Strona 29 z 31
: 18 gru 2009, 15:35
autor: Bastian
Jakoś mało radosne te ostatnie posty, więc z tematu "Radość" przeniosłem je tutaj...
: 19 gru 2009, 13:53
autor: TOMEK
Bardzo dobrze zrobiłeś, ten temat idealnie pasuje do tego wątku.
Szamot pisze:Prawda.
Czas wyrównuje różnice jak mu się nie przeszkadza.
Problem w tym, że to nie kwestia różnic tylko egoizmu i obłudy. Choć różnice pojawiły się wtedy, kiedy jedno zaczęło robić wszystko przeciwko drugiemu nie mówiąc jednocześnie o co chodzi, co jest nie tak lub wymyślając sztuczne problemy, a w końcu tworząc sztuczny dystans. Czy dążenie do własnego szczęścia poprzez granie na uczuciach jest w porządku? Czy może wykorzystanie "po drodze" do tego celu kogoś, kto się zaangażuje, mimo że jest na straconej pozycji ma być "nauczką" za naiwność

: 19 gru 2009, 17:39
autor: Bastian
Doszukujesz się grania, wykorzystania. A można się po prostu bać powiedzieć wprost.
: 19 gru 2009, 23:34
autor: TOMEK
Było mówione wprost, ale jednocześnie było rozdarcie wewnętrzne i niezdecydowanie, a ja nie chciałem tracić tego co miałem, chciałem o to walczyć i zrobić wszystko, żeby to trwało, a ostatecznie straciłem wszystko co było do stracenia. Znalazłem się w punkcie wyjścia, łatwo przyszło, łatwo poszło...
: 19 gru 2009, 23:40
autor: hafilip84
Hmmm... Nie chcę prawić morałów, ale wydaje mi się, że związek to "my", a nie "ja" i "ty"... W tym momencie jeśli jedna osoba nie chce tego związku, to druga powinna zrezygnować... Bo jeśli nie wchodzi w grę "my", to związek nie ma sensu, byłby bardzo krzywdzący dla tej pierwszej osoby...
: 19 gru 2009, 23:54
autor: TOMEK
No właśnie pytanie czy kiedykolwiek było to "my" tak naprawdę, teraz coraz bardziej dostrzegam, że chyba nie. W końcu przez cały czas był ktoś, kto był dla mnie stałą konkurencją, a na mnie to działało po prostu mobilizująco. Nie miałem tego komfortu psychicznego, miałem wręcz dyskomfort. Całościowo bardzo mnie to zniszczyło psychicznie...
: 19 gru 2009, 23:59
autor: hafilip84
Wtedy tym bardziej na Twoje pierwotne pytanie należy odpowiedzieć tak jak Bastian: dostosować się.
: 20 gru 2009, 3:12
autor: TOMEK
W sumie to nie mam innego wyjścia, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdzie dwóch się biło tam trzeci skorzystał.
"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam.
Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam.
Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok,
bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd;
ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."
: 20 gru 2009, 7:52
autor: hafilip84
Spokojnie... Wszystko przed Tobą... Też kiedyś myślałem, że świat się wali... Z perspektywy czasu i nowych wydarzeń uważam, że dobrze się stało...
: 20 gru 2009, 12:38
autor: Jarek
Gacek pisze:Pytanie moralne: czy lepiej podejmować różne w skutkach decyzje (i dobre, i złe) z pełną świadomością złych skutków złych decyzji- jednocześnie mając nadzieję, ze tych dobrych będzie wiecej? Czy też podejmować tylko takie decyzje, które z naszego punktu widzenia są dobre (i narazić się)?
Jako dwudziestokilkulatek na kierowniczym stanowisku (na państwowy) poprzysiągłem sobie, że nie podejmę zadnej decyzji będacej niezgodna z moim przekonaniem o jej słuszności. I tak myślę- czy za te kilkanaście lat mój pogląd się zmieni czy nie?
A co ma powiedzieć pan - nazwijmy go X -, kto nie jest bynajmniej na kierowniczym stanowisku. I ma przełożonego - powiedzmy pana Y lub pana Z - którzy podejmują z różnych względów decyzje niekompetentne? Dostosować się, czy obstawać przy swoim nie mając żadnych szans przebicia?
: 22 gru 2009, 0:41
autor: Szamot
TOMEK pisze:W sumie to nie mam innego wyjścia, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdzie dwóch się biło tam trzeci skorzystał.
Dlaczego najgorsze? Moze tak mialo być? Pamiętaj, ze ta druga osoba tez ma uczucia, rozsądek, wolę i intelekt. Nie jest towarem do zdobycia, tylko świadomym człowiekiem podobnie jak Ty.
Jak uczucia wobec partnera z obu stron sa skrajnie różne - czas odejść. Tak to działa. I obiektywnie, logicznie, na spokojnie i z dystansem tak to powinno wyglądać, tak musi wyglądać i zawsze tak będzie wyglądało. Czy tego chcemy czy nie.
Nie wiem czy Ci to mowiłem, ale byłem kiedyś z pewnym człowiekiem. Poznaliśmy się tak po prostu, w sumie nawet nie wiem kiedy, co i jak zaiskrzyło, ale spotykaliśmy się - byliśmy. W pewnym momencie to co do siebie czujemy zaczęło sie jednak rozjeżdżać. Doszło do takiej sytuacji, że jedna ze stron nie mogła juz więcej z siebie dać. Druga nie mogła bez cierpienia wziąc mniej. Pomimo bardzo dużego wzajemnego szacunku i sympatii oboje sie zaczęliśmy męczyć i czuliśmy się z tym źle. Zdecydowaliśmy się rozsatać i ostudzic znajomość. Obecnie nie spotykamy się zbyt często, gdyż są tam gdzieś cały czas niedogaszone uczcia, ale obaj wiemy, że jakby coś się dzialo u drugiego możemy na siebie liczyć.
Naprawdę czasami nie ma innej drogi, jak się schylić, pozbierać ten potłuczony talerz razem z zapiaszczonym darem z ziemi, zawinąć w gazetę, zasalutować, zrobić w tył zwrot i odmaszerować. Bo nie o to chodzi w związku, żeby komukolwiek było źle. To zaprzeczenie jego idei.
Ważne jest również by być mężczyzną i umieć zakończyć go z klasą. Czasem boli, ale wiem, że jest to możliwe. Każdy związek jest jakimś doświadczeniem - wartościa trwałą, lub tylko etapem w życiu. Czas pokleić ten talerzyk i brać się za kolejny. W sercu przez chwile troche piasku będzie, ale i ten się obsypie. Pod warunkiem, że nie bedziesz rozdrapywał ran, tylko dasz spokój i powolisz im grzecznie się goić.
Trzymam kciuki 
: 22 gru 2009, 1:50
autor: TOMEK
Szamot pisze:TOMEK pisze:W sumie to nie mam innego wyjścia, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdzie dwóch się biło tam trzeci skorzystał.
Dlaczego najgorsze? Moze tak mialo być? Pamiętaj, ze ta druga osoba tez ma uczucia, rozsądek, wolę i intelekt. Nie jest towarem do zdobycia, tylko świadomym człowiekiem podobnie jak Ty.
Nigdy nie traktowałem jej jak "towar do zdobycia", po prostu starałem się robić wszystko jak najlepiej. A jeżeli ta osoba nadużywa pewnych dwóch słów wyrażających uczucie, bo tych uczuć w rzeczywistości nie okazuje i wymaga zachowania dystansu to w tym momencie już nie wiedziałem o co chodzi. Chyba, że się chce celowo kogoś do siebie zniechęcić to można się posunąć do takich zagrywek.
Szamot pisze:
Jak uczucia wobec partnera z obu stron sa skrajnie różne - czas odejść. Tak to działa. I obiektywnie, logicznie, na spokojnie i z dystansem tak to powinno wyglądać, tak musi wyglądać i zawsze tak będzie wyglądało. Czy tego chcemy czy nie.
Skrajnie różne to nie były, mój błąd polegał na tym, że do końca nie chciałem odpuścić, a z drugiej strony zabrakło jednej poważnej rozmowy, wyjaśnienia niedomówień i znalezienia płaszczyzny do przyjaźni.
Szamot pisze:
Nie wiem czy Ci to mowiłem, ale byłem kiedyś z pewnym człowiekiem. Poznaliśmy się tak po prostu, w sumie nawet nie wiem kiedy, co i jak zaiskrzyło, ale spotykaliśmy się - byliśmy. W pewnym momencie to co do siebie czujemy zaczęło sie jednak rozjeżdżać. Doszło do takiej sytuacji, że jedna ze stron nie mogła juz więcej z siebie dać. Druga nie mogła bez cierpienia wziąc mniej. Pomimo bardzo dużego wzajemnego szacunku i sympatii oboje sie zaczęliśmy męczyć i czuliśmy się z tym źle. Zdecydowaliśmy się rozstać i ostudzic znajomość. Obecnie nie spotykamy się zbyt często, gdyż są tam gdzieś cały czas niedogaszone uczucia, ale obaj wiemy, że jakby coś się dzialo u drugiego możemy na siebie liczyć.
Ja się nie męczyłem, dla mnie to cały czas była radość i zawsze byłem z nią, kiedy mnie potrzebowała. Teraz już nie potrzebuje, bo ma kogoś lepszego na każde zawołanie.
Szamot pisze:Naprawdę czasami nie ma innej drogi, jak się schylić, pozbierać ten potłuczony talerz razem z zapiaszczonym darem z ziemi, zawinąć w gazetę, zasalutować, zrobić w tył zwrot i odmaszerować. Bo nie o to chodzi w związku, żeby komukolwiek było źle. To zaprzeczenie jego idei.
Chyba, że jedno jest bardzo niestabilne emocjonalnie i samo nie wie czego chce, raz kocha, a za chwilę nienawidzi...
Szamot pisze:
Ważne jest również by być mężczyzną i umieć zakończyć go z klasą. Czasem boli, ale wiem, że jest to możliwe. Każdy związek jest jakimś doświadczeniem - wartościa trwałą, lub tylko etapem w życiu. Czas pokleić ten talerzyk i brać się za kolejny. W sercu przez chwile troche piasku będzie, ale i ten się obsypie. Pod warunkiem, że nie bedziesz rozdrapywał ran, tylko dasz spokój i pozwolisz im grzecznie się goić.
Trzymam kciuki 
Dzięki, staram się...
: 22 gru 2009, 23:39
autor: Jarek
TOMEK pisze:raz kocha, a za chwilę nienawidzi...
E, to ja maam tak cały czas.

Człowiek wie przynajmniej, że żyje, odczuwa. Ale to może dlatego, że ja mam prostsza konstrukcję emocjonalna niż np. taki Szamot.

: 23 gru 2009, 0:18
autor: Szamot
Tomek. Naprawdę tu nie ma niczyjej winy!
Po prostu czasem w życiu tak bywa.
Im szybciej uda ci sie to zrozumieć i zaakceptować, tym lepiej dla Ciebie.
I nie tylko dla Ciebie.
Pozdrawiam
: 13 sty 2011, 21:53
autor: bohunu
Czy warto jest czekać nie wiedząc na co dokładnie się czeka?
Czy warto jest czekać, wiedząc, że to nie jest to czego się szukało, choć sprawiało takie wrażenie? A mimo wszytko uważa się to za idealne...
Czy warto jest czekać, mimo, iż to czekanie sprawia cholerny ból...
Czy warto jest czekać, gdy ta druga osoba mówi "Proszę, czekaj."?