: 01 wrz 2012, 10:10
Jeszcze jeden głos - z "samego środka" - o nauczaniu religii w szkole:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... sowac.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... sowac.html
Forum warszawskiego transportu publicznego
https://wawkom.waw.pl/
Etyki prawie nie ma, więc w rubryce "religia/etyka" dzieci, które nie chodzą na żadne z tych zajęć, mają zwykle kreskę. To narusza ich prywatność, prawo do wolności wyznaniowej, bo od razu wszyscy wiedzą, że na religię nie chodzi.
- Dajmy spokój z tym naruszaniem prywatności i normami współczesnej poprawności politycznej, dydaktycznej.
Nie widziałem jeszcze nikogo, kto by stracił wiarę czytając Marksa, a przez złego księdza -- mnóstwo.
Krecha czyli uczeń oszczędza jakieś 60-70 godzin niezbyt produktywnie spędzanych w szkole (to, jak je wykorzysta to już jego sprawa, no ale może robić coś z jego punktu widzenia korzystniejszego)Wolfchen pisze:(znaczy brak zajęć z etyki, więc wybór religia albo krecha).
O ile są to zajęcia pierwsze lub ostatnie.px33 pisze:Krecha czyli uczeń oszczędza jakieś 60-70 godzin niezbyt produktywnie spędzanych w szkole (to, jak je wykorzysta to już jego sprawa, no ale może robić coś z jego punktu widzenia korzystniejszego)
Zapewne dlatego, że na papierze jest opcja etyki...px33 pisze:I pal licho że są oceny, to właśnie wliczanie ich do średniej (a przecież oceny z religii często/zazwyczaj są uznaniowe) jest patologią i nie wiem dlaczego TK się na to zgodził.
No niestety czasami nie są, ale nawet wtedy można spokojniej odrobić pracę domową czy w ostateczności skorzystać z komputera w bibliotece (optymistycznie zakładam że w większości szkół takie są). W pierwszym przypadku oszczędza się czas, w drugim cóż, w zasadzie spędza się go efektywniejWolfchen pisze: O ile są to zajęcia pierwsze lub ostatnie.
A teoretycznie musząpx33 pisze:No niestety czasami nie są
To to się normalnie na religii robiło, względnie czytało książkipx33 pisze:ale nawet wtedy można spokojniej odrobić pracę domową
Jednym słowem: polskie piekiełko w pełni.- Przekonałem się na własnej skórze, że Kościół katolicki nauczanie religii w szkole definiuje jako katechezę jako formę tresury katechetycznej, a to jest zupełne nieporozumienie. Jako filozof religii widziałbym nauczanie religii w szkole jako podawanie uczniom wiedzy o różnych religiach. W naszym kraju jest to jednak w zasadzie ograniczone do wiedzy o religii katolickiej. I nie można od tego uciec. Bo w polskiej szkole nauczyciel religii ma dwóch panów.
Całość: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... sowac.html
Ja mam zupełnie przeciwne wrażenie. Wywiad był w porządku i Samsonowicza uważam za rozsądnego człowieka, ale to co przytoczyłeś plus taki oto zakręt:Pink pisze:Wywiad w porządku. Do niektórych wypowiedzi mógłbym się przyczepić, ale chyba nie warto. Spodobało mi się natomiast, jak szybko i przytomnie ten człowiek uciął typowy gw-owski bełkot
...to zwyczajne rżnięcie głupa. Samsonowicz, jak każdy poruszający się w polskim (i nie tylko) świecie społecznym dobrze wie, w jaki sposób w społeczeństwie może stygmatyzować łatka niechodzącego na religię, a jak niesłuchającego wykładów o Kancie. Typowe omijanie niepasujących do światopoglądu, a realnie istniejących kwestii. A już za wzywanie imienia poprawności politycznej nadaremno bozia powinna linijką po łapkach, bo to najbardziej prymitywny, zgrany tekst, ukochany za to przez wszelkiej maści kołtunów.GW pisze:Czy religia katolicka w szkole nie narusza neutralności światopoglądowej państwa?
- A czy nauczanie zasad głoszonych przez Immanuela Kanta nie narusza tej neutralności? Znałem nauczyciela, dla którego literatura romantyczna zaczynała się i kończyła na Adamie Mickiewiczu. Czy to nie było narzucanie wizji nauczyciela? Przykłady można mnożyć.
Po za tym nie ma wykładów, że mamy obowiązkowo wierzyć w filozofię Kanta, a w szkołach nie mamy religioznawstwa, tylko wiarę w dogmaty.blinski pisze:Ja mam zupełnie przeciwne wrażenie. Wywiad był w porządku i Samsonowicza uważam za rozsądnego człowieka, ale to co przytoczyłeś plus taki oto zakręt:Pink pisze:Wywiad w porządku. Do niektórych wypowiedzi mógłbym się przyczepić, ale chyba nie warto. Spodobało mi się natomiast, jak szybko i przytomnie ten człowiek uciął typowy gw-owski bełkot...to zwyczajne rżnięcie głupa. Samsonowicz, jak każdy poruszający się w polskim (i nie tylko) świecie społecznym dobrze wie, w jaki sposób w społeczeństwie może stygmatyzować łatka niechodzącego na religię, a jak niesłuchającego wykładów o Kancie. Typowe omijanie niepasujących do światopoglądu, a realnie istniejących kwestii. A już za wzywanie imienia poprawności politycznej nadaremno bozia powinna linijką po łapkach, bo to najbardziej prymitywny, zgrany tekst, ukochany za to przez wszelkiej maści kołtunów.GW pisze:Czy religia katolicka w szkole nie narusza neutralności światopoglądowej państwa?
- A czy nauczanie zasad głoszonych przez Immanuela Kanta nie narusza tej neutralności? Znałem nauczyciela, dla którego literatura romantyczna zaczynała się i kończyła na Adamie Mickiewiczu. Czy to nie było narzucanie wizji nauczyciela? Przykłady można mnożyć.