Georg pisze:- czy każda decyzja musi zostać zatwierdzona odgórnie przez dyrekcję, czy dyrekcja ufa pracownikom na tyle, że mogą oni podejmować decyzje samodzielnie?
Nie znam takiej instytucji, bynajmniej nie tylko ZTM, gdzie takie cuda byłyby możliwe.
I to jest, obawiam się, jedyne pytanie, na które możesz liczyć na treściwą odpowiedź. W latach 2006-2009 nad trasami stałymi pracowała sześcioosobowa załoga pokoju nr 10 na Dzielnej. I była to praca nielicha, poglądy się ścierały nieraz ostro, ale w końcu wychodziło jakieś stanowisko, które całą ekipę satysfakcjonowało. A potem zaczynał się cyrk powyżej - pozwolę sobie pominąć milczeniem, ile kolejnych osób miewało wkład w demolowanie spójnej koncepcji, która wyszła z pokoju 10. Jako zwieńczenie tego cyrku decyzje podejmowali kolejno koordynator Franków i - ostateczną - dyrektor Ruta. Oj, różne taktyczne manewry wszystkie zaangażowane strony podejmowały, to była niezła szkoła

Czasem Ruta (który do tej ekipy miał sporo zaufania) walił pięścią w stół i wprowadzał całą reformę, czasem z proponowanych rozwiązań zostawały smętne ogryzki, różnie bywało. A czasem w ogóle przychodził prikaz z Ratusza i w ogóle dyskusji nie było (zazwyczaj - zdarzało się Rucie prikazowi skutecznie przeciwstawić, choć rzadko).
Natomiast warto zauważyć, że z tej szóstki z pokoju nr 10 aż pięciu (!) udzielało się na forum, w tym czterech często. Byłem jednym z nich
Potem przyszedł czas przetasowań, ekipa się rozeszła, niektórzy w ZTMie zajęli innymi nieco sprawami, niektórzy zmienili pracodawcę, na ich miejsce przyszli nowi, cały pion się przeprowadził na Żelazną (gdzie nie ma już sześcioosobowych pokojów, co bywało uciążliwe, ale też i bardzo inspirujące). Tak więc oczywiście jest zespół, który nadal się zajmuje "analizami układu komunikacyjnego", ale nie jestem w stanie powiedzieć niczego bliższego o tym, jak to teraz wygląda, ile osób ma wpływ na decyzje, jakim trybem są one obecnie podejmowane.
I czemu zakładam, że tej odpowiedzi nie dostaniesz? Bo w tej chwili nie ma na forum nikogo, kto by nadal w tym siedział i mógł się czymkolwiek podzielić. Co też jest znakiem czasów.
(A i tak ZTM jako jedyne biuro/instytucja/spółka komunalna zachował możliwość pisania do "zwykłych ludzi" bezpośrednio, a nie przez Centrum Komunikacji Społecznej).