GW pisze:O człowieku, który jeździ koleją
red, 2009-12-15, ostatnia aktualizacja 2009-12-15 16:53
Wieczór, ostatni rzut oka na nowy rozkład jazdy pociągów. Trzeba się przyzwyczaić do nowych godzin wstawania (wcześniejszych niż ostatnio) i nowych godzin powrotu do domu (późniejszych niż do niedawna) - nastąpiła przecież nowa rewolucyjna zmiana rozkładu jazdy pociągów - pisze czytelnik Piotr Mizera.
Niedziela, 13 grudnia, godz. 21
Nad rozkładem myślało na pewno sporo tęgich głów, przecież mamy teraz konkurencję na torach.
Poranny przejazd zaplanowany co do minuty - wszystko jasne. Jeszcze tylko ustalenie godziny powrotu. Próbuję otworzyć stronę internetową PKP, na której widziałem ostatnio w nowym rozkładzie pociąg linii TLK odjeżdżający z Warszawy Centralnej o 17.57. Niespodzianka - strona nie chce się otworzyć, chyba jest wielu chętnych do zweryfikowania nowej rzeczywistości. No nic, trudno, otwieram stronę InterCity. Wpisuję posłusznie kolejne dane: stacja początkowa, stacja docelowa, data i czas od godz. 16 do 19. Jeszcze tylko kliknięcie w przycisk "Szukaj" i... oczom nie wierzę - nie ma tego pociągu! Na szczęście na drugiej zakładce przeglądarki otworzyła się strona PKP. Mozolnie klepię powtórnie te same dane i... jak byk: pociąg TLK, odjazd o godz. 17.57 z Warszawy Centralnej. Schizofrenia - myślę, jeszcze raz rzut oka na stronę InterCity - nie ma pociągu, na stronę PKP - jest.
Niezniechęcony postanawiam skorzystać z nowej infolinii dla pasażerów InterCity, reklamowanej nachalnie za pomocą przesuwającego się jak w TVN24 paska na dole okna przeglądarki. Pięciocyfrowy skrócony numer kusi natychmiastowym wykręceniem, ale co to? W małym okienku na stronie WWW przewoźnika po numerze znajduje się malutka gwiazdka i wyjaśnienie, że korzystać mogą tylko posiadacze telefonu najjaśniej nam panującej Telekomunikacji Polskiej. Na szczęście są też dwa inne numery - jeden z prefiksem 0 22, a drugi 0 42, czyli, tak czy siak, połączenie międzymiastowe. Szkopuł w tym, że na żaden nie można się dodzwonić z sieci komórkowej - dobrze, że jeszcze nie zrezygnowałem z telefonu stacjonarnego - odetchnąłem z ulgą.
Jako niezły cwaniak postanowiłem wykręcić numer łódzki - warszawiaków jest więcej, więc pewnie do Łodzi szybciej się dodzwonię. I tu zaskoczenie - linia zajęta. To, że linia warszawska również była zajęta, nie było już takim zaskoczeniem. No nic - pomyślałem - będę dzwonił do oporu, bo jak się nie dowiem, to z powodu braku perspektywy powrotu do domu będę musiał sobie wziąć na poniedziałek urlop. Po kilkunastu minutach nieustannych prób w słuchawce odezwał się miły kobiecy głos:
- Dodzwoniliście się Państwo do... No, myślę sobie, teraz to już Was mam. Pani mówiła dalej: - ...Naciśnij "1" aby... aby... naciśnij "2", for English press...
Dłużej nie wytrzymałem i wykoncypowałem, że powinienem nacisnąć jedynkę oznaczającą informację o rozkładzie jazdy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem... sygnał zajętości. No, ale zawziąłem się. Po kolejnych kilkunastu minutach wybierania na przemian numerów łódzkiego i warszawskiego ta sama pani odezwała się anielskim głosem: - Dodzwoniliście się Państwo do...
Odezwała się we mnie żyłka hazardzisty i zaryzykowałem powtórne naciśnięcie "jedynki". Pani w słuchawce jeszcze milszym głosem poinformowała: - Przepraszamy, ale w tej chwili wszystkie nasze linie telefoniczne (jedna - pomyślałem wściekły) są zajęte. Czas oczekiwania na rozmowę wynosi około 15 minut - na bezdechu wyrecytował drugi koniec słuchawki. Na szczęście czekałem tylko jakieś 11 minut.
Aha, zapomniałem jeszcze dodać, że pani, po uprzedzeniu mnie o konieczności 15-minutowego oczekiwania na połączenie z żywą istotą ludzką, podpowiedziała trochę ciszej, że przecież mogę sprawdzić rozkład pociągów... na stronie internetowej.
Zasłuchałem się w dźwięki telefonicznej symfonii. Z letargu wyrwał mnie uprzejmy głos - tym razem już żywy. Moje pierwsze pytanie dotyczące różnic w rozkładach jazdy prezentowanych na stronach PKP oraz InterCity pani grzecznie skomentowała, że ona (oni? one?) nie odpowiada za zawartość informacji na stronach internetowych. Następnie pani grzecznie mi wyjaśniła, że interesujący mnie znikający z rozkładu pociąg rzeczywiście niedługo zniknie, bo jeździ tylko do 23 grudnia, a potem zmieni godzinę swojego odjazdu z Warszawy na 16.55. No to przynajmniej jedna wątpliwość rozstrzygnięta.
Kiedy oczekiwałem tych nieszczęsnych 11 minut na połączenie, zauważyłem jeszcze jedną anomalię. W nowym rozkładzie jazdy na stronie PKP pociąg odjeżdżający z Warszawy Centralnej o 18.40, w Radomiu melduje się o 20.54. Na stronie InterCity ten sam pociąg jest w Radomiu już o 20.32. Niestety, głos w słuchawce rozwiewa wszelkie wątpliwości.
- Pociąg przyjeżdża do Radomia o 20.54 - w podtekście brzmią słowa, że ona (oni? one?) nie odpowiada za zawartość informacji na stronach internetowych.
No nic, trudno. Dziękuję grzecznie pani za spędzenie ze mną znacznej części wieczoru. Zrobiło się już bardzo późno i trzeba iść spać.
Poniedziałek, 14 grudnia, godz. 6.20
Pobudka, nowa rzeczywistość. Pasujący pociąg jest pół godziny wcześniej niż przed zmianą. Wychodzę z domu, kiedy jest jeszcze ciemnawo. Wchodzę na peron i tu pierwsza niespodzianka. Pociąg jest podstawiony - jedzie z Radomia. Oznacza to - przynajmniej teoretycznie - że będzie chociaż odjeżdżał punktualnie. I na razie idzie wszystko z planem, pociąg jedzie szybko bez dłuższych postojów i o deklarowanej godzinie wjeżdża na Dworzec Centralny w Warszawie. Jednym słowem - rewelacja.
Poniedziałek, 14 grudnia, godz. 16.30
Minął cały dzień w pracy, a że nadarzyła się okazja, żeby wyjść trochę wcześniej, postanowiłem z niej skorzystać i wrócić do domu o przyzwoitej godzinie, czyli wpół do siódmej - jak to czasami bywało przed zmianą rozkładu.
- Tego maila wyślę już z pociągu, szefie - rzuciłem na odchodne i o godzinie 16.30 stawiłem się z powrotem na dworcu. Wjechałem na peron równo z pociągiem. "Radomiak": to brzmi dumnie. Pociąg ruszył, położyłem laptop na kolanach i zająłem się pracą. Po chwili zaintrygowały mnie jednak długie postoje na kolejnych stacjach i stanowczo za szybko mijający czas w stosunku do przebytej drogi - ma to coś wspólnego z prędkością, jeszcze pamiętam z fizyki. Po godzinie jazdy skład wreszcie doczłapał się do Piaseczna (później sprawdziłem - według danych na stronie InterCity oznacza to przejechane 24 km, co daje zawrotną średnią prędkość 24 km/godz. - niech żyją koleje na EURO 2012!!!).
Kiedy pociąg wreszcie ruszył, konduktor, z miną lowelasa, wkroczył do wagonu, oznajmiając wszem wobec, że pociąg będzie miał niewielkie spóźnienie. Wyjaśnił, że powodem są trzy pociągi jadące przed nami, skutecznie blokujące ruch. A na pytanie, czy tak już będzie codziennie, odpowiedział, że chyba nie... Do maja. Dla niewtajemniczonych: wtedy właśnie nastąpi kolejna zmiana rozkładu jazdy. Na szczęście za Warką "Radomiak" dostał kopa i na radomski dworzec wjechał tylko z półgodzinnym opóźnieniem.
Czyli - podsumowując - nic się nie zmieniło (na pewno nie na lepsze) poza tym, że z każdą zmianą rozkładu jest coraz ciężej.
Źródło: Gazeta Wyborcza Radom