pawcio pisze:Tak. Pytam poważnie, by stworzyć pewien zamknięty katalog, na podstawie którego można by stworzyć listę wyjątków od zakazu.
Bardzo zła droga. Proste i przejrzyste prawo powinno być ogólne i pozbawione w najszerszym stopniu, jakim się da, wyjątków, sytuacji szczególnych, itp. Bo potem się zaczynają chore dyskusje: a dlaczego temu a temu nie? Czemu miałoby to służyć?
Jedyną metodą na postawienie sprawy na zasadzie "równe szanse dla każdego obywatela" to
całkowite dopuszczenie aborcji - i niech każdy w zgodzie z własnym sumieniem decyduje. Przypominam może, że przecież nikt tego czynu nie jest w stanie nakazać - oraz -
takie prawo w żadnym stopniu nie stoi w sprzeczności z naukami KK. Kto nie chce, nie korzysta.
W ogóle to trochę wrócę do tematu wałkowanego tu przed ~3 dnami, bo nie zdążyłem w czasie odpowiedzieć. Hipokryzją do sześcianu jest dla mnie argument, że nie można dopuścić aborcji na żądanie, bo ile to osób pójdzie wyskrobać płód, żeby nie gadali, że panna jest puszczalska. No ludzie! Czyli co: zakładamy a priori, że w społeczeństwie deklarującym się jako wskroś katolickie jednak znajdzie się masa przypadków, gdzie ci tzw. katolicy gdzieś mają nauki wyznawanej przez siebie religii? I pod takie chore wyjątki mamy tworzyć prawo?
Bardzo, bardzo źle to w sumie o nas świadczy jako społeczeństwie, że takiego rodzaju argumenty są brane na poważnie, bez głębszej refleksji.
[ Dodano: |6 Lis 2012|, 2012 11:45 ]
pawcio pisze:Pewnie, że lepiej by tak było. Ale społeczeństwo mamy przypadkowe (jak mawiał klasyk), więc i prawodawcy tacy będą. Brutalna rzeczywistość.
No i? To mamy się temu faktowi poddać bezwolnie, czy może jednak stać nas na propozycję blinskiego - powolnego, ale jednak urabiania społeczeństwa na proste tory? Bo ta pierwsza propozycja brzmi nie tylko jak pójście po linii najmniejszego oporu, ale trochę jak patologia (pogłębianie tejże, precisely...)