reserved pisze:Nie no, ludzie, nie popadajmy w przesadę. Nie da się we współczesnym świecie w niedzielę nic nie robić.
Ludzie... a czy nikt z Was nie słyszał o tym, że na analogicznej zasadzie jak "w czasach zakazanych zabaw
hucznych nie urządzać", tak w niedzielę nie chodzi o to, by prawdziwy katolik (oprócz obowiązkowego pójścia na mszę

) leżał do góry pępem i gnił? Chodzi o pracę
ciężką, zwłaszcza nie zarobkową. Chodzi też o wybór, lub jego brak - czyli to, czy ta praca to rzeczywista konieczność, czy kaprys.
Moim zdaniem religia skłania nas tutaj do tego, by nie popadać w skrajności: kult konsumpcji i mamony, pracoholizm, skupianie się na kondycji trawnika czy zawartości szafy i lodówki, zamiast pielęgnowania więzi (z Bogiem i bliźnimi) i chwili refleksji nad sensem tego wszystkiego.
reserved pisze:Godzenie się na in vitro to grzech ciężki
Komentarz nie do Ciebie (bo raczej nie Ty ten skrót myślowy wymyśliłeś, lecz hierarchowie) - ale IMHO to rzewna bzdura. Grzechem nie jest sama idea in vitro. Grzechem jest sposób jej wykonania - zabijanie życia ludzkiego (co do definicji początku którego toczył się odrębny spór).
Jeśli opracowano by metodę in vitro, w której zapładniany zostaje tylko jeden zarodek, który ma żyć - a nie wybierany jeden spośród wielu, zaś reszta uśmiercana - obie strony mogłyby być zadowolone. Problem w tym, że ktoś tego nie chce, bo komuś zależy by wciąż brały się ze sobą za łby Polska A i B, katolicka i laicka, homo i hetero itd. itp. - to wtedy zapomną słusznie nakopać tym naprawdę winnym.