BJ pisze:
Dziecinna, a może raczej zwyczajnie głupia, to jest ta poprawność polityczna przez którą już nawet nie można narysować karykatury Mahometa
Zgodzę się, że dowcipy rasistowskie czy antysemickie mogą być śmieszne, ale wszystko zależy od drobnych szczegółów, osadzenia w kontekście historycznym i z kogo stricte tak naprawdę robi się jaja. Większość dowcipów o holokauście czy niewolnictwie opowiadają ludzie nierozgarnięci, którzy naprawdę wierzą, że są przede wszystkim niepoprawni politycznie i wywrotowi wobec reżimowych reguł PC. Tak naprawdę jednak oni w tych dowcipach widzą prawdę, w swoim prymitywizmie są przekonani, że dowalanie różnym 'innym' jest słuszne i zbożne, a jeśli nawet nie, to co za różnica, z nas się śmieją na świecie, to my też możemy z innych. Zbyt dużo razy się z tym stykałem, żeby tego nie zauważyć. Druga rzecz to to, że te dowcipy w znacznej części są po prostu nudne. Antysemickie w większości wymyślone tuż po wojnie przez Polaków, dla których Żyd to nigdy nie był człowiek żyjący na takich samych prawach jak oni, a holokaust uznawali za dobry efekt uboczny wojny. Tak więc dowcipy z długą brodą. Jeśli dowcip, którego jeszcze nie słyszałem opowie ktoś, komu wiem, że daleko do rasizmu czy antysemityzmu, to potrafi mnie śmieszyć.
Natomiast jeśli weźmiemy np. katastrofę smoleńską, to czynnikiem wyzwalającym humor jest głównie nie ich jakość czy niechęć do osób które zginęły, ale to, że uraża to nielubianych, nadętych sztywniaków z prawicy - których zresztą podstawową cechą identyfikacyjną jest bycie urażonym, dzięki czemu dowcipy z nich są tak popularne (teraz akurat siedzą cicho, bo nie mają na siebie pomysłu, więc mniej). Myślę, że jeśli żyłbym pośród Żydów, których uraża wszystko i wszędzie, a do tego zajmowaliby mnóstwo miejsca w mediach opowiadając o obraźliwych atakach w nich wymierzonych, to chyba na nowo zaczęłyby mnie śmieszyć te suchary o zagładzie.