Poranny koszmar na osiedlu Derby
Dwa autobusy nie przyjechały, a kierowca trzeciego wyprosił ludzi i pojechał pustym wozem, czwarty nie poczekał na pasażerów, a piąty wlókł się jak żółw – mieszkańcy os. Derby nie mieli jak dojechać wczoraj do pracy
Na ul. Skarbka z Gór ustawione są dwa przystanki. Z jednego odjeżdża autobus linii 132 do stacji metra Marymont, z drugiego – po drugiej stronie ulicy – 527 na Wolę.
Na obydwu przystankach wczoraj rano czekały tłumy pasażerów.
– Nie przyjechał „132" o godz. 8.30 ani o 8.50 – opowiada pan Julian, nasz stały czytelnik, który przez zatory autobusowe spóźnił się wczoraj ponad godzinę do pracy. – Na przystankach zbierało się coraz więcej osób, a autobusu nie było widać – relacjonuje.
W końcu po godz. 9 podjechał autobus. Zmarznięci pasażerowie weszli do środka. Niestety kierowca ich wyprosił, tłumacząc, że nie zabiera pasażerów.
– Nie wytłumaczył nam, dlaczego nie chce nas zabrać ani co się stało z poprzednimi kursami
– opowiada wzburzony pan Julian. – Burknął tylko, że mamy wysiadać. Tak też zrobiliśmy.
Po przeciwnej stronie ulicy pojawił się autobus linii 527.
Była godz. 9.09. Pasażerowie, wiedząc, że planowo odjeżdża on o godz. 9.15, pobiegli na drugi przystanek.
– Tymczasem kierowca wypuścił ludzi i odjechał sześć minut przed czasem – opowiadają pasażerowie. – Przecież nie dało się nie zauważyć, że biegnie do niego kilkadziesiąt osób – relacjonują mieszkańcy Derbów.
Pasażerowie odjechali kolejnym autobusem tej linii.
– To był koszmar, autobus wlókł się jak żółw, było w nim okropnie zimno, kierowca nie korzystał z „gorącego przycisku", tylko otwierał drzwi na każdym przystanku – wspomina żona pana Juliana, Antonina.
Droga do Śródmieścia zajęła prawie godzinę. – Mimo że pojazd miał olbrzymie opóźnienie, na pl. Zamkowym czekał ponad siedem minut – opowiada pani Barbara, która nie zdążyła na ważne spotkanie u siebie w firmie. – Oczywiście z otwartymi wszystkimi drzwiami. Kierowca tłumaczył, że musi poczekać na zmiennika. Mało co ludzie go nie zlinczowali.
Co było powodem takich opóźnień?
– W tym czasie na moście Grota-Roweckiego był wypadek – tłumaczy Paweł Kaim, dyrektor firmy ITS Michalczewski, która obsługuje część kursów linii 132. – Autobusy stały w korku nawet dwie godziny. Nie było jak się z niego wydostać.
A co z kierowcą, który nie poczekał na pasażerów? – Okazuje się, że wcale nie odjechał przed czasem, tylko przez korki na Białołęce był dziewięć minut spóźniony – mówi Adam Stawicki, rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych. – Kierowca wypuścił więc pasażerów, pozwolił wejść tym, którzy byli na przystanku, i ruszył, by nadrobić spóźnienie.