kocur pisze:Smutne jest tylko to, że zgodnie ze słowami pani ministry i tak dalej będą wspierać tylko te dyscypliny, w których mamy "sukcesy". Buduje się za publiczne pieniądze stadion piłkarskie, na których występują inwalidzi potykający się o własne nogi, a taki Bródka niedawno apelował wraz z innymi sportowcami do internautów o wsparcie finansowe, bo w przeciwnym razie nie będzie miał za co ćwiczyć, nie mówiąc już o tym, że wciąż w Polsce nie ma ani jednego krytego toru.
Nie no, fajnie gdyby Bródka mógł trenować w rozsądnych warunkach, podobnie jak pływacy, saneczkarze i inni tacy. Tyle, że na wspieranie wszystkich zawodowców nas po prostu nie stać. I tutaj ministerstwo wykonało ostatnio rachunek sumienia i dyscypliny poszufladkowało. Bo przecież nie w każdym sporcie są:
1) pieniądze, które pozwolą na samofinansowanie się sportu
2) popularność, kibice na trybunach, potencjalny "target" dla wszelkich sponsorów
3) osobowości
4) szanse na sukces (wynikające z przygotowania jak i predyspozycji fizycznych)
5) (najważniejsze) szanse na masowość sportu, szanse na poprawienie kondycji sportowej/poziomu zdrowia obywateli
Dopiero nakręcenie odpowiedniej koniunktury na dana dyscyplinę może dać szanse na to, ze dana dyscyplina stanie się samofinansującą, że inwestycje w dany sport "mają sens" - są sukcesy i jest odpowiedni odzew w społeczeństwie, by przez sport dbało o swoje zdrowie. Tak się stało z siatkówką, skokami narciarskimi, czy wspomnianym przez ciebie żużlem. Ale już nie - koszykówką, mimo mody "jordanowskiej" lat 90. i samego początku pierwszej dekady wieku*, nie - pchnięciem kulą, nie - podnoszeniem ciężarów, nie - chodem na 50 km. I dopóki Bródka nie będzie kimś, kto przyciągnie sponsorów, telewizję i rzesze naśladowców - nie powinien liczyć na więcej niż dostają od państwa pływacy, lekkoatleci i brydżyści sportowi.
Co do ładowania pieniędzy w piłkę nożną - nie pochwalam przeinwestowania Ekstraklasy, gdzie władze (samorządy) dorzucają się do prywatnych przedsięwzięć (cała egzystencja piłkarskiego Śląska Wrocław, przebudowa Łazienkowskiej z kieszeni miasta), ale już organizacja Euro dała nam pewną popularność w świecie i, imho, rozpoznawalność lepszą niż po jakiejkolwiek kampanii reklamowej. Doskonale za to widać efekty programu Orlików - na przykład dzięki orlikom zawitała do Warszawy FC Barcelona Escola Varsovia. I orliki nie cierpią na pustki - wszystkie dzieciaki chcą powtórzyć sukcesy Lewandowskich, Messich, Ronaldów, Ronaldów da Limów i innych
Są dyscypliny, w których Polacy są potęgą (żużel

) albo zaliczają się do światowej czołówki, a mimo to politycy, działacze oraz media wciąż pierdaczą że naszym sportem narodowym jest piłka kopana.
Żużel to akurat sport rozwijany w mniejszej liczbie krajów niż dowolna dyscyplina olimpijska

Polska, Szwecja, Dania, Australia, na siłę Wielka Brytania i Rosja. No i głównie w miastach prowincjonalnych (Gorzowy, Bydgoszcze, Torunie, czy też Poole, Coventry, Wolverhamptony).
*sam biegałem na treningi by grać jak Wójcik, Zieliński i Jordan
Aha, a ponad to wszystko - i tak lepiej byłoby te pieniądze na wszelkie sporty nie-masowe wsadzić w edukację
