fik pisze:
Bo z perspektywy kierowcy najlepiej widać, czy ktoś czeka na przystanku minutę, czy piętnaście.
W ogóle to strasznie mnie wkurza, gdy widzę na sterowniku okrągłe 0 albo nawet plusy, a kierowca na pytanie pasażera o bilety tłumaczy się rzekomym spóźnieniem. Ja rozumiem, że jest to niewygodne, często niepotrzebne, ale jest to obowiązkiem kierowcy i póki się to nie zmieni, powinno być realizowane. Szczytowym
skurwysyństwem zaś jest odmawianie sprzedaży biletu i uniemożliwienie opuszczenia pojazdu w sytuacji, gdy kierowca ma świadomość, że "na wozie" ma kontrolerów.
A kto dostaje po dupie za wygodnictwo Jaśnie Państwa? Ja dostaję, w dwójnasób - najpierw w pojeździe, wystawiając kwita, swojego się nasłucham, potem odpisując na odwołanie (a każde się liczy do statystyk i ich nadmierna ilość może być przyczyną rozwiązania umowy). Wszystko dlatego, że Pan Kierowca uznał, że jest Bogiem i może decydować, kiedy pasażer miał możliwość kupna biletu na przystanku, a kiedy nie.
Fiku, nie do końca się zgodzę. Jeżdżę jedną linię na stałe, wozem z biletomatem. Dużo radości mi sprawiają ludzie, którzy regularnie kupują bilety w autobusie, z widzenia ich już kojarzę. Jedna panna wsiada codziennie przy Płockiej i do WAT jedzie, faktycznie, przy Płockiej biletu się nie da kupić. Ja po fajki zdążę wyskoczyć z wozu, ale pasażer nie da rady kupić biletu. Nie za bardzo wiem również co mam myśleć o kontrolerach, którzy widząc, że pasażer podszedł do mnie po bilet i uzyskał informację o biletomacie zatrzymują go zanim do tego biletomatu zdoła dotrzeć, a to również robią nagminnie. Czy to też kwalifikuje się pod skurwysyństwo? Moim zdaniem tak. I gdyby mnie tak kontroler zatrzymał to również miałbym dziką chęć pisania skargi. Wiesz gdzie najczęściej spotykam ludzi, którzy chcą u mnie kupić bilet? Nie na przystankach, gdzie faktycznie jest z tym kłopot. Osoby, które korzystają z komunikacji w takich miejscach zazwyczaj są w bilety zaopatrzone. Najwięcej tych, co muszą u kierowców trafia mi się zawsze w jakichś ruchliwych punktach, właśnie takich z kioskami. Pl Zawiszy, Metro Świętokrzyska, Femina, Bankowy. Pomijam tych, których nie interesuje biletomat, bo oni MUSZĄ u mnie kupić. Bo biletomat nie przyjmuje banknotów (ja przyjmuję, tylko reszty nie wydaję), bo automat jest trudny w obsłudze, bo jest za daleko. A bardzo, ale to bardzo się cieszę, jak mój regulaminowy kolega (tfu, to nie są moi koledzy, zapomniałem) postanowi sprzedawać bilet stojąc na przykład na drugiego na Ciołka. I chuj z rozkładem, z moją przerwą, z tym, że ileś osób w iluś wozach gdzieś chce dojechać, ważne że ktoś kupił bilet w dzień powszedni w południe w autobusie u kierowcy, a nie w kiosku.