: 17 cze 2006, 1:55
jak mi ktorys jeszcze zacznie mowic cos o wzglednosci nie znajac podstawowych rownan mechaniki relatywistycznej, to sie wkurze 
Podstępem trafił do kolekcji Muzeum Narodowego
Rafał Romanowski 16-06-2006, ostatnia aktualizacja 16-06-2006 22:30
23-letni artysta Rahim Blak i jego wykładowca z ASP wnieśli do Muzeum Narodowego obraz. Mimo że muzeum wcale obrazu nie chce, przepisy zabraniają go wynieść. Być może więc stanie się częścią kolekcji.
- Mamy kłopot jak z kukułczym jajem - przyznają pracownicy Muzeum Narodowego, które kilka tygodni temu nieoczekiwanie weszło w posiadanie nowego eksponatu. I to dość nietypowego, bo dzieło 23-letniego studenta krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych nie da się jednoznacznie zakwalifikować. - Ni to obraz, ni to wydruk, ot takie coś - słyszymy na portierni muzeum, przez którą kilka tygodni temu wniesiono eksponat. To duża plansza z napisem: "Wszyscy wiedzą, że oficjalnym kuratorem Rahima Blaka jest kierownik działu polskiego nowoczesnego malarstwa i rzeźby Muzeum Narodowego w Krakowie" i wizerunkiem mężczyzny w okularach.
A wszystko zaczęło się dość niewinnie, gdy 31 maja, w ostatni dzień swojej pracy w Muzeum Narodowym Wojciech Markowski (mężczyzna w okularach) wszedł z planszą pod pachą do gmachu przy al. 3 Maja 1. Od razu napotkał na opór ochroniarzy, których zaniepokoił cel filmowanej podręczną kamerą akcji wnoszenia dzieła. Strażnicy wystawili w końcu profesorowi jednorazową przepustkę "do wewnątrz". Markowski w asyście Blaka wszedł z dziełem do działu inwentaryzacji zbiorów, a po krótkiej rozmowie z pracującymi tam paniami udał się na najwyższe piętro muzeum. Tam zabrał się za instalowanie planszy między obrazami Malczewskiego, Pankiewicza, Wyspiańskiego. Sielankę przerwał ochroniarz, który nakazał obu gościom zejście wraz z dziełem do gabinetu Markowskiego. Planszę powieszono na ścianie i...
Pracy artystycznej z muzeum nie można wynieść
- No właśnie. Nawet nie wiem, czy tam dalej wisi - przyznaje Wojciech Markowski, który, choć w muzeum już nie pracuje, chce wiedzieć, jakie są losy pozostawionej tam pamiątki. Markowski i Blak są uradowani swoim pomysłem. - Wszyscy wiedzą, że jak się wnosi jakąś pracę artystyczną do Muzeum Narodowego, to nie można jej wynieść. Chyba, że ma się przepustkę "na zewnątrz", ale my jej nie mamy, bośmy się o nią celowo nie postarali. Więc praca zostanie tam na zawsze - zaciera ręce Blak.
Markowski zapewnia, że zgodnie z muzealnymi przepisami dzieło Rahima Blaka po pół roku musi zostać zinwentaryzowane. - Albo powieszą go obok Malczewskiego, albo schowają do magazynu. Ale pozbyć się go już nie mogą. Stanie się częścią kolekcji!
- Niekoniecznie - odpiera Marek Świca, wicedyrektor ds. naukowych i zbiorów Muzeum Narodowego. - Rahim Blak pewnie chciałby, żeby jego obrazki zawisły u nas na wszystkich ścianach. Ale to byłoby zbyt proste. Gdyby tak każdy podrzucał swoje eksponaty do muzeum, zabrakłoby miejsca na ich pokazywanie.
Świca potwierdza, że z obrazem jest kłopot. Wyniesienia obrazu zabrania "zarządzenie nr 4 dyrektora Muzeum Narodowego z dnia 26 sierpnia 2002 r. w sprawie systemu przepustkowego obowiązującego na terenie placówki", którego luki postanowili wykorzystać artystyczni prowokatorzy.
Pracownicy muzeum widzą jednak światełko w tunelu. - Za jakiś czas zwrócę się z oficjalnym pismem do Blaka, czy przekazuje nam swe dzieło w darze, czy zabiera z powrotem. Od jego odpowiedzi uzależniam los pracy - mówi wicedyrektor MN. Poproszony o prywatną opinię o obrazie, stwierdza, że "mógłby zostać, bo jest całkiem zabawny".
Blak podrzucał średniowieczne nokie archeologom
To nie pierwsza prowokacyjna akcja Blaka. Podczas remontu płyty Rynku Głównego podrzucał archeologom do wykopów wykonane niby w średniowieczu gipsowe atrapy telefonów komórkowych Nokia 3310, na jednym z obrazów projektował ze szczegółami opis wizyty własnej matki u rektora ASP, a wszystkie swoje dzieła, wycenione na grube tysiące złotych, zebrał w zaprojektowanej a la Media Markt ulotce reklamowej i rozesłał do... 100 najbogatszych Polaków wg tygodnika "Wprost". Jest również inicjatorem akcji członków radykalnego Stowarzyszenia im. Piotra Skargi, których, podając się za kogoś innego, nakłonił do... oprotestowania własnych dzieł.
Prace Rahima Blaka można oglądać od wczoraj na XXXVII wystawie indywidualnej w galerii F.A.I.T przy ul. Kamiennej 6.

Silnik rakietowy z XIX w. spadł na samochód
Silnik rakietowy z II połowy XIX wieku spadł na samochód zaparkowany na jednym z osiedli w Łomży (Podlaskie) - poinformował rzecznik łomżyńskiej policji Krzysztof Leończak. Nikomu nic się nie stało.
Saperzy przez kilka godzin badali i oglądali dziwny przedmiot z dyszami, który uderzył w szybę samochodu. Początkowo przypuszczano, że mogła to być część, która odpadła np. z przelatującego samolotu.
Po dokładnych oględzinach saperzy z Orzysza wskazali, że jest to stary silnik rakietowy.
Przedmiot ma ok. 15 centymetrów średnicy, 50 centymetrów długości. Saperzy ocenili, że to silnik rakietowy. Ma rosyjskojęzyczne oznaczenia - poinformował Leończak. Policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie.
Spadający z wysokości przedmiot zniszczył przednią szybę, dach i deskę rozdzielczą auta. Według policji, są świadkowie, którzy widzieli jak przedmiot upadał, są nawet tacy, którzy w znacznej odległości od miejsca tego nietypowego zdarzenia słyszeli świst.
[img]http://www.wp.pl/i/const/wp_logo_mundial.gif[/img] pisze:Prosiaczek na cenzurowanym
Turecka telewizja państwowa usunęła z programu rysunkową wersję "Kubusia Puchatka", ponieważ występuje w niej Prosiaczek - donosi gazeta "Sabah". Islam zabrania jedzenia wieprzowiny, a świnia jest przez muzułmanów uważana za zwierzę nieczyste.
Według gazety "Sabah" początkowo zastanawiano się w telewizji nad wycięciem najlepszego przyjaciela Kubusia Puchatka z kreskówki, ale okazało się, że Prosiaczek występuje tam zbyt często. Pozostało zatem zdjęcie filmu z anteny.
Ofiarą cenzury w telewizji padały już i inne filmowe świnki m.in. panna Piggy ze słynnego "Muppet Show".
Krytycy coraz częściej zarzucają państwowej telewizji, że pod rządami konserwatywnej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju premiera Recepa Tayyipa Erdogana, programy mają wyraźny przechył religijny.
Partii Sprawiedliwości i Rozwoju