Ateizm, wiara i tematyka kościelna...
Moderator: Szeregowy_Równoległy
Mi się wydaje, że jeśli ktoś ma potrzebę pójść na mszę to nie powinien robić tego w pośpiechu między zajęciami, ale albo przed, albo po, albo zamiast... No ale nie mój cyrk, nie moje małpy.
bury me in my favourite yellow patent leather shoes / and with a mummified cat / and a cone-like hat.
- Szeregowy_Równoległy
- Szeregowe Chamidło
- Posty: 11868
- Rejestracja: 13 paź 2008, 11:37
Ale nawet taki antyklerykał jak ja jest w stanie usprawiedliwić księży pracujących w niedziele w związku z pełnieniem obowiązków kapłańskich. Tyle że to co innego niż czysto komercyjna praca na uczelni. Na uczelni nie ma mowy o posłudze kapłańskiej, jest zwykła praca zarobkowa czyli to, przeciwko czemu kler występuje.Georg pisze:Przecież księża sami pracują w niedzielę. Mało tego: z całego tygodnia najwięcej pracują właśnie w niedziele.
Czyli jeśli nauczyciel ma korki w niedzielę i na tym zarabia, to też źle robi, tak?Szeregowy_Równoległy pisze:Ale nawet taki antyklerykał jak ja jest w stanie usprawiedliwić księży pracujących w niedziele w związku z pełnieniem obowiązków kapłańskich. Tyle że to co innego niż czysto komercyjna praca na uczelni. Na uczelni nie ma mowy o posłudze kapłańskiej, jest zwykła praca zarobkowa czyli to, przeciwko czemu kler występuje.Georg pisze:Przecież księża sami pracują w niedzielę. Mało tego: z całego tygodnia najwięcej pracują właśnie w niedziele.
Nie no, ludzie, nie popadajmy w przesadę. Nie da się we współczesnym świecie w niedzielę nic nie robić. No i księża wychodzą tam, gdzie są wierni. W końcu lepiej, żeby taki student poszedł na te pół godzinki na mszę, niż nie poszedł w ogóle, bo cały dzień siedział na uczelni i nie miał kiedy. No i w końcu ma to też związek z tym, żeby przekonywać ludzi, żeby niedzielę spędzać inaczej. Przykład? W Katowicach jest kaplica w centrum handlowym. Nie dlatego, że Kościół popiera takie spędzanie niedzieli, ale dlatego że tam są wierni a księża chcą być bliżej ich. I nie jest ważna długość mszy. Ważne jest w niej uczestnictwo.
Ciekawostka - w niedzielę pierwsza msza w Warszawie jest o 6:00 w św. Krzyżu na Krakowskim Przedmieściu - byłem i nawet sporo ludzi na nią przychodzi. Z pewnością większość z nich to ludzie idąc później do pracy. A np. ostatnia msza w mieście jest o 21:30 u Dominikanów na Freta. Kiedyś czytałem ciekawy wywiad z ówczesnym ojcem, który ją stale odprawiał, który mówił, że to jest m.in. msza dla poszukujących, którzy nie chcą chodzić do kościoła, ale późnym wieczorem stwierdzą, że jednak pójdą.
Swoją drogą tłumy ludzi na tej mszy są.
Ciekawostka - w niedzielę pierwsza msza w Warszawie jest o 6:00 w św. Krzyżu na Krakowskim Przedmieściu - byłem i nawet sporo ludzi na nią przychodzi. Z pewnością większość z nich to ludzie idąc później do pracy. A np. ostatnia msza w mieście jest o 21:30 u Dominikanów na Freta. Kiedyś czytałem ciekawy wywiad z ówczesnym ojcem, który ją stale odprawiał, który mówił, że to jest m.in. msza dla poszukujących, którzy nie chcą chodzić do kościoła, ale późnym wieczorem stwierdzą, że jednak pójdą.
Tak. Byłem. Potwierdzam. Chociaż byłem trochę rozczarowany, że nie ma mszy późniejszej, niż o 21:30. W końcu w niedziele wieczorem Stare Miasto tętni życiem.
Bez przesady. 
Swojego czasu to była moja "regularna" msza. Z różnych powodów. Także z takich, że mi się wcześniej nie chciało.
Teraz dość dużą konkurencją jest "zwykła" w katedrze Floriana o 20 (choć jak proboszcz to odprawia to ma swój urok,
u niego zwłaszcza zauważyłem podejście "zamiast odklepywać cały pacierz, wypowiedz świadomie jedno zdanie z niego").
Oczywiście, jak mogę być u którychkolwiek Dominikanów (14 Służew, 16 Freta), to ich wybieram.
Teraz dość dużą konkurencją jest "zwykła" w katedrze Floriana o 20 (choć jak proboszcz to odprawia to ma swój urok,
u niego zwłaszcza zauważyłem podejście "zamiast odklepywać cały pacierz, wypowiedz świadomie jedno zdanie z niego").
Oczywiście, jak mogę być u którychkolwiek Dominikanów (14 Służew, 16 Freta), to ich wybieram.
ŁK
Spróbuj o 20:15 na Służewie. 
- fik
- Naczelne Chamidło
- Posty: 27733
- Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
- Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser
reserved pisze:Nie no, ludzie, nie popadajmy w przesadę. Nie da się we współczesnym świecie w niedzielę nic nie robić.
Zapachniało hipokryzją i wygodnictwem.reserved pisze:Zaraz... jak ktoś uważa, że in vitro to nic złego, to chyba nie jest katolikiem. Coś mi tu nie gra. To można sobie tak wybierać wybrane zasady dla siebie?
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!
Raczej rodzajem grzechu. Godzenie się na in vitro to grzech ciężki, pójście na uczelnię w niedzielę... nawet nie wiem czy jest grzechem. Jeśli już to lekkim. 
Wiem, znam, nawet byłemreserved pisze:Spróbuj o 20:15 na Służewie.
W liceum (przełom wieków) regularnie chodziliśmy na dziewiętnastkę. Nawet nie wiem, kiedy się zmieniło na 18:30.
ŁK
1 stycznia 2013 r. 
- fik
- Naczelne Chamidło
- Posty: 27733
- Rejestracja: 10 gru 2005, 12:34
- Lokalizacja: so wait for me at niemandswasser
Ale to w końcu można sobie tak wybierać wybrane zasady dla siebie, czy nie?reserved pisze:Godzenie się na in vitro to grzech ciężki, pójście na uczelnię w niedzielę... nawet nie wiem czy jest grzechem. Jeśli już to lekkim.
raz szalem, raz racą kibolskie łajdactwo!
Ludzie... a czy nikt z Was nie słyszał o tym, że na analogicznej zasadzie jak "w czasach zakazanych zabaw hucznych nie urządzać", tak w niedzielę nie chodzi o to, by prawdziwy katolik (oprócz obowiązkowego pójścia na mszęreserved pisze:Nie no, ludzie, nie popadajmy w przesadę. Nie da się we współczesnym świecie w niedzielę nic nie robić.
Moim zdaniem religia skłania nas tutaj do tego, by nie popadać w skrajności: kult konsumpcji i mamony, pracoholizm, skupianie się na kondycji trawnika czy zawartości szafy i lodówki, zamiast pielęgnowania więzi (z Bogiem i bliźnimi) i chwili refleksji nad sensem tego wszystkiego.
Komentarz nie do Ciebie (bo raczej nie Ty ten skrót myślowy wymyśliłeś, lecz hierarchowie) - ale IMHO to rzewna bzdura. Grzechem nie jest sama idea in vitro. Grzechem jest sposób jej wykonania - zabijanie życia ludzkiego (co do definicji początku którego toczył się odrębny spór).reserved pisze:Godzenie się na in vitro to grzech ciężki
Jeśli opracowano by metodę in vitro, w której zapładniany zostaje tylko jeden zarodek, który ma żyć - a nie wybierany jeden spośród wielu, zaś reszta uśmiercana - obie strony mogłyby być zadowolone. Problem w tym, że ktoś tego nie chce, bo komuś zależy by wciąż brały się ze sobą za łby Polska A i B, katolicka i laicka, homo i hetero itd. itp. - to wtedy zapomną słusznie nakopać tym naprawdę winnym.
Nie ma człowieka bez grzechu. Nie da się nie grzeszyć. Nie da się przeżyć chwili bez grzechu. Dlatego po raz kolejny podkreślam, że co innego grzech ciężki, a co innego grzech lekki. Słyszałem też taką teorię, że przed Komunią św. w czasie mszy przepraszamy jeszcze raz Boga za to, że popełniliśmy grzech rozkojarzenia w czasie mszy. To są takie grzechy, których nie da się nie popełniać, bo jesteśmy tylko ludźmi. Ale tak jak mówię... to tak jak jest różnica, czy jedziesz samochodem w stylu tego słynnego Froga z M3, a co innego fakt, że jadąc z punktu A do punktu B musiałeś gdzieś jakiś przepis choć minimalnie nagiąć, bo nie jesteś idealny i po prostu się nie da idealnie jeździć.fik pisze:Ale to w końcu można sobie tak wybierać wybrane zasady dla siebie, czy nie?reserved pisze:Godzenie się na in vitro to grzech ciężki, pójście na uczelnię w niedzielę... nawet nie wiem czy jest grzechem. Jeśli już to lekkim.
Jeszcze raz podkreślam - grzech ciężki - słowo klucz. Poczytaj sobie o nim. O tym mówiłem w kontekście dobierania sobie zasad. Przede wszystkim o tym.