polityka ograniczenia dostępu samochodów jest niemożliwa do udźwignięcia dla budżetu Warszawy (i radni doskonale zdają sobie z tego sprawę). Na dobrą metę Warszawa topi 1/5 budżetu w maskomie, do tego zaciągnęła kredyty na modernizację tego trupa i moje pytanie co dalej? Chcesz zmniejszać ilość samochodów w mieście to musisz nieproporcjonalnie do efektu zwiększyć coroczne nakłady na komunikację. Znajdziesz na to pieniądze w budżecie w którym brakuje pieniędzy na modernizację wodociągów i zapewnienie mieszkańcom dostępu do wody (Zielona Białołęka i Wola)?
No cóż, świat nie jest kolorowy aczkolwiek mam to szczęście że u mnie na Woli jak sąsiedzi odkręcą wodę to ciśnienie jeszcze jest (ale jak już otworzę dwa krany to je wówczas tracę).
Krótko mówiąc Miasto to nie tylko komunikacja, a budżet nie jest z gumy.
Jakiś rok temu śmialiście się ze mnie gdy mówiłem że SPEC pójdzie pod młotek bo Warszawa musi pospłacać wierzytelności. Dziś SPEC jest prywatny a miasto szykuje się do kolejnych podwyżek i "w koło Macieju".