Kolej w aglomeracji warszawskiej
: 19 gru 2024, 17:38
Być może trzeba faktycznie być profesjonalistą, aby wyrobić w sobie pewną umiejętność generalizacji i ekstrapolacji problemu jednostkowego na jego znaczenie dla społeczności, w takim razie pozwolę nieco bardziej wprost:
Każdy pasażer, który do tej pory podróżował pociągiem KM korzystając z honorowania biletów jednorazowych/czasowych, obecnie został dotknięty podwyżką. Podwyżka, w przypadkach podróży ograniczającej się wyłącznie do odcinka kolejowego, jest stosunkowo niewielka - ot, na przykład 10,40 zamiast 7,00 (49%) lub 3,40 (205%) za podróż z Legionowa do Warszawy Gdańskiej, 13,60 zamiast 7,00 (94%) za podróż z Otwocka do Warszawy Śródmieścia, czy 12,00(*) lub 13,60 zamiast 7,00 (71% lub 94%) za podróż z Piaseczna do Warszawy Młynowa.
(*) 12,00 uzyskiwane kombinacją dwóch biletów KM, odcinkowego i strefowego, w kasie czy u kierownika raczej nie do osiągnięcia dla niewiedzącego.
Jeśli pasażer ma pecha przesiadać się z pociągu na środek miejski, ma dwa problemy:
a) po pierwsze, podwyżka nadal jest niewielka, wynosi teraz już tylko jakieś wspomniane 14,80 zamiast 7,00 za podróż z Legionowa na Wilanów (111%), albo 18,00 zamiast 7,00 (157%) za podróż z Nowej Iwicznej na Bemowo, etc., etc.
b) po drugie, podróżny który swoją podróż rozpoczyna od odcinka ZTMowskiego, musi dysponować szklaną kulą i wiedzieć z góry, czy wyrobi się na pociąg SKM, czy KM - bo musi w pierwszym pojeździe nabyć/skasować bilet albo za 4,40 jeśli będzie dalej jechał KMem, albo za 7,00, jeśli dalej będzie jechał SKM. Jeśli pasażer będzie czekał na metro chwilę dłużej niż sobie założył, albo jeśli przypadkiem zdąży na wcześniejszy, opóźniony pociąg drugiej ze spółek - musi dokupywać nowy bilet, w najlepszym przypadku 3,40, w najgorszym kolejne kilkanaście.
Nie wspominam już o pasażerach (a są tacy, choć to już raczej faktycznie margines), którzy podróżują ZTM+pociąg+ZTM, chociażby na przykład dojeżdżając 736 z osiedla Jagiellońska na dworzec w Legionowie. Dla nich to kolejne 3,40 w dupę.
Oczywiście, jak już się do tej Warszawy jedzie, to zazwyczaj się też wraca (acz jednak nie zawsze), więc zawsze jest szczęśliwie wciąż honorowany bilet dobowy za 26 blach, ale nadal jest to prawie dwa razy tyle, co dwa bilety jednorazowe, które do tej pory spokojnie na taką podróż wystarczały - i jest to więcej, niż podróż w jedną stronę SKM + KM w drugą (czyli znowu: pasażer musi z góry wiedzieć, czym będzie jechał, aby móc podróżować najtaniej).
No więc moim zdaniem jest tak, że jest grupa pasażerów, którzy nagle muszą płacić za tę samą podróż od kilkudziesięciu procent do trzykrotności ceny dotychczasowego przejazdu, jest to grupa całkiem istotna liczebnie, dodatkowo ta grupa ma istotnie utrudnione planowanie podróży, bo decyzje biletowe podjęte na etapie wcześniejszym odbierają jej elastyczność zmian na etapie dalszym. Niby te wszystkie kwoty są nominalnie relatywnie niewielkie, ale jednak te niedogodności są zauważalne - mógłbym spokojnie zapłacić tę dychę czy coś koło tego, ale mieć pewność że mój bilet będzie ważny niezależnie od tego, czym będę jechał. Dodajmy jeszcze do tego, że pomyłki wynikające z tego, że pasażerowie nie są profesjonalistami w zakresie taryf, są raczej kosztowne i budzą silne negatywne emocje, mamy generalnie z całej sytuacji potencjalny zauważalny kryzys wizerunkowy w połowie obwarzanka.
(dodam jeszcze, że są pasażerowie, którzy do tej pory płacili za swoją podróż 1,70, a dziś płacą 10,40, bo poza doktoratem z taryf trzeba mieć jeszcze podyplomówkę z uprawnień do ulg, bo to też się różni, ale to już naprawdę margines marginesum)
Każdy pasażer, który do tej pory podróżował pociągiem KM korzystając z honorowania biletów jednorazowych/czasowych, obecnie został dotknięty podwyżką. Podwyżka, w przypadkach podróży ograniczającej się wyłącznie do odcinka kolejowego, jest stosunkowo niewielka - ot, na przykład 10,40 zamiast 7,00 (49%) lub 3,40 (205%) za podróż z Legionowa do Warszawy Gdańskiej, 13,60 zamiast 7,00 (94%) za podróż z Otwocka do Warszawy Śródmieścia, czy 12,00(*) lub 13,60 zamiast 7,00 (71% lub 94%) za podróż z Piaseczna do Warszawy Młynowa.
(*) 12,00 uzyskiwane kombinacją dwóch biletów KM, odcinkowego i strefowego, w kasie czy u kierownika raczej nie do osiągnięcia dla niewiedzącego.
Jeśli pasażer ma pecha przesiadać się z pociągu na środek miejski, ma dwa problemy:
a) po pierwsze, podwyżka nadal jest niewielka, wynosi teraz już tylko jakieś wspomniane 14,80 zamiast 7,00 za podróż z Legionowa na Wilanów (111%), albo 18,00 zamiast 7,00 (157%) za podróż z Nowej Iwicznej na Bemowo, etc., etc.
b) po drugie, podróżny który swoją podróż rozpoczyna od odcinka ZTMowskiego, musi dysponować szklaną kulą i wiedzieć z góry, czy wyrobi się na pociąg SKM, czy KM - bo musi w pierwszym pojeździe nabyć/skasować bilet albo za 4,40 jeśli będzie dalej jechał KMem, albo za 7,00, jeśli dalej będzie jechał SKM. Jeśli pasażer będzie czekał na metro chwilę dłużej niż sobie założył, albo jeśli przypadkiem zdąży na wcześniejszy, opóźniony pociąg drugiej ze spółek - musi dokupywać nowy bilet, w najlepszym przypadku 3,40, w najgorszym kolejne kilkanaście.
Nie wspominam już o pasażerach (a są tacy, choć to już raczej faktycznie margines), którzy podróżują ZTM+pociąg+ZTM, chociażby na przykład dojeżdżając 736 z osiedla Jagiellońska na dworzec w Legionowie. Dla nich to kolejne 3,40 w dupę.
Oczywiście, jak już się do tej Warszawy jedzie, to zazwyczaj się też wraca (acz jednak nie zawsze), więc zawsze jest szczęśliwie wciąż honorowany bilet dobowy za 26 blach, ale nadal jest to prawie dwa razy tyle, co dwa bilety jednorazowe, które do tej pory spokojnie na taką podróż wystarczały - i jest to więcej, niż podróż w jedną stronę SKM + KM w drugą (czyli znowu: pasażer musi z góry wiedzieć, czym będzie jechał, aby móc podróżować najtaniej).
No więc moim zdaniem jest tak, że jest grupa pasażerów, którzy nagle muszą płacić za tę samą podróż od kilkudziesięciu procent do trzykrotności ceny dotychczasowego przejazdu, jest to grupa całkiem istotna liczebnie, dodatkowo ta grupa ma istotnie utrudnione planowanie podróży, bo decyzje biletowe podjęte na etapie wcześniejszym odbierają jej elastyczność zmian na etapie dalszym. Niby te wszystkie kwoty są nominalnie relatywnie niewielkie, ale jednak te niedogodności są zauważalne - mógłbym spokojnie zapłacić tę dychę czy coś koło tego, ale mieć pewność że mój bilet będzie ważny niezależnie od tego, czym będę jechał. Dodajmy jeszcze do tego, że pomyłki wynikające z tego, że pasażerowie nie są profesjonalistami w zakresie taryf, są raczej kosztowne i budzą silne negatywne emocje, mamy generalnie z całej sytuacji potencjalny zauważalny kryzys wizerunkowy w połowie obwarzanka.
(dodam jeszcze, że są pasażerowie, którzy do tej pory płacili za swoją podróż 1,70, a dziś płacą 10,40, bo poza doktoratem z taryf trzeba mieć jeszcze podyplomówkę z uprawnień do ulg, bo to też się różni, ale to już naprawdę margines marginesum)