bepe pisze:Jak będziesz chciał użyć swojej własności, a goście powiedzą "sorry, ale teraz my tu rządzimy. Mamy kolektyw", to też przyjdziesz do nich z cukierkami?
Po pierwsze, ja nigdy nie doprowadziłbym swojej własności do takiego stanu, żeby mi tam chciał wejść jakiś kolektyw. Po drugie, nigdy tak do nikogo nie powiedzieli, więc może nie bzdurz.
Poza tym tu zupełnie nie chodzi o to, co oni chcą robić w cudzym budynku. Podstawową kwestią jest to, kto jest właścicielem budynku i ma prawo do decydowania o tym, co tam się będzie znajdowało. Nie obchodzi mnie, co ktoś chce robić w moim budynku, jeśli chce to robić bez mojej wiedzy i zgody. Jak ktoś chce jakoś zagospodarować mój budynek (albo cokolwiek innego - samochód, spodnie, pióro, cokolwiek), to ma bezwzględny obowiązek przyjść i mnie o to zapytać.
Nie, to nie jest podstawowa kwestia. Ten budynek jest teoretycznie twój, ale stoi w mieście, które nie jest twoje i zajmuje wspólną przestrzeń. Jeśli nie umiesz się zatroszczyć o swoją własność, to zrobi to za ciebie ktoś inny i to jest moim zdaniem podstawa. Nie można dać się terroryzować ludziom, którzy rzucając tylko prostym hasłem 'moje' doprowadzają do degradacji i upadku przestrzeni. Ideologia nadrzędności prywatnej własności rozumiana jako 'wolnoć Tomku w swoim domku' to drugi rak po katolickiej etyce toczący polskie umysły, ale kiedyś już o tym pisałem, nie będę się powtarzał. Nie trzeba wielu słów, wystarczy popatrzeć na rozpadające się, sklecone z byle czego budy, bilbord na bilbordzie na 2 m2 przestrzeni, zabytki obkładane styropianem, megakobyły stojące pośród zabudowy jednorodzinnej, odrapane pustostany w środku miasta. Trzeba być skrajnie nieodpowiedzialnym, impregnowanym na rzeczywistość człowiekiem, żeby uznawać tę sytuację za OK, i jeszcze czepiać się tych, którzy wychodzą z własną inicjatywą i chcą zrobić w tym syfie coś pozytywnego.
Właśnie "GW" wspięła się na szczyty swoich możliwości:
http://wyborcza.pl/1,76842,12793225,Ks_ ... _Rz__.html Z wypowiedzi, która zabrała 32 wersy gazetowe wycięła trzy słowa i robi aferę. Wywiad nie jest poświęcony antykoncepcji, a zatem wywodzenie, ze ks. prof. opowiedział się za zakazem antykoncepcji jest lekko niepoważne. Wywiad dotyczy in vitro, w sprawie którego poglądy Kościoła (jak i ks. prof.) są znane od dawna.
Nie za bardzo rozumiem, o co ci chodzi. Tytuł idealnie streszcza poglądy tego pana, które maja prawo być przedstawione w mediach. Ludzie muszą wiedzieć, jacy skurwiele (z odpowiedzialnością używam tego słowa) poważają się wydawać kategoryczne oceny, patrząc z góry na innych. Spójrz na to: 'Z rozmów z rodzicami wiem, że wiele osób poddało się zapłodnieniu in vitro, nie mając pojęcia, w czym uczestniczą - opowiada. - Nie ostrzeżono ich nawet o zagrożeniach zdrowotnych. Mają dziś słuszne pretensje, że zostali wprowadzeni w błąd' - jak można być takim skurwysynem, żeby próbować wmówić czytelnikom, że rozmawiający z nim rodzice uważają dziś za błąd urodzenie się dziecka po tym, jak on im naopowiadał, jakie to zło? Bo do tego się sprowadza ta wypowiedź - gdyby wcześniej nasłuchali się księżych kłamstw, to odechciało by im się dziecka. W jakim świetle stawia tych ludzi? Co miałyby sobie potem pomyśleć ich dzieci? To jest tak elementarny brak jakiejkolwiek wrażliwości, że aż fizycznie boli. A to, że wszyscy wiedzą jakie kościół ma zapatrywania to nie znaczy, żeby mu popuszczać i po prostu to olać.
MeWa pisze:Nie wiem, ale Twoje argumenty niebezpiecznie dążą w stronę stwierdzenia, że bieda jest dziedziczna. I że skoro nie jesteśmy w stanie (nie chcemy) nic zrobić, zgódźmy się na aborcję.
Natomiast zacząć od edukacji - wprowadzić normalne wychowanie seksualne w miejsce "wychowania do życia w rodzinie", prowadzonego przez nawiedzoną katechetkę, rozdawać prezerwatywy, nie wiem

To, że bieda jest dziedziczna, to chyba naprawdę nie jest żadna nowość dla nikogo? I nie, nigdy nie powiem, że nie jesteśmy w stanie jej zmniejszyć, ale czy chciałbyś powiedzieć, że jesteśmy w stanie zupełnie ją wyeliminować? Jeśli tak, to pytałem o plan. Kiedy pytałem o to, jak zmierzyć, które rozwiązanie jest lepsze i które miałoby być wprowadzone najpierw, jednocześnie sugerowałem odpowiedź: nie da się zmierzyć, które jest lepsze, dlatego nie mamy etycznego prawa jakiegokolwiek przyjętego i znanego cywilizowanego rozwiązania, które doprowadza do polepszenia sytuacji (tzn. ograniczenie liczby niechcianych ciąż) odrzucać z gruntu.