: 21 paź 2007, 15:31
Jeszcze coś tu nie pasuje, pierwsze bowiem były #4773 & #4793, które jeżdżą z kamerami chyba już z rok czasu (poprawcie mnie jeżeli jeżdżą dłużej albo krócej, bo nie pamiętam kiedy przyjechały po odbudowie).
Forum warszawskiego transportu publicznego
https://wawkom.waw.pl/
Rzeczpospolita pisze:Komórki przy uchu tramwajarzy
To już plaga: warszawscy motorniczowie w czasie jazdy nagminnie rozmawiają przez telefony komórkowe. - Nie tylko łamią prawo, ale narażają życie pasażerów - poskarżył się czytelnik "Rzeczpospolitej".
- Motorniczym absolutnie nie wolno rozmawiać przez komórkę w czasie jazdy. Mogą sobie dzwonić, tylko gdy mają przerwę, na przykład na pętli - tłumaczy Wojciech Szydłowski, rzecznik Tramwajów Warszawskich.
Kary za łamanie tego zakazu są różne: od upomnienia, do odebrania premii (ok. 300 złotych), a nawet "zesłania" na trzy miesiące do zajezdni do pracy przy sprzątaniu tramwajów. Nie jest łatwo udowodnić motorniczemu niebezpieczne zachowanie.
- Zwykłe zgłoszenie skargi nie wystarczy, trzeba zrobić takiemu delikwentowi zdjęcie, choćby aparatem w telefonie komórkowym - doradza Szydłowski.
Aż tak nie muszą się wysilać policjanci. Zapisują numery tramwaju i wysyłają na pętlę patrol. Motorniczy może zostać ukarany 200-złotowym mandatem, nie dostaje natomiast punktów karnych. Z reguły jednak mundurowi ograniczają się do pogrożenia palcem, gdy stoją na skrzyżowaniu i widzą przejeżdżającego tramwajarza gadającego przez komórkę. Skutkuje, ale, niestety, tylko na krótko. Motorniczy właściwie czuje się bezkarny.
Sprzyja temu również przekonanie warszawiaków, że tramwajarze są wyposażeni w firmowe komórki, aby mogli się łączyć z centralą ruchu, tak jak to jest w przypadku kierowców autobusów nocnych linii. Nic bardziej mylnego. W każdej kabinie motorniczego jest zamontowany SNRT, czyli system nadzoru ruchu tramwajów. Składa się on z trzech przycisków, jeden to klasyczne połączenie głosowe z centralą, drugi umożliwia centrali podsłuch kabiny bez połączenia zwrotnego (pomocny w przypadku zaatakowania motorniczego przez bandytę), a trzeci natychmiast uruchamia alarm na policji. Komórki nie są więc tramwajarzom potrzebne w pracy.
Policja warszawska nie dysponuje danymi o tym, kiedy przyczyną wypadku drogowego była rozmowa motorniczego przez telefon komórkowy w czasie jazdy. Natomiast w tym roku tramwajarze spowodowali w sumie (dane do września) 13 wypadków, w których 22 osoby zostały ranne. W 2006 r. z winy motorniczych doszło do 12 wypadków, w których dwie osoby zginęły, a 17 było rannych.
Tak.dzidek pisze:Swoją drogą czy można robić komuś zdjęcie bez jego zgody ?
Niedawno było polowanie na zniszczone autobusy to teraz zacznie się akcja zrób zdjęcie rozmawiającemu motorniczemuFikander pisze:Tak.dzidek pisze:Swoją drogą czy można robić komuś zdjęcie bez jego zgody ?
dzidek pisze:Żeby tylko nie zwiększyła się ilość wypadków śmiertelnych bo jak pasażer będzie pochłonięty robieniem zdjęcia motorniczemu to może przez przypadek wpaść pod tramwaj i będzie to jego ostatnie zdjęcie.
O 13 za dużo (12 było w poprzednim rokulevar pisze:A z drugiej strony jak na w-wskie realia 12 wypadków z winy motorniczych to moim zdaniem mało.
Działo się to w gniocie ze stalowej jeśli dobrze zapamiętałem. Ja słyszałem tylko krzyki ludzi policja, policja!. Zleciało się po pewnym czasie kilku krawężników. Gruby ochroniarz , który stał przy N32 podbiegł jeszcze przed psami do miejsca zdarzenia. Oczywiście autobus nie odjechał a ponieważ stał jako pierwszy to pozostałe z przystanku odjechały z dużym opóźnieniem. Bardzo dobrze, że zatrzymano tych typów.Gazeta Wyborcza pisze:Na przystanku autobusowym Dworzec Centralny w Warszawie trzech mężczyzn pobiło kierowcę nocnego autobusu, ponieważ ten zwrócił im uwagę, że w autobusie się nie pali.
Jak poinformował nas jeden ze świadków zajścia, do pobicia doszło o godz. 2.30 w nocy z piątku na sobotę. Autobus linii N14 stał na pętli. W tyle siedziało trzech młodych, około dwudziestoletnich mężczyzn. Palili papierosy. Kierowca wysiadł z szoferki podszedł do nich i zwrócił im uwagę, że w autobusie się nie pali. Gdy się od nich odwrócił i wracał na przód pojazdu, jeden z chłopaków podszedł do niego i zaczął go bić. Za moment dołączył drugi. Gdy kierowca upadł na podłogę, młodzi bandyci uciekli z autobusu.
- Pasażerowie musieli pobiec po patrol policyjny, który pilnował dworca, ponieważ ochroniarze wynajęci przez ZTM w ogóle nie zareagowali na zajście - mówi świadek.
Policja złapała jednego z napastników. Całej trójce grozi do 5 lat więzienia. Kierowca został przewieziony do szpitala. Nie stwierdzono poważnych obrażeń. Na drugi dzień wyszedł do domu.
Rzecznik ZTM, Michał Powałka, nic nie wiedział o pobiciu kierowcy ZTM. O zajściu dowiedział się z serwisu Alert24.
- Zajęliśmy się już ustaleniem personaliów ochroniarzy, którzy byli obecni tej nocy na dworcu. Jeśli okaże się, że byli to pracownicy firmy, z którą podpisaliśmy umowę, zostaną oni ukarani dyscyplinarnie.
dzidek pisze:Niestety panowie z firmy wynajętej przez ZTM odmówili wspólnej podróży N14
dzidek pisze:Następnie ekspedytorka na Centralnym przygotowała raport pod którym zmuszono ochroniarzy do podpisania się, że odmówili wykonania pracy.