GW pisze:Nowa Warszawa, nowe blokowisko
Dariusz Bartoszewicz, ostatnia aktualizacja 2008-03-02 20:38
Warszawiak marzy, żeby odmienić swój los. Nie chce cierpieć jak bohater filmu "Dzień świra", więc ucieka ze starego blokowiska. Trafia jednak do bloków-bis i świruje dalej.
Wielki boom. Wszędzie dźwigi. Warszawa kwitnie? Nie, rozlewa się w plamy nowych blokowisk. Są coraz ciemniejsze, gęstsze, coraz mniej ludzkie. Z architekturą, która zbliża się do sztampy z czasów PRL. To betonowe dziedzictwo-bis.
Jedziemy do znajomych. Zaciągnęli kredyt i kupili upragnione M gdzieś na Białołęce, Ursynowie, w Ursusie, Józefosławiu lub innych peryferiach. Drogi zakorkowane, często prowizoryczne - polne, z tłucznia, betonowej kostki. Kluczymy między płotami grodzonych osiedli. Parkowanie graniczy z cudem. Miejsca w garażach podziemnych są tak drogie, że wiele osób stać tylko na mieszkanie. Każdy skrawek trawnika i chodnika jest zastawiony samochodami. W okolicy nie kupimy kwiatów, ciastek czy wina. To usługowa pustynia. Jest ewentualnie apteka (coś na nerwy), dentysta ("keep smiling") lub filia banku.
Tak powstaje nowa Warszawa - karykatura miasta, nowe blokowisko. Dlaczego i kto zgrzeszył? Wszyscy po trochu: najbardziej bezwolne władze, bo nie uchwalają planów zagospodarowania, i chciwi deweloperzy. Ale naiwni klienci też.
Chaos - grzech zaniechania
Nowe domy i osiedla powstają bez ładu i składu. Leje się beton, a mury pną się na polach i łąkach albo na otwartych terenach przy starych blokowiskach. Brakuje planów zagospodarowania, więc hulaj dusza - wszystko wolno. Można postawić wieżowiec czy pękaty blok obok willi (np. we Włochach przy ul. Owalnej czy Śląskiej). Można zabudować zielony klin, którym płynie świeże powietrze do centrum (os. Marina Mokotów, Eko Park), tereny na skarpie czy pod nią. Można wreszcie budować domy z rażącym naruszeniem prawa (jak przy ul. Leszczyny pod dawną skocznią narciarską).
Kłamstwo - grzech pierworodny
Każde nowe blokowisko zaczyna się od kłamstwa. W ich nazwach aż roi się od rajskich przymiotników. Ma być zielono jak w parku, który występuje tylko na reklamowych folderach. Wiślane Ogrody pokazywane są tuż przy Kępie Potockiej, a w realu okna mieszkań są 50 m od Trasy AK. Zamiast oazy zieleni powstaje betonowa pustynia. Musi wystarczyć kilka rachitycznych drzewek na stropie garażu podziemnego.
Lepszy blok jest nazywany apartamentowcem, a to kolejne oszustwo. Klient płaci i słyszy kolejne kłamstwa - że na działce obok nadal będzie łąka, skwer albo niska zabudowa. A stanie tam kolejny blok.
Strach i grzech podglądactwa
Z lęku przed dresiarzami, złodziejami, wandalami warszawiacy trafiają za płoty i mury. Strzegą ich ochroniarze, obserwują kamery. Na zamkniętych osiedlach więzi sąsiedzkie są słabe, kwitnie donosicielstwo. "Bo pan X właśnie wyszedł z psem, idzie przez podwórko i nie przypiął go jeszcze do smyczy", "jest już pięć minut po godz. 22, a ja nadal słyszę muzykę za ścianą" - takie komunikaty płyną od mieszkańców przez intercom do ochrony. O tym dyskutuje się na osiedlowych forach internetowych, np. Miasteczka Wilanów.
Ciasnota - grzech chciwości
Proporcjonalnie do cen działek i nienasyconego głodu zysku rośnie intensywność zabudowy. Domy stają coraz bliżej siebie, pod Lasem Kabackim pną się nawet do kilkunastu pięter. Przez okna widać, co sąsiad ma na talerzu. To dlatego coraz częściej życie w nowych blokowiskach toczy się za spuszczonymi roletami - w dzień i w nocy. Podwórko przypomina spacerniak (np. w megabloku z Galerią Ursynów u zbiegu al. KEN i Belgradzkiej). Kto chce zagrać w piłkę, pobiegać, pojeździć na rowerze, pójść na spacer z psem, musi opuścić grodzone enklawy i wrócić między stare bloki - bo tam jest przestrzeń i zieleń.
Tandeta, czyli bylejakość
Obojętnie, czy zapłaci się kilka, czy nawet 10 tys. zł za m kw., prawie zawsze mieszka się w domu otulonym "panierką" ze styropianu i cienkiego tynku. Kamień będzie tylko gdzieniegdzie. Po kilku latach na elewacjach pojawią się zacieki. Balustrady balkonów zaczną rdzewieć. Na wierzch wyjdzie tandetne wykonawstwo nowych blokowisk. Wtedy płoty między nowymi a starymi nie będą już potrzebne.

Osiedle Derby w Białołęce - zamiast raju błoto, gigantyczne kałuże i smutek peryferiów
fot. Adam Kozak / AG