Strona 117 z 338

: 10 sie 2010, 13:12
autor: blinski
Mazowiecki po prostu jest dosyć kościelny, i z obecnością religii w szkołach się zgadzał - nie musiał grać strategicznie, zagrał szczerze. I to jest największy ból katolików umiarkowanych (to samo jest z Komorowskim) - dla radykalnych są za mało talibańscy, dla światlejszych, do których chcą aspirować, zbyt kościelni. Już lepiej być ateistą i jak Kwaśniewski mieć to w tyle :)

: 10 sie 2010, 17:00
autor: Bastian
Z kolei znowu się robi awantura o nielegalny krzyż na krakowskich Błoniach. Za to na pl. Konstytucji od 17 zaczyna się zbieranie podpisów pod apelem o ograniczenie praw Kościoła do tych, które są zapisane w Konstytucji. W internecie coraz większe poruszenie antyklerykalne.

Podejrzewam, że co mądrzejsi hierarchowie już sobie solidnie plują w brody, że sami tego krzyża spod pałacu nie wynieśli :D

: 10 sie 2010, 17:32
autor: zzz

: 10 sie 2010, 18:10
autor: Wolfchen
zzz pisze:Chyba sie cos w polsce zmienilo?
Nie, nic sie nie zmieniło. "Artyści" od spreju wszędzie uwiecznią swe "dzieła". Ot, zwykły wandalizm.
Bastian pisze:Z kolei znowu się robi awantura o nielegalny krzyż na krakowskich Błoniach. Za to na pl. Konstytucji od 17 zaczyna się zbieranie podpisów pod apelem o ograniczenie praw Kościoła do tych, które są zapisane w Konstytucji. W internecie coraz większe poruszenie antyklerykalne.
W sumie mnie to nie dziwi - miarka się przebrała... :-k

: 10 sie 2010, 18:21
autor: zzz
Wolfchen pisze:"Artyści" od spreju wszędzie uwiecznią swe "dzieła". Ot, zwykły wandalizm.
Ale tematyka sie zmienila. Widzialem wiele dziel takich artystow w tym rownierz na kosciolach ale o takiej tematyce nie spotkalem.

: 10 sie 2010, 18:52
autor: Bastian
Wolfchen pisze:Nie, nic sie nie zmieniło.
Wolfchen pisze:miarka się przebrała...
Zdecyduj się :P

: 10 sie 2010, 18:56
autor: Wolfchen
Nic się nie zmieniło pod względem wandalizmu, a miarka się przebrała pod postacią nadmiaru religii w polityce :P

: 16 sie 2010, 9:54
autor: Rosa
reserved pisze: A czy gdyby przyjechał Papież i chciałby przenieść krzyż to też by go bronili?
Niestety to jest problem obecnego Koscioła w Polsce. Brak mu autorytetów i kogos kogo ludzie generalnie by szanowali i słuchali. Ostatnim takim prymasem był Wyszyński a potem władze kościelne jakos oddaliły się od ludzi.
Polityka koscielna też jest czasami dziwna. Pod Grodziskiem jest Klasztor gdzie przez lata był sobie pewien ksiądz. On czuł się tam dobrze, ludzie go uwielbiali, po Mszy zawsze szedł na koniec Kościoła żegnać się z wszystkimi, ja mimo iz jestem z Warszawy i za czesto tam nie bywałem to po prostu lubiłem jego Msze i podobało mi się jego zachowanie, czułem że mam z nim lepszy kontak niz z kimkolwiek z mojej parafii. I co, władze zadecydowały że księdza trzeba przenieść a na jego miejsce sprowadzic kogos z zagranicy kto kompletnie nie może się tam od roku odnaleźć.
Takie dzialania czesto powoduja że częśc Kościoła zaczyna iśc w swoją stronę a ludzie w troszkę inną i cos takiego wlaśnie spowodowało że zaistniała nisza w która mógł wejśc Rydzyk. Nie wiem czy jest z tego jakieś wyjście ale wg mnie powinno się zacząc od tego że Kościól powinien się zbliżyć do ludzi i stac się mniej mniej biurokratyczną instytucja dbająca o papierki a bardziej duchowa pomoca i pokrzepieniem dla społeczeństwa.

: 16 sie 2010, 14:29
autor: Kra
Rosa pisze:Niestety to jest problem obecnego Koscioła w Polsce. Brak mu autorytetów i kogos kogo ludzie generalnie by szanowali i słuchali. Ostatnim takim prymasem był Wyszyński a potem władze kościelne jakos oddaliły się od ludzi.
Trudno w "optyce" Kościoła Rzymskokatolickiego używać pojęć narodowych - tak wynika z doktryny. Pozycja ks. prymasów Hlonda, Wyszyńskiego i Glempa (do 1992 r. jeżeli dobrze pamiętam) była inna niż obecnego prymasa Kowalczyka ze względu na przekazanie im przez kolejnych papieży znacznych uprawnień normalnie przynależnych Stolicy Apostolskiej (zwłaszcza dotyczy to okresu po Soborze Watykańskim II). Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości prymas Glemp przestał być formalnym zwierzchnikiem duchowieństwa w Polsce, obecnie każdy z biskupów podlega bezpośrednio papieżowi, zaś tytuł prymasa jest wyłącznie tytułem honorowym, już więcej znaczy przewodniczący KEP.
Prymasa Wyszyńskiego znamy (chyba prawie wszyscy tu) jedynie z relacji prasowych, filmów itp. - czy jest to przekaz na 100% prawdziwy, myślę, że nie do końca, jego pozycja wymagała dystansu.
Rosa pisze:Polityka koscielna też jest czasami dziwna. Pod Grodziskiem jest Klasztor gdzie przez lata był sobie pewien ksiądz. On czuł się tam dobrze, ludzie go uwielbiali, po Mszy zawsze szedł na koniec Kościoła żegnać się z wszystkimi, ja mimo iz jestem z Warszawy i za czesto tam nie bywałem to po prostu lubiłem jego Msze i podobało mi się jego zachowanie, czułem że mam z nim lepszy kontak niz z kimkolwiek z mojej parafii. I co, władze zadecydowały że księdza trzeba przenieść a na jego miejsce sprowadzic kogos z zagranicy kto kompletnie nie może się tam od roku odnaleźć.
Tak niestety bywa, przyjęto zasadę, iż kapłan zbyt długo nie powinien być na jednej parafii, zwłaszcza miejskiej.
Rosa pisze:Takie dzialania czesto powoduja że częśc Kościoła zaczyna iśc w swoją stronę a ludzie w troszkę inną i cos takiego wlaśnie spowodowało że zaistniała nisza w która mógł wejśc Rydzyk. Nie wiem czy jest z tego jakieś wyjście ale wg mnie powinno się zacząc od tego że Kościól powinien się zbliżyć do ludzi i stac się mniej mniej biurokratyczną instytucja dbająca o papierki a bardziej duchowa pomoca i pokrzepieniem dla społeczeństwa.
Chyba mam to szczęscie, iż spotkałem wielu duchownych o charakterze o jakim piszesz (i rzeczywiście często w niedzielę jeździmy by ich słuchać), choć z drugiej strony też iluś o postawie całkiem odmiennej - niestety, ale trzeba się o nich i ich powołanie modlić.
Może to było nieco na inny temat ale wypowiedź Rosy pobudziła mnie mnie do tego - może po pożegnaniu jednego z takich dobrych kapłanów - śp. ks. Zygmunta Malackiego.

: 16 sie 2010, 18:34
autor: Szamot
Rosa pisze: Polityka koscielna też jest czasami dziwna. Pod Grodziskiem jest Klasztor gdzie przez lata był sobie pewien ksiądz. On czuł się tam dobrze, ludzie go uwielbiali, po Mszy zawsze szedł na koniec Kościoła żegnać się z wszystkimi, ja mimo iz jestem z Warszawy i za czesto tam nie bywałem to po prostu lubiłem jego Msze i podobało mi się jego zachowanie, czułem że mam z nim lepszy kontak niz z kimkolwiek z mojej parafii. I co, władze zadecydowały że księdza trzeba przenieść a na jego miejsce sprowadzic kogos z zagranicy kto kompletnie nie może się tam od roku odnaleźć.
Takie dzialania czesto powoduja że częśc Kościoła zaczyna iśc w swoją stronę a ludzie w troszkę inną i cos takiego wlaśnie spowodowało że zaistniała nisza w która mógł wejśc Rydzyk. Nie wiem czy jest z tego jakieś wyjście ale wg mnie powinno się zacząc od tego że Kościól powinien się zbliżyć do ludzi i stac się mniej mniej biurokratyczną instytucja dbająca o papierki a bardziej duchowa pomoca i pokrzepieniem dla społeczeństwa.

To z cyklu "Szamotowe Historie" kolejny odcinek telenoweli:

W mojej rodzimej parafii był od lat proboszcz. Parafianie narzekali na niego, wspominając jego poprzednika, będącego na zasłużonej emeryturze i mieszkającego w domku obok - który nie dość, że znał każdego parafianina, wiedział jakie ma problemy, to jak chodził "po kolędzie" i komuś się źle wiodło, to potrafił mu całe zebrane pieniądze oddać (niewiarygodnie brzmi nie?). Jego następca może był już bardziej na dystans do ludzi, ale był tam długie lata wcześniej jeszcze jako wikary i wpisał się w okolicę. Też osobiście wspominam go jako sympatycznego człowieka. I jakoś niedaleko po wyborach 1989 roku nastąpił przełom. Proboszcz po spędzeniu młodości w parafii został odesłany do innej. Pojawił się nowy. I zaczęła się zabawa!

Agitacje polityczne i zjadliwe kazania wobec sytuacji politycznej jak i samych parafian. Przytyki podczas homilii nie omijały pogrzebów! Gdy chowano np. alkoholika, rozwodnika, czy kobietę z nieślubnym dzieckiem, podczas mszy trumna pozostawała przed kościołem. A jeśli chodzi o wikariuszy, wręcz kalejdoskop.

Swoje zdystansowanie wobec kościoła zawdzięczam zdecydowanie jemu samemu. Wychowałem się na zasadzie jego nauk i taka metamorfoza spowodowała we mnie wątpliwości. Może urodziłem się za wcześnie by to przyjąć i 1989 rok zastał mnie jako 12 latka o pewnym już kręgosłupie wychowawczym. Ale widząc ból sąsiadów gdy tak traktowano ich zmarłych bliskich, szybko zrozumiałem, że swe chrześcijaństwo pojmuję zupełnie inaczej i rola Kościoła w moim życiu dobiegła końca. Sorry wiem, że księża też są ludźmi, ale temu co boskie stawiam wyższe wymagania.

I na zakończenie jeszcze cyniczne spostrzeżenie.
Z moich obserwacji w czasie jak miałem do czynienia z życiem parafialnym (czyli do końca średniej szkoły) wynikało, że jak tylko dany ksiądz zbliżał się emocjonalnie do parafian, przestając być urzędnikiem, a stając przyjacielem, najbiższego lata odchodził na inną placówkę. Ale dla mnie już oczywiste są częste wymiany księży na parafiach. Po co? Przecież on nie ma rozdawać (jak ten dziwny proboszcz 30 lat temu), tylko zarabiać pieniądze! Więc nie może być w miejscu za długo. Jeszcze nie daj Boże przypomni sobie, że jest człowiekiem i zacznie pełnić faktycznie posługę?

Kościół Katolicki ma raka. Śmiertelnego. Dwie deski na KP są tylko jednym z objawów. I nie ma odważnego by zaserwować chemię.
I nie będzie.

: 16 sie 2010, 21:09
autor: Bastian
Szamot pisze:Kościół Katolicki ma raka. Śmiertelnego.
Ale agonia będzie trwała bardzo długo.

: 16 sie 2010, 21:36
autor: Pink
Kościół Katolicki ma raka. Śmiertelnego.
Mimo wszystko, sądzę że ta diagnoza jest przedwczesna. Tym bardziej, jeśli ją opierać na tak marginalnym dla światowego Kościoła zdarzenia jak afera z KP.

: 16 sie 2010, 22:09
autor: Szamot
Ależ ja nie pisze o krzyżu, tylko o zagubieniu wewnętrznym KK, a co gorsza zagubieniu podstawowej misji. I nie o czasie agonii tylko odwracalności procesu.

: 17 sie 2010, 11:01
autor: Pink
Hmm, zagubieniu podstawowej misji... a czy to czasem nie stało się jakieś niecałe 2000 lat temu? ;]

Faktem jest jednak, że Kościół jest nieco zagubiony, pisali o tym zresztą już i Ratzinger i Wojtyła - że w obliczu zupełnie nowych dylematów moralnych Kościół rozkłada ręce. Nie ma żadnej wykładni mówiącej, jak się ustosunkować do kwestii typu klonowanie. A skoro nie ma, to Kościół traci na wiarygodności.

To jest dla nich sytuacja dość nowa, choć w pewnym sensie powtórka z rozrywki. Nowa, bo nie było chyba jeszcze tak, żeby Kościół nie miał ugruntowanego zdania na tak poważne sprawy dotyczące moralności, a powtórka, bo już część doktryny chrześcijańskiej została przecież usunięta na margines, mianowicie ta dotycząca spraw (meta)fizycznych. Już od dłuższego czasu przecież bredzi się o jakichś "alegorycznych rozumieniach" itp. To tylko uniki, mydlenie oczu. A w zasadzie maskowanie tego, że tutaj sprawa jest przegrana.

Kościół nie może sobie pozwolić, by utracić autorytet również na polu etyki czy aksjologii. A to się po części dzieje, bo jeśli Kościół, jeśli ksiądz nie potrafi udzielić odpowiedzi na ważne pytania i tej odpowiedzi uzasadnić, to przestaje być wiarygodny. No bo przecież odpowiedzią nie jest "rób, jak ci sumienie dyktuje". Tyle to sobie samemu można w 5 minut wykoncypować. Wątpię, by takie słowa usatysfakcjonowały osobę, która pyta. Ona pyta, bo nie wie. Sumienie może jej podpowiada różne rzeczy, albo w ogóle nic nie mówi. Wtedy taka odpowiedź pozostawia ogromny niedosyt i osoba ta pewnie zwróci się w innym kierunku ze swoimi pytaniami. I proszę, Kościół - reszta świata, 0:1.

Oczywiście ja temat podgryzłem z innej mańki, bo Ty piszesz o słabości Kościoła mając na myśli to osłabienie relacji personalnych pomiędzy "pasterzami" i "trzódką". Pewnie tak jest, nie mam tu osobistych doświadczeń (chociaż dysponuję relacją z pierwszej ręki, która to wszystko potwierdza), dlatego chciałem pokazać, że problem jest szerszy. Krótko mówiąc, Kościół naprawdę jest w dużych opałach.

Mimo to i mimo innych problemów, które trapią KK, sądzę, że wróżenie im końca jest przedwczesne, bo nie z takich tarapatów już wychodzili. Czy zaś życzyłbym sobie tego końca? Z jednej strony ciśnie mi się na usta "no pewnie!", zwłaszcza patrząc np. na tych oszołomów z Krakowskiego. Z drugiej... alternatywne wobec chrześcijaństwa "zespoły wierzeń" są nie lepsze, a chyba sporo gorsze. Więc, nie wiem :neutral:

: 17 sie 2010, 21:17
autor: m72
Za stan obecny KK odpowiedzialni są ojcowie SVII. Oni zmienili prawie wszystko.

Łódź piotrowa nigdy nie wykonała tak gwałtownego manewru...