Strona 29 z 60

: 28 kwie 2011, 18:21
autor: Rosa
Ciekawsze jest to czy jakaś podwarszawska gmina zrezygnuje teraz z warszawskiej komunikacji. Gminy beda płaciły duzo a pasażerowie jeszcze więcej. Ktos może wpaśc na pomysl że cos takiego już jest nieoplacalne. Nie zdziwiłbym się gdyby ktos zrezygnował. Można tez spokojnie załozyc że żadna nowa gmina się nie podłaczy, to staje się nieoplacalne.

: 28 kwie 2011, 20:08
autor: Aligator
Oj nie wydaje mi sie ze będzie droższe utrzymanie komunikacji własnej - oczywiście na początku na pewno bo trzeba zorganizować jakiś tabor ale później to na 100% będzie tańsze / tak jak pisałem nie ma dużej grupy darmozjadów administracyjnych /

Tylko co was naszło na to że gmina musi kupować tabor?
Nie może po prostu zlecić wszystkiego podwykonawcy?
Bo akurat nie mam wątpliwości, że MZA, Mobilis, czy ITS są przedsiębiorstwami rentownymi, podobnie jak TW czy MW.

Generalnie to mógłbym się czepić tego że Mobilis i ITS muszą być rentowne bo by wypadły z rynku. To miasto dopłaca do przewozów nie ITS - ajenci to zwykłe firmy wykonujące zlecenia ;)

Z MZA, TW, SKM i MW jest trochę inaczej bo to spółki miejskie i miasto w każdej chwili może je dokapitalizować zwiększając kapitał zakładowy...

To jest komunikacja zbiorowa a nie okazjonalna, a koszt jednym tylko jest z czynników i bynajmniej nie najważniejszym.

Tyle tylko że to właśnie ci klienci stali a nie okazjonalni generują deficyt bo póki co tylko bilety jednorazowe i czasowe są rentowne, natomiast straty powstają na okresówkach.
Moim zdaniem podnosząc ceny jednorazowych źle robią - bo tylko zniechęcą tych pasażerów na których choć trochę odbijali sobie straty...


czy aby napewno bez przesady
Mst. Warszawa
Podwyżka cen użytkowania wieczystego o 1500 % !!!!!
Podwyżka cen biletów komunikacji publicznej prawie o 100 % !!!!
Planowane wprowadzenie opłat za wjazd do centrum
Cąły kraj
Podwyżka VAT - wyszło średnio ok 10%
Wysoka akcyza na paliwa
Planowany podatek ekologiczny

Władza cały czas narzeka na brak pieniędzy, ale premie w wysokości nie raz przekraczające 10 krotnie roczne przychody wielu podatników, koszty życia rosną w Polsce bardzo szybko a płace są niezmienne.
Spoko jak tak dalej pójdzie to inflacja wszystko wyrówna :D

Jeśli płacę 116 zł za bilet i jadę częściowo za miastem, a częściowo w mieście, to 78 zł "zalicza się" na koszt komunikacji w Warszawie, a tylko 38 "na koszt wyjazdu za miasto".
Łopatologiczne tłumaczenie ale jakiś sens ma - w końcu bilet drugiej strefy to bilet strefy 1 + dopłata ;)

No pewnie! Lepiej ich nie robić wcale, żeby opozycja mogła grzmieć o zadłużaniu się miasta. Albo podnieść tylko koszty miesięcznego, populistycznie zostawiając jednorazowy bez zmian.


Opozycja to sobie może grzmieć, sama nie postępowała inaczej - jeśli oczywiście mówimy o tej liczącej się opozycji ;)

Teoretycznie mieszkanie bez meldunku jest karalne - miejsce zamieszkania to KC raczej :-k

A praktycznie obowiązek meldunkowy został zniesiony... ;)

: 28 kwie 2011, 22:54
autor: Bernard
Obrazek

Ratusz przeszarżował z podwyżką cen biletów

Nawet najbardziej ambitny plan inwestycyjny nie może być dla władz Warszawy wymówką dla podwyższania cen biletów komunikacji miejskiej aż o 100 proc. w ciągu dwóch i pół roku. Po co straszyć pasażerów takimi prognozami?


Zarząd Transportu Miejskiego przygotował je na polecenie skarbnika miasta, o czym z naciskiem mówi Leszek Ruta, szef ZTM. Można odnieść wrażenie, że od tych planów się dystansuje. Po ratuszu chodzą słuchy, że wspominał nawet o dymisji.

Jak pisaliśmy wczoraj, po raz pierwszy Rada Warszawy dostała projekt podwyżek rozpisany od razu na trzy etapy do stycznia 2014 r., czyli do końca obecnej kadencji samorządu. Wydawałoby się, że to uczciwe postawienie sprawy - już teraz wiemy, że za dwa i pół roku cena biletów jednorazowego i 20-minutowego byłaby niemal dwukrotnie wyższa niż dziś, a podmiejskie i dobowe zdrożeją o 100 proc. Tak jednak było tylko w czasie hiperinflacji na początku lat 90., gdy cena jednorazowych skoczyła z 2 tys. do 4 tys. zł, a po półtora roku znowu do 6 tys.

Pochwał więc być nie może. Ujawnienie planów ogromnej skali podwyżki było nieodpowiedzialne, a ich przyjęcie przez radnych zrujnowałoby budowany w ostatnich latach wizerunek komunikacji. Ona powinna pozostać atrakcyjna - także cenowo - dla jak największej liczby mieszkańców całej aglomeracji, by przyciągać nowych pasażerów. Zamiast więc podawać szczegółowe ceny z tak dużym wyprzedzeniem, lepiej przyjąć zasadę corocznej podwyżki o poziom inflacji plus wskaźnik inwestycyjny, którego wysokość należałoby przedyskutować.

O wskaźnik inflacji

Dziś warszawska komunikacja jest najlepsza w Polsce, co przyznaje wiele osób, które przyjeżdżają do stolicy. Działa rozbudowana siatka połączeń nocnych, przybywa nowoczesnych tramwajów i autobusów, mamy jedyny w kraju system biletowy, który obejmuje kolej podmiejską. Jego organizacji podjął się przed czterema laty podlegający warszawskiemu ratuszowi ZTM, choć w normalnie działających aglomeracjach odpowiadałyby za to władze regionu (w ´le-de-France wokół Paryża do szybkich kolei dokłada się nawet budżet państwa). Siłą rzeczy system nie jest więc doskonały - Warszawa musi do niego dopłacać, i to znacząco. To jeden z powodów, dla których najwięcej (aż o 33 proc. od sierpnia tego roku) miałyby zdrożeć bilety podmiejskie. Warto jednak przypomnieć, że podczas ostatniej podwyżki w czerwcu 2008 r. one akurat staniały (z 4,8 do 4,2 zł).

O podwyżce przesądzą głosy Platformy Obywatelskiej, która ma w Radzie Warszawy większość - 33 z 60 radnych. Jej samorządowcy i ratusz podkreślają, że chcą chronić przed wzrostem cen stałych pasażerów mieszkających stolicy. Ponieważ większość z nich używa biletów okresowych, które są kodowane na karcie miejskiej, najmniej od sierpnia miałyby zdrożeć 90-dniowe - ze 196 do 220 zł, czyli o 11 proc. To właściwie poziom inflacji, która od marca 2008 r. do marca 2011 r. wyniosła 10,5 proc. Jednak już wzrost ceny 30-dniowych ma być 15-procentowy: z 78 do 90 zł.

Rykoszetem w 20-minutowe

Władze miasta wyszły z założenia, że mało kto ze stałych pasażerów kupuje bilety jednorazowe, więc ich cenę można podnieść od sierpnia aż o 22 proc. (z 2,8 do 3,6 zł). Jest to o tyle błędne założenie, że jej pochodną są ceny biletów podmiejskich, dobowych, a przede wszystkim 20-minutowych, których sprzedaje się już dwukrotnie więcej niż jednorazowych. Wprowadzone przed trzema laty stały się hitem warszawskiej komunikacji - płacisz równo 2 zł (ulgowy za złotówkę) i podjeżdżasz dwie-trzy stacje metrem, a czasu wystarczy ci jeszcze na szybką przesiadkę do tramwaju czy autobusu. Tak robi wiele osób, które komunikacją jeżdżą na tyle rzadko, że nie potrzebują biletów 30 - albo 90-dniowych. Dla nich podwyżka o 30 proc. z 2 do 2,6 zł, a docelowo aż o 90 proc. do 3,8 zł w 2014 r., byłaby bardzo dotkliwa. Pytanie: ile osób w ogóle przestanie wtedy płacić za przejazd?

Mimo zachowania dotychczasowej polityki podwyżkowej - od dawna w większym stopniu drożeją bilety jednorazowe niż długookresowe - trudno zrozumieć aż tak wielką skalę wzrostu cen tych pierwszych. Przy 10,5-procentowej inflacji, ambitnych planach inwestycyjnych oraz dużych zakupach autobusów i wagonów do przełknięcia byłaby podwyżka najwyżej kilkunastoprocentowa. Przy czym dla biletów 30 - i 90-dniowych bliżej 10 proc., a dla jednorazowych - w przedziale 15-20 proc. W tym przypadku zdrożałyby z 2,8 do 3,2 zł (wzrost o 14 proc.) lub do 3,4 zł (o 17 proc.). Wtedy na osłodę można by je połączyć z 40-minutowymi, co byłoby też ulgą dla dużej części pasażerów spod Warszawy. Przypomnijmy, że w 2008 r. ratusz planował podwyżkę cen jednorazowych z 2,4 do 3 zł (o 25 proc.), ale po interwencji radnych skończyło się na 14 procentach, i to po siedmiu latach bez zmieniania taryfy!

A co z przywilejami?

W tym roku podwyżki ciężko będzie uniknąć. Każdy z nas wie, jak bardzo drożeją paliwa czy energia elektryczna. Jednak czy ratusz zrobił wszystko, by wzrost cen biletów ograniczyć do minimum? Urzędnicy straszą jego prognozami do 2014 r., a ja wolałbym się dowiedzieć, jak bardzo obciążają budżet miasta wszystkie przywileje, które w ostatnich latach były przyznawane lekką ręką. Czy naprawdę prawo do darmowej jazdy powinny mieć rodziny i konkubenci wszystkich osób zatrudnionych w komunikacji? Dlaczego miasto nie podnosi cen biletów seniora? Po ukończeniu 65 lat niezależnie od wysokości emerytury nadal będzie można kupić bilet na cały rok za jedyne 40 zł, a po siedemdziesiątce zbędny jest nawet ten wydatek (kiedyś komunikacja była darmowa dopiero od 75. roku życia).

Wciąż jest też wiele nietrafionych wydatków w samej komunikacji. Mamy linie autobusowe, które dublują Szybką Kolej Miejską i tramwaje. Jaki jest sens utrzymywać np. autobus 214, którym po Białołęce oprócz kierowcy jeżdżą najwyżej dwie-trzy osoby, a najczęściej nie jeździ nikt?

Czy rzeczywiście niezbędne są wszystkie inwestycje, którymi ratusz uzasadnia wzrost cen biletów? Może warto odłożyć np. budowę linii tramwajowej z Żerania na Tarchomin, skoro będzie tam można dojechać tramwajem ze stacji metra Młociny albo Szybką Koleją Miejską do pobliskich stacji. Być może nie stać nas też na razie na nowy most z linią tramwajową między Żoliborzem a Bródnem. Trzeba też dokładnie przemyśleć harmonogram budowy peryferyjnych odcinków drugiej linii metra, która przez wiele lat będzie największym obciążeniem dla budżetu miasta. Nie wolno z tego powodu bez opamiętania drenować portfeli pasażerów.
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... letow.html

: 29 kwie 2011, 8:54
autor: Cypis
Aligator pisze:Tyle tylko że to właśnie ci klienci stali a nie okazjonalni generują deficyt bo póki co tylko bilety jednorazowe i czasowe są rentowne, natomiast straty powstają na okresówkach.
Skąd takie dane?

: 29 kwie 2011, 22:07
autor: Łukasz
Cypis pisze: Kup sobie samochód, naprawiaj go, zaparkuj i opłać OC, wtedy możemy porozmawiać o kosztach.
Demagogia. Nikt nie kupuje samochodu TYLKO po to, żeby nim jeździć do pracy. A jak się chce nim jeździć na weekendy czy wakacje, to trzeba go i tak kupić, naprawiać, opłacić OC, często też AC.

Jedyny realny porównywalny koszt to bilet v.s. parking+benzyna. Jest może nieporównywalny, może samochodem wychodzi kilka razy drożej, ale i komfort jest kilka razy większy, jeśli ktoś nie musi jechać ze wszystkimi i umie choć trochę ominąć korki.

[ Dodano: |29 Kwi 2011|, 2011 22:08 ]
MeWa pisze:pytanie, czy by to przeszło i nikt by tego nie zaskarżył do UOKiK itp.
Tzn. nie można promocji wprowadzić "z dowodem z W-wy"?

[ Dodano: |29 Kwi 2011|, 2011 22:10 ]
chester pisze:Dochodzimy do absurdu. Załóżmy, ze mam prestiżowy adres zameldowania, którego nie opłaca mi sie zmieniać. Rozwiązaniem byłoby zameldowanie czasowe w Warszawie, ale ono na wspomnianych dokumentach nie bedzie występować, a bede już w zgodzie z absurdalnym obowiązkiem meldunkowym. I gdzie tu wtedy dowód? Powtarzam - nie w meldunku ratunek, prędzej w weryfikacji numeru NIP.
Można by to robić na zasadzie jakichś kosztów uzyskania przychodu, ale musiałoby to być rozwiązanie ogólnokrajowe. Teraz chyba można tylko sobie odliczyć jak się mieszka w innej miejscowości. Przecież to niekoniecznie ZTM musi dawać tę zniżkę, a raczej zależy na tym miastu.

: 30 kwie 2011, 0:07
autor: Cypis
Łukasz pisze:
Cypis pisze: Kup sobie samochód, naprawiaj go, zaparkuj i opłać OC, wtedy możemy porozmawiać o kosztach.
Demagogia. Nikt nie kupuje samochodu TYLKO po to, żeby nim jeździć do pracy. A jak się chce nim jeździć na weekendy czy wakacje, to trzeba go i tak kupić, naprawiać, opłacić OC, często też AC.
Sam jesteś demagogia. Ktoś gdzieś mówił, że samochód służy TYLKO do dojazdów do pracy? Policz realne koszty i wróć. Cena samego biletu wobec kosztów samego paliwa to demagogia właśnie.
Łukasz pisze:Jedyny realny porównywalny koszt to bilet v.s. parking+benzyna.
No toć mówię -- kup samochód, policz REALNE koszty i wróć. Przy liczeniu nie zapomnij o kosztach wynikających li tylko z przebiegu samochodu.
Łukasz pisze:Jest może nieporównywalny, może samochodem wychodzi kilka razy drożej, ale i komfort jest kilka razy większy, jeśli ktoś nie musi jechać ze wszystkimi i umie choć trochę ominąć korki.
Już pisałem wcześniej, że być może dochodzimy do granicy koszt/jakość. Nikt nie wybierze biletu choćby i za 10 groszy jeśli oferta będzie poniżej oczekiwania. Czytaj ze zrozumieniem, proszę. I zauważ, że sam napisałeś "być może kilka razy drożej". Czyli koszt nie jest jedynym czynnikiem wyboru. Cbdo.

P.S.
Samochód często służy TYLKO do dojazdów do pracy. Ja np miałem czas jakiś. Do wycieczek dalszych był drugi. Znaczy pierwszy.

: 30 kwie 2011, 10:32
autor: Aligator
Skąd takie dane?

Poproś ZTM :)

01. W innych miastach bilety jednorazowe są tańsze.
02. Sami przedstawiciele ZTM na ich stronie FB przyznają że bilety jednorazowe w Warszawie są "tak drogie" ponieważ dopłaca się z nich do komunikacji nocnej - mniemam że wiedzą co piszą na oficjalnym kanale;)

No toć mówię -- kup samochód, policz REALNE koszty i wróć. Przy liczeniu nie zapomnij o kosztach wynikających li tylko z przebiegu samochodu.

Myślę że tu nie ma sensu się licytować. Jak by się nie licytować posiadanie samochodu zawsze wyjdzie Ci na plus bo daje autonomię, tyle że pewnym nakładem finansowym.
Z drugiej strony jeśli już liczyć to tylko paliwo+parking, bo np filtry czy opony zużywają się nawet jak samochód stoi (guma na powietrzu parcieje więc po dwóch latach i tak opony na wymianę, filtry cały czas pracują - może za wyjątkiem filtru oleju).
Generalnie rzecz biorąc samochód nieużywany też pochłania materiały, ale wątpię by rzez wzgląd na stratę 500 PLN rocznie ktoś sprzedawał samochód (jeśli go kupił to stać go na te koszta).

: 30 kwie 2011, 12:33
autor: MeWa
Aligator pisze:01. W innych miastach bilety jednorazowe są tańsze.
w innych dużych miastach? no można z tym polemizować...

: 30 kwie 2011, 12:46
autor: Wolfchen
Łukasz pisze:Tzn. nie można promocji wprowadzić "z dowodem z W-wy"?
Są dwa problemy:
1. UM Warszawa wydaje dowody także dla osób stale zamieszkałych za granicą (o ile wyrażą taką wolę) oraz osób bez miejsca zameldowania.
2. Od lipca wniosek o wydanie DO będzie można składać w dowolnym urzędzie gminy na terenie kraju, niezależnie od miejsca zameldowania (czy wręcz zamieszkania).
Aligator pisze:W innych miastach bilety jednorazowe są tańsze.
Miastach o wielkości porównywalnej do Warszawy?
Aligator pisze:Tyle tylko że to właśnie ci klienci stali a nie okazjonalni generują deficyt bo póki co tylko bilety jednorazowe i czasowe są rentowne, natomiast straty powstają na okresówkach.
Straty ekonomiczne w wąskim ujęciu - owszem, ale zyski społeczne je równoważą z naddatkiem :P

: 30 kwie 2011, 12:57
autor: kajo
Wolfchen pisze:Miastach o wielkości porównywalnej do Warszawy?
http://www.zm.org.pl/?a=taryfa_ztm-114
Tutaj masz porównania dotyczące biletów 60 minutowych chociażby:) tam jest też Barcelona z biletem 75 minutowym za 0,83 eurocenta i liczbą mieszkańców 1,6mln także podobnie jak Warszawa

: 30 kwie 2011, 12:58
autor: MeWa
Ale może porównujmy z polskimi..

: 30 kwie 2011, 13:07
autor: Wolfchen
Dokładnie, porównanie z miastami zagranicznymi, bez uwzględnienia siły nabywczej pieniądza nie ma najmniejszego sensu.

: 30 kwie 2011, 14:26
autor: kajo
Wolfchen pisze:Dokładnie, porównanie z miastami zagranicznymi, bez uwzględnienia siły nabywczej pieniądza nie ma najmniejszego sensu.
Nie powiesz mi że w Barcelonie pieniądz ma większą siłę nabywczą niż w Polsce, to po pierwsze. Po drugie nie da się porównać Warszawy do żadnego innego miasta w Polsce, nie ta skala.

: 30 kwie 2011, 14:39
autor: Wolfchen
kajo pisze:Nie powiesz mi że w Barcelonie pieniądz ma większą siłę nabywczą niż w Polsce, to po pierwsze.
Ma inną siłę nabywczą, bo zarobki są wyższe. (-(

: 30 kwie 2011, 16:29
autor: kajo
Wolfchen pisze:
kajo pisze:Nie powiesz mi że w Barcelonie pieniądz ma większą siłę nabywczą niż w Polsce, to po pierwsze.
Ma inną siłę nabywczą, bo zarobki są wyższe. (-(
No właśnie, tym bardziej ludzi stać na droższy bilet, pewnie też koszty są wyższe, dlatego to jest dobry przykład by pokazać, że jednak jest u nas drogo.