geograf_OSU pisze:rozumiem ze chcesz pokazac zwiazek miedzy polaczeniami bezposrednimi a nieregularnoscia tychze linii? tylko ze akurat wiekszosc przyklad podanych przez ciebie to maja zwiazek z swietokrzyska, a teraz to akurat sytuacja wyjatkowa
Przecież napisałem w swoim poście: jak często zdarzają się perturbacje ruchu w Śródmieściu? Wczoraj była sytuacja ekstremalna, ale
godzinne dziury na liniach takich, jak 174, 125, czy 512 nie są
niczym niezwykłym.
geograf_OSU pisze:Tylko co w zamian za te bezposrednie? Przesiadki w tramwaje, kolej czy metro? ile jeszcze mozna w to upychac ludzi? luzy sa na jagiellonskiej, i bylbym za ich wykorzystaniem gdyby nie przesiadka na FSO. Ta przesiadka jest niewygodna.
Tam jest niewygodna przesiadka? Chyba nigdy nie przesiadałeś się przy Rondzie Zesłańców Syberyjskich. Mało tego, nawet na Zachodzie
węzeł przesiadkowy często oznacza konieczność przejścia od autobusu do stacji nawet 300 metrów. Właśnie tu jest pole do decyzji: czy pasażer ma codziennie przechodzić te 80 metrów do tramwaju na Żeraniu, czy też być podwożony pod drzwi biura, ale spóźniać się co trzeci dzień.
Jeszcze uściślę: jest oczywiste, że trzeba inwestować w tramwaje, kolej (w tym SKM-kę), a także metro (w odpowiedniej kolejności

). Ale nie twierdzę, że już teraz należy na siłę każdego wpychać w te środki transportu. Mniejsza z tym, że nie każdy lubi, raczej rzecz w tym, że w tej chwili nie zmieści się wszystkich. Bardziej mi chodzi o to, że także w ramach komunikacji autobusowej powinno się
rozdzielać funkcje linii. Nie powinno być tak, że jedyną linią obsługującą jakiś odcinek sieci na peryferiach (a przy tym np. dowóz do metra lub kolei) jest linia jadąca przez całe miasto. Pasażer powinien mieć alternatywę: dojeżdża
regularną linią lokalną do węzła, a stąd może jechać szyną, może wybrać autobus. Jak to sobie wyobrażam? Dajmy na to, że powstanie węzeł przesiadkowy tramwajowo - autobusowy przy Płowieckiej. Wtedy linie z Rembertowa, Wesołej, Miłosny, Wawra - czyli generalnie całego Zapłowiecza - krańcujemy w węźle, zapewniając im częstotliwości i wielkość taboru adekwatne do potrzeb, a zarazem względnie znaczny stopień punktualności. Dalej pasażer może wsiąść do tramwaju na Grochów i do centrum, ale ma też autobusy w innych kierunkach: dwie (silny ekspres i silny zwyklak) na Trasę łazienkowską, jedną przez Siekierezadę (coś w stylu 401). No i pewnie do pętli byłoby dociągnięte coś dotychczas krańcujące na Gocławiu oraz na Witolinie. Linie dalekobieżne jeżdżą, jak im sytuacja drogowa pozwala, linie lokalne, kursując regularnie, dają pasażerowie gwarancję dotarcia do węzła i
dopiero tutaj wybór, czym chce jechać dalej.
Takie węzły trzeba tworzyć, ich po prostu brakuje. Ale w wielu miejscach już dziś można je wykreować. Żeraniowi pod tym względem akurat niczego nie brakuje. Pasażer z takiej Milenijnej powinien móc tu dojechać częstą i regularną linią, a dalej wsiada w tramwaj na Pragę (ma jeszcze 509) lub na JP2, w autobus na Bródno albo w kierunku Bielan i Bemowa (112). Tylko że na razie woli mieć bezpośrednią linię z Pragi, rzadszą, utykającą w korkach. Tylko że nikt nie zauważa, że jest to ze szkodą dla dojeżdżających skądkolwiek indziej - choćby właśnie z Bródna, z Bielan. Ci ludzie docierają jakoś do białołęckiego ratusza... i dalej na piechotę. Tylko że oni się nie skarżą.