Hmm, zagubieniu podstawowej misji... a czy to czasem nie stało się jakieś niecałe 2000 lat temu?
Faktem jest jednak, że Kościół jest nieco zagubiony, pisali o tym zresztą już i Ratzinger i Wojtyła - że w obliczu zupełnie nowych dylematów moralnych Kościół rozkłada ręce. Nie ma żadnej wykładni mówiącej, jak się ustosunkować do kwestii typu klonowanie. A skoro nie ma, to Kościół traci na wiarygodności.
To jest dla nich sytuacja dość nowa, choć w pewnym sensie powtórka z rozrywki. Nowa, bo nie było chyba jeszcze tak, żeby Kościół nie miał ugruntowanego zdania na tak poważne sprawy dotyczące moralności, a powtórka, bo już część doktryny chrześcijańskiej została przecież usunięta na margines, mianowicie ta dotycząca spraw (meta)fizycznych. Już od dłuższego czasu przecież bredzi się o jakichś "alegorycznych rozumieniach" itp. To tylko uniki, mydlenie oczu. A w zasadzie maskowanie tego, że tutaj sprawa jest przegrana.
Kościół nie może sobie pozwolić, by utracić autorytet również na polu etyki czy aksjologii. A to się po części dzieje, bo jeśli Kościół, jeśli ksiądz nie potrafi udzielić odpowiedzi na ważne pytania i tej odpowiedzi uzasadnić, to przestaje być wiarygodny. No bo przecież odpowiedzią nie jest "rób, jak ci sumienie dyktuje". Tyle to sobie samemu można w 5 minut wykoncypować. Wątpię, by takie słowa usatysfakcjonowały osobę, która pyta. Ona pyta, bo nie wie. Sumienie może jej podpowiada różne rzeczy, albo w ogóle nic nie mówi. Wtedy taka odpowiedź pozostawia ogromny niedosyt i osoba ta pewnie zwróci się w innym kierunku ze swoimi pytaniami. I proszę, Kościół - reszta świata, 0:1.
Oczywiście ja temat podgryzłem z innej mańki, bo Ty piszesz o słabości Kościoła mając na myśli to osłabienie relacji personalnych pomiędzy "pasterzami" i "trzódką". Pewnie tak jest, nie mam tu osobistych doświadczeń (chociaż dysponuję relacją z pierwszej ręki, która to wszystko potwierdza), dlatego chciałem pokazać, że problem jest szerszy. Krótko mówiąc, Kościół naprawdę jest w dużych opałach.
Mimo to i mimo innych problemów, które trapią KK, sądzę, że wróżenie im końca jest przedwczesne, bo nie z takich tarapatów już wychodzili. Czy zaś życzyłbym sobie tego końca? Z jednej strony ciśnie mi się na usta "no pewnie!", zwłaszcza patrząc np. na tych oszołomów z Krakowskiego. Z drugiej... alternatywne wobec chrześcijaństwa "zespoły wierzeń" są nie lepsze, a chyba sporo gorsze. Więc, nie wiem
