Ale miałem dziwny sen

Piątek popołudnie, stacja Plac Wilsona. Przyjeżdżają kolejne pociągi na tor z napisem "Koniec Trasy", ale ludzie nie chcą zeń wysiadać, tylko cały czas wsiadają. Wyganianie, wyciąganie i wyrzucanie nie przynosi zbytnio skutku, bo co z jednego wagonu się wygoni, to w następnym jest już kilkanaście osób. SOM-iści wyganiali osoby z pierwszego pociągu (zaproponowałem im, żeby używali paralizatorów, ale kręcili głową), ale potem sobie gdzieś poszli, a pociąg odjechał z pasażerami na tory odstawcze. Gdy przyjechał drugi pociąg, to w jednym z ostatnich wagonów czwórka młodych pasażerów była łańcuchami przywiązana do rurek

Jednego znajomy SOM-ista rozwiązał, drugiego ja - tylko trafiłem na jakiegoś dziwnego, bo zamiast ręka jego składała się z metalowych części. Potem z wagonu wyszedłem, bo pojawiła się telewizja. Przed wagonem SOM-ista stał z kijem, bo blacha wagonu była wgnieciona, prawdopodobnie przez tych samych, co przywiązali tę czwórkę. SOM-ista tłumaczył, że ten kij "w razie gdyby tamci się pojawili"

Potem na stacji był alstom - wyganianie pasażerów nie przyniosło większego skutku, więc maszynista postanowił do tyłu jechać. Potem jeszcze jeden rosyjski - jeden z pasażerów wypchniętych z wagonu przewrócił się uderzając głową o peron niczym kłoda. A potem nagle znalazłem się w Poznaniu. Rozmawiałem z jedną z miłych pań z mojego instytutu na temat mojej pracy z zakresu filologii polskiej

Miałem się z nią udać pod wskazany adres do jakiejś pani profesor. A potem się na szczęście obudziłem

No i dzięki współdziałaniu z SOM-em i maszynistami przynajmniej udało mi się w śnie odbrązowić mój wizerunek w metrze
