Strona 190 z 338

: 05 lis 2012, 23:58
autor: MeWa
bepe pisze:Nie ma sztywnej granicy, która pozwalałby określić, że coś już na pewno skrajnością jest, a coś nie jest. Ale nawet moi znajomi wyborcy PiS-u przyznają, że o ile PiS można popierać, o tyle "Gazetę Polską" trzeba wyznawać, bo inaczej się nie da.
No właśnie zastanowiłbym się na ile GP jest skrajna. Trzeba byłoby sprawdzić ile osób to czyta i jak to się ma w odniesieniu do innych gazet. Kiedyś pewnie bym się z Tobą zgodził, ale ostatnio co raz częściej GP pojawia się w głównym nurcie. Już samo to, że GW często cytuje i powołuje się świadczy o tym, że co raz mniej skrajna jest GP ;)
bepe pisze:I to jest właśnie zasadnicza kwestia. Przy obecnym stanie wiedzy jedyny moment, który możemy przyjąć jako obiektywny początek człowieka, to jego poczęcie. Każdy inny będzie jakąś konwencją.
No nie - dobrze, że piszesz o "początku człowieka". Można też łatwo i bezdyskusyjnie wyznaczyć inny etap: moment przyjścia na świat.

: 06 lis 2012, 0:01
autor: blinski
MeWa pisze:"[...]to będzie arbitralnie ustalona wartość, która zawsze będzie kwestionowana". Dziwię się, że tego mi nie wytknąłeś. Mimo tego stwierdzenia próbujesz mnie stawiać w opozycji, przypisujesz mi jakieś stanowisko. Jak mam odpowiedzieć na Twoje pytanie "kiedy" w momencie, gdy nie została zakreślona dokładna definicja podstawowych kategorii i pojęć?
Nie wytknąłem, bo to nuda mielona po tysiąckroć, mam litość. Prawo ogólnie osadza się na przyjmowaniu arbitralnych wartości liczbowych, takich jak np. dojrzałość wyznaczona 18. urodzinami, czy 250 zł jako kwota której przywłaszczenie oddziela przewinienie od przestępstwa. Takie wartości są kwestionowane cały czas, mogą być modyfikowane lub nie, ale co to zmienia dla samego mechanizmu prawnego? Nic, bo nie ma innego (oczywiście oprócz totalnego bana, ale przecież uznajemy go chyba za rozwiązanie błędne). Dlatego właśnie proszę, o podanie odpowiedzi na pytanie 'kiedy' - bez takich konkretnych propozycji to jest moim zdaniem mamlanie dla mamlania, a nie dyskusja.
Chciałbym, żebyś zrozumiał, że przedstawianie sprawy na twój sposób to po prostu nieangażujący rozumu wykręt. Coś w rodzaju 'będę modelem, ale najpierw zacznę być piękny', albo 'kupię sobie 5 domów i 20 samochodów, ale najpierw wygram w totka'. Czym jest to 'najpierw' w tych stwierdzeniach oprócz pustosłowia? Czy przybliża ono podmiot do osiągnięcia celu? Bynajmniej.
Chybiona, bo zacznijmy od tego, że nie znasz na tyle dobrze mojego stanowiska w tej sprawie, by wyciągać takie wnioski (chyba że chcesz mnie przekonać, że wiesz lepiej ode mnie, co wiem i myślę).
Chodziło mi tylko i wyłącznie o to co napisałeś (a konkretnie to pierwsze zdanie z 'najpierw'), to co masz w głowie mnie nie interesuje, bo nie wiem co tam jest.
Najwyraźniej jednak dyskusji prowadzić nie potrafisz, jeśli sobie nie nakreślisz / wykreujesz osoby, którą sobie postawisz w opozycji do siebie i swoich poglądów. Czasem jednak fajnie jest podyskutować "na temat" - bez budowania barykady czy konieczności stawania po którejkolwiek ze stron.
Nie wiem, czy nie potrafię, ale prowadziłem tu niekiedy dyskusje trwające dobry tydzień z adwersarzami z którymi naprawdę nie potrafiłem znaleźć ani jednego zbieżnego punktu w przekonaniach. Przepraszam, że mogłem być niemiły, jedyne o co jestem zły to brak wysiłku umysłowego. Za same poglądy jestem zły dopiero, kiedy są w moim mniemaniu naprawdę skurwysyńskie i szkodliwe, a twoje nie są.
Niby obiektywnie piszesz, a jednak kateogryzujesz - zapewne w domyśle chciałeś napisać w ogóle o cywilizowanych rozwiązaniach w cywilizowanym świecie. Zanim jednak przyjmiemy wszystkie dostępne rozwiązania z dobrodziejstem inwentarza, warto byłoby zastanowić się nad celowością i skutecznością. Masz może jakieś badania lub statystyki które by to pokazywały? O ile zmniejszyła się liczba niechcianych ciąż wśród biednych bądź zmniejszyło środowisko biedoty po wprowadzeniu aborcji ze względów społecznych?
Dobra, od początku. Za wprowadzeniem cywilizowanych rozwiązań jestem głównie dlatego, że ich brak prowadzi do życiowej uciążliwości i niedogodności. Życie bez tych rozwiązań jest po prostu gorszej jakości, brakuje w nim godności i poszanowania prawa człowieka do wyboru życiowej drogi. Zresztą podobnie brzmiał wyrok strasburski w ostatniej sprawie - głównym zarzutem było zwiększenie poziomu życiowej niedogodności ponad akceptowalne w cywilizowanym społeczeństwie normy. Najprostszymi słowami - życie stawało się uciążliwe, kiedy wcale nie musiało się takie stawać. To jest cel sam w sobie, jeśli chodzi o możliwość dokonywania aborcji. Niestety, w kraju, w którym życie realne jest sprowadzane do jakiejś tam ścieżki do życia wiecznego, a komfort kojarzy isę głównie ze skórzanym fotelem, bo życie to ma być pot, krew i łzy, takie argumenty często rozbijają się o ścianę.
Dalej, można przechodzić do szczegółów, konkretnych rozwiązań, zadając pytania: czy lepiej wprowadzać edukację seksualną w ramach lekcji biologii, czy oddzielnie? Od podstawówki, czy gimnazjum? Automaty z kondomami w szkołach, czy też może bezpłatne rozdawanie, ale bez anonimowości u szkolnego lekarza? Konsultacje 13-latek w sprawie ciąży bez wiedzy rodziców jak ostatnio w Anglii - tak czy nie? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, bo nie wiem nawet, czy statystyki porównawcze skuteczności każdego z tych rozwiązań ktoś przeprowadził. Moim zdaniem w kraju o tak kiepskiej wiedzy seksualnej konieczne są regularne lekcje na podręcznikach napisanych przez prawdziwych seksuologów, oraz stworzenie całego kierunku na studium nauczycielskim; prezerwatywy dostępne z poziomu szkoły, oraz tabletka 'po' u lekarza szkolnego. Oczywiście zniesienie jakiejkolwiek klauzuli sumienia w jakiejkolwiek dziedzinie - praca to nie dziecinada. To powinno być załatwiane tak, jak ten pajac aplikujący na ASP - najpierw statut do podpisania z listą wykonywanych obowiązków i deklaracją etyczną, a jak nie pasuje, to fora ze dwora. Komfort ma mieć ogół obywateli w korzystaniu z danej usługi, a nie jakiś egocentryczny fagas w pojękiwaniu, że mu rąbek u spódnicy.
Natomiast co do obszarów biedy - aborcje przeprowadzane W CELU zmniejszenia biedy byłyby czymś baardzo wątpliwym etycznie. Chodzi tylko i wyłącznie o danie reprezentantom niższych warstw takiej możliwości, kiedy taka myśl się u nich pojawi. Bez żadnego nakłaniania, nawet z odwodzeniem przez psychologa od takiej decyzji. Ale z ostatecznym wyborem. Co do samych pomysłów na radzenie sobie z biedą, to jest już temat na zupełnie inną dyskusję.

: 06 lis 2012, 0:44
autor: MeWa
blinski pisze:Chciałbym, żebyś zrozumiał, że przedstawianie sprawy na twój sposób to po prostu nieangażujący rozumu wykręt. Coś w rodzaju 'będę modelem, ale najpierw zacznę być piękny', albo 'kupię sobie 5 domów i 20 samochodów, ale najpierw wygram w totka'. Czym jest to 'najpierw' w tych stwierdzeniach oprócz pustosłowia? Czy przybliża ono podmiot do osiągnięcia celu? Bynajmniej.
Wszystkie Twoje przykłady odnoszą się do mojego partykularnego interesu czy postawy związanej z moimi działaniami (bądź zaniechaniem). W nakreślaniu - Twoim zdaniem będącej wykrętem - kolejności nie mam żadnego interesu.
Odpowiadając na Twoje pytanie "KIEDY". Nie wiem kiedy. Po pięciu latach? Jak przejdzie cykl edukacyjny? Po prostu nie podoba mi się postawa "pójdźmy na łatwiznę - skoro nie jesteśmy w stanie zapewnić porządnej edukacji seksualnej, darmowych prezerwatyw, to zezwólmy na aborcję". To zamiatanie problemu pod dywan. Poza tym moje "najpierw" ma też drugi wymiar. Jeśli nie jesteśmy w stanie zapewnić porządnej edukacji seksualnej i darmowych prezerwatyw (moralne / legalne / religijne przeszkody), to tym bardziej pomysł rozszerzenia przypadków, w których można stosować aborcję, nie przejdzie. A wydaje mi się, że znacznie łatwiej będzie przeforsowanie darmowych prezerwatyw niż rozszczenie tego zakresu.
blinski pisze:Nie wytknąłem, bo to nuda mielona po tysiąckroć, mam litość. Prawo ogólnie osadza się na przyjmowaniu arbitralnych wartości liczbowych
No ale to akurat istotne z punktu widzenia tej dyskusji - który moment uznajemy za aborcję.

: 06 lis 2012, 1:00
autor: blinski
MeWa pisze:Wszystkie Twoje przykłady odnoszą się do mojego partykularnego interesu czy postawy związanej z moimi działaniami (bądź zaniechaniem). W nakreślaniu - Twoim zdaniem będącej wykrętem - kolejności nie mam żadnego interesu.
Masz rację, że do tego akurat odnosiły się moje przykłady, ale to akurat nie było punktem zaczepienia w omawianiu tej konstrukcji myślowej. Nie chodzi o twój interes, chodzi o pustkę merytoryczną takiego twierdzenia.
Odpowiadając na Twoje pytanie "KIEDY". Nie wiem kiedy. Po pięciu latach? Jak przejdzie cykl edukacyjny? Po prostu nie podoba mi się postawa "pójdźmy na łatwiznę - skoro nie jesteśmy w stanie zapewnić porządnej edukacji seksualnej, darmowych prezerwatyw, to zezwólmy na aborcję". To zamiatanie problemu pod dywan.
Zgodzę się z tobą, że taka postawa byłaby kiepska. Całe szczęście, że zbiór osób głoszących takie przekonania wynosi 0.
Poza tym moje "najpierw" ma też drugi wymiar. Jeśli nie jesteśmy w stanie zapewnić porządnej edukacji seksualnej i darmowych prezerwatyw (moralne / legalne / religijne przeszkody), to tym bardziej pomysł rozszerzenia przypadków, w których można stosować aborcję, nie przejdzie. A wydaje mi się, że znacznie łatwiej będzie przeforsowanie darmowych prezerwatyw niż rozszczenie tego zakresu.
Skąd założenie, że nie jesteśmy w stanie, tak wprowadzić realnie funkcjonujący program edukacji, jak i rozszerzyć dopuszczalne przypadki? Bo kościół mówi 'nie'? To kwestia tylko i wyłącznie jednej, odważnej (jak na polskie warunki, oczywiście) decyzji. To nie jest sprawa natury 'chodźcie, znajdźmy na Podlasiu ropę'. Układ polityczny na razie jest zabetonowany, ale nie na 100 ani nawet 10 lat.
No ale to akurat istotne z punktu widzenia tej dyskusji - który moment uznajemy za aborcję.
No dobrze, ale po co szukać odpowiedzi na pytania, na które ktoś mądrzejszy już odpowiedział? Aborcja to usunięcie płodu, a płód jest płodem, dopóki jest płodem. Do kiedy dopuszczalna? 12 tydzień - rozwój układu nerwowego. Po co sobie komplikować życie? To, że ktoś przyjdzie i powie 'veto' to jeszcze nic, niech wymyśli coś mądrzejszego.

: 06 lis 2012, 7:05
autor: pawcio
blinski pisze:To, że ktoś przyjdzie i powie 'veto' to jeszcze nic, niech wymyśli coś mądrzejszego.
Zarodek na poziomie blastocysty posiada cały materiał genetyczny na człowieka. Może być takie założenie? I co z nim wtedy poczniesz?

: 06 lis 2012, 10:06
autor: blinski
pawcio pisze:
blinski pisze:To, że ktoś przyjdzie i powie 'veto' to jeszcze nic, niech wymyśli coś mądrzejszego.
Zarodek na poziomie blastocysty posiada cały materiał genetyczny na człowieka. Może być takie założenie? I co z nim wtedy poczniesz?
Oczywiście, że może. Ale jakie ma ono znaczenie dla etyczności usunięcia takiego zarodka? Ucięty paznokieć też zawiera ludzkie DNA. Rozumiem, że pijesz do 'potencjalności'. Potencjalność to wytwór kościelnej retoryki, której nikt nią niedotknięty nie traktuje poważnie. Musisz wymyślić argument na to, w jaki sposób aborcja jest 'stratna etycznie' dla stadium rozwoju wcześniejszego niż 12 tygodni (w tym oczywiście - zarodka) w DANYM MOMENCIE.

: 06 lis 2012, 10:17
autor: pawcio
blinski pisze:Ucięty paznokieć też zawiera ludzkie DNA.
Wyrośnie z tego w nowy człowiek?
blinski pisze:Musisz wymyślić argument na to, w jaki sposób aborcja jest 'stratna etycznie' dla stadium rozwoju wcześniejszego niż 12 tygodni (w tym oczywiście - zarodka) w DANYM MOMENCIE.
Co znaczy "musisz"? Nie przesadzasz z arbitralnością swojego tonu?

: 06 lis 2012, 10:42
autor: blinski
pawcio pisze:Wyrośnie z tego w nowy człowiek?
Prosiłem o nieodnoszenie się do argumentu potencjalności, jako że jego merytoryczność stoi na poziomie 0.
blinski pisze:Co znaczy "musisz"? Nie przesadzasz z arbitralnością swojego tonu?
Musisz, jeśli chcesz poważnej rozmowy, a nie dlatego, że ja ci każę. Przepraszam, naprawdę, to jest to uczucie, kiedy wiesz, że inteligentni ludzie powielają medialne klisze zapodawane przez księży i ich akolitów bez mrugnięcia powieką. Stajesz się wtedy trochę niecierpliwy, poirytowany.

: 06 lis 2012, 10:47
autor: pawcio
blinski pisze:Prosiłem o nieodnoszenie się do argumentu potencjalności, jako że jego merytoryczność stoi na poziomie 0.
Przecież potencjalność życia w tej dyskusji jest kluczowa.
blinski pisze:Musisz, jeśli chcesz poważnej rozmowy, a nie dlatego, że ja ci każę.
W ten deseń. To załóżmy, że utrata możliwości rozwoju nowego życia jest dla mnie wystarczającym argumentem etycznym. I żaden 12 tydzień mnie w tym momencie nie będzie obchodził.

: 06 lis 2012, 10:51
autor: blinski
pawcio pisze:Przecież potencjalność życia w tej dyskusji jest kluczowa.
No właśnie, i o to chodzi. W Polsce jest to kluczowa płaszczyzna dyskusji, a w ogóle nie powinna ona istnieć. Prawo musi się opierać na przesłankach merytorycznych, kwestii etycznych nie wyłączając, jeśli ma być sprawiedliwe. Inaczej będzie tylko reprezentacją jednej, wybranej wizji świata.
W ten deseń. To załóżmy, że utrata możliwości rozwoju nowego życia jest dla mnie wystarczającym argumentem etycznym. I żaden 12 tydzień mnie w tym momencie nie będzie obchodził.
A wiec oddajesz sprawę walkowerem. Tylko nie rozumiem, po co markowałeś, że chciałeś rozmowy.

: 06 lis 2012, 10:58
autor: pawcio
blinski pisze:No właśnie, i o to chodzi. W Polsce jest to kluczowa płaszczyzna dyskusji, a w ogóle nie powinna ona istnieć. Prawo musi się opierać na przesłankach merytorycznych, kwestii etycznych nie wyłączając, jeśli ma być sprawiedliwe.
Etyka ma nie być uwzględniana w przepisach prawa? Kpisz, czy o drogę pytasz?
blinski pisze:Inaczej będzie tylko reprezentacją jednej, wybranej wizji świata.
Skoro osoby o takiej wizji świata stanowią większość społeczeństwa, to taki już urok demokracji. Prawo ma być dla ludzi, a ludzie mają określone poglądy i nic im z tego powodu nie zrobisz.

: 06 lis 2012, 11:01
autor: blinski
pawcio pisze:Etyka ma nie być uwzględniana w przepisach prawa? Kpisz, czy o drogę pytasz?
Nie wyraziłem się precyzyjnie, przyznaję. Chodzi o to, że rozwiązania kwestii etycznych także muszą podlegać w prawie merytorycznej ocenie.
Skoro osoby o takiej wizji świata stanowią większość społeczeństwa, to taki już urok demokracji. Prawo ma być dla ludzi, a ludzie mają określone poglądy i nic im z tego powodu nie zrobisz.
Tą wypowiedzią pokazałeś niestety, że nie wiesz, co to jest demokracja. Twoja definicja odnosi się do teokracji. Litościwie pominę wspominany już tutaj fakt, że w momencie uchwalania ustawy antyaborcyjnej większość społeczeństwa opowiadała się za otwartym do niej dostępem.

: 06 lis 2012, 11:07
autor: pawcio
blinski pisze:Chodzi o to, że rozwiązania kwestii etycznych także muszą podlegać w prawie merytorycznej ocenie.
Gdzie masz tak napisane? W konstytucji niczego takiego sobie nie przypominam.
blinski pisze:Tą wypowiedzią pokazałeś niestety, że nie wiesz, co to jest demokracja. Twoja definicja odnosi się do teokracji. Litościwie pominę wspominany już tutaj fakt, że w momencie uchwalania ustawy antyaborcyjnej większość społeczeństwa opowiadała się za otwartym do niej dostępem.
W momencie uchwalania ustawy antyaborcyjnej społeczeństwo w wolnych wyborach wybrało sobie przedstawicieli, którzy uchwlili takie prawo. Co w tym widzisz niedemokratycznego?

: 06 lis 2012, 11:16
autor: blinski
pawcio pisze:Gdzie masz tak napisane? W konstytucji niczego takiego sobie nie przypominam.
Jeśli zamierzasz kwestionować wymóg merytoryczności uchwalanego prawa twierdząc, że konstytucja nie zabroniłaby uchwalania rzeczy w rodzaju 'pomarańcze są złe, dlatego nie można ich jeść', to naprawdę, nie mamy o czym gadać. Nie chodzi mi o konkretny zapis, lecz o podejście do prawa.
W momencie uchwalania ustawy antyaborcyjnej społeczeństwo w wolnych wyborach wybrało sobie przedstawicieli, którzy uchwlili takie prawo. Co w tym widzisz niedemokratycznego?
I znowu, nie wiesz co to jest demokracja. To, w jaki sposób ją przedstawiasz, może się odnosić równie dobrze do monarchii elekcyjnej. Istotą demokracji, oprócz wolnych wyborów, jest jeszcze a) wymóg poszanowania praw mniejszości, b) nieustanna kontrola władzy. W dobrze funkcjonującej demokracji wybrane władze nie mogą bezkarnie wprowadzać rozwiązań dyskryminacyjnych, a jeżeli się na to poważą, mogą zostać za to strąceni za pomocą trybunału, mediów, działań opozycji. W demokracji nie ma panów na włościach.

: 06 lis 2012, 11:23
autor: pawcio
blinski pisze:Jeśli zamierzasz kwestionować wymóg merytoryczności uchwalanego prawa twierdząc, że konstytucja nie zabroniłaby uchwalania rzeczy w rodzaju 'pomarańcze są złe, dlatego nie można ich jeść', to naprawdę, nie mamy o czym gadać. Nie chodzi mi o konkretny zapis, lecz o podejście do prawa.
Nie wymóg, a postulat. Prawie to samo. Nie kwestionuję zasadności takiego postulatu, odrzucam taki wymóg jako nierealny.
blinski pisze:Istotą demokracji, oprócz wolnych wyborów, jest jeszcze a) wymóg poszanowania praw mniejszości, b) nieustanna kontrola władzy. W dobrze funkcjonującej demokracji wybrane władze nie mogą bezkarnie wprowadzać rozwiązań dyskryminacyjnych, a jeżeli się na to poważą, mogą zostać za to strąceni za pomocą trybunału, mediów, działań opozycji.
Kogo ma dyskryminować całkowity zakaz aborcji?