Super - jak ja lubię jak dyskusja się rozkręca!!
Dęboszczak pisze:Osoby które deklarują się za wstrzmięźliwością działają przeciw sobie tak naprawdę. nie rozwijają się uczuciowo i emocjonalnie,
Czy samokontrola to działanie przeciw sobie? Chyba tylko w takim sensie jak zmuszanie się do pójścia do pracy na 8:00. Gdybym poszedł za swoim chciejstwem, to bym wylegiwał się do 11:00. A jednak codziennie wstaję. Podobnie też jest z samokontrolą. Wymaga wysiłku, czasem bardzo wielkiego, ale na pewno się opłaca.
nie rozwijają swojej milosci, tracą przede wszystkim dużo szczęścia, ciepła
Zupełnie nie masz racji. Miłość rozwija się na wielu różnych płaszczyznach, nie tylko erotycznej. Ja szczęście i ciepło znajduję w przyjaźni, zrozumieniu, wzajemnym szacunku, wsparciu, czułości na co dzień. Na seks przyjdzie czas; wtedy będziemy mogli naprawdę sobie zaufać i spokojnie odkrywać siebie nawzajem.
Przedwczesne (tzn. przed ślubem) rozpoczęcie współżycia może popsuć najpiękniej rozwijającą się miłość, gdyż ludzie coraz mniej będą pracować nad budowaniem wzajemnej miłości, a zaczną "konsumować".
Dęboszczak pisze:Zdani są tylko na metodę "zrób to sam". A taki orgazm to juz to nie to samo.
Wstrzemięźliwość jest jak najbardziej możliwa. Człowiek nie jest skazany na masturbację, choć w naszych czasach, przy wszechobecnej erotyce (choćby w reklamach telewizyjnych, na billboardach, i tak dalej) trudniej jest wytrwać. Taki jest przełom wieku XX/XXI, że czystości i dziewictwa się nie poważa, lecz wyszydza. Nie znaczy to jednak, że należy pójść z prądem wyznaczanym przez popkulturę.
Dęboszczak pisze:Powiem tak: dla mnie osoby, utrzymujące wstrzemięźliwość seksualną mają problemy ze swoją emocjonalnością i są zakompleksieni, unieszczęśliwiają swoją drugą połowę.
Dla mnie przeciwnie. Ludzie tacy świadomie przeżywają swoją seksualność. Nie jako siłę, która ich zniewala, której muszą się poddać. Lecz jako wyraz miłości. Ofiarować siebie mogę tylko wtedy, gdy jestem panem mojego ciała. Kiedy nie moje popędy decydują, co mam robić.
Nie masz zdecydowanie racji także z innego powodu - ludzie, którzy przewcześnie rozpoczynają życie seksualne (praktycznie zawsze poza małżeństwem) są właśnie poranieni, zakompleksieni, pochodzą z rozbitych rodzin, rozpaczliwie szukający bliskości poprzez seks. I nie znajdują... A potem ich dzieci robią to samo. Koło się zamyka.
MisiekK pisze:Rozumiem, ze piszesz to jako praktyk (jak mawial Lech Walesa). Czlowiek majacy za soba juz staz malzenski?
Nie mam żadnej wiedzy praktycznej, ale to zupełnie normalne w życiu, że trzeba coś postanowić opierając się na wiedzy i doświadczeniu innych. Rodzimy się bez wprawy. Pytanie tylko, komu zaufać.
Znam mnóstwo małżeństw, które nie zachowywały czystości i kilka takich, które zachowały. Z tych pierwszych bardzo wiele jest nieudanych, z tych drugich - wszystkie są szczęśliwe, mimo iż ludzie są zupełnie zwyczajni, nie pozbawieni wad charakteru. Nie jestem ślepy, umiem skojarzyć prosty fakt, że oparcie małżeństwa na Bogu gwarantuje jego szczęście i trwałość. Jak mógłbym wybrać inaczej?
A zresztą jak nie zaufac kościołowi, to komu? Wielkim firmom obracającym miliardami dolarów zarobionych na produkcji antykoncepcji czy pornografii. Im nie zależy na moim szczęsciu, tylko na tym, by na mnie zarobić. Dlatego im wcześniej ludzie zaczną uprawiać seks i im więcej, tym dla nich lepiej. Firmy te mają wielki wpływ na środki masowego przekazu, mogą zapłacić i robią to, by tylko głosić ludziom odpowiedni przekaz. Zdecydowanie wolę więc zaufać Kościołowi, któremu zależy na tym bym żył szczęśliwie i trafił do nieba.
Bo ja jakos po slubie nie zauwazylem wielkich zmian oprocz obraczki na palcu i wprowadzenia zony do swojego mieszkania.
A widzisz, może idąc na skróty i zdobywając od razu "metę" pozbawiłeś się liczbych fascynujących życiowych doświadczeń. Krok po kroku. Każdy czas ma swoje niepowtarzalne i wyjątkowe "smaczki": przyjaźń, zakochanie, pierwsze spotkania, narzeczeństwo a potem małżeństwo. Idąc ze sobą od razu do łóżka nie będzie się miało tej frajdy oczekiwania na siebie nawzajem. To może tak jak wspinaczka na najwyższy szczyt Himalajów. Powoli, przez lata przygotowań, treningów, wreszcie sama długa wyprawa, by osiągnąć szczyt (sic!). Gdyby się najpierw bez wysiłku teleportowac na wierzchołek góry, wszystkie późniejsze działania nie byłyby tak niepowtarzalne.
MisiekK pisze:Jakos nie zauwazylem uswiecenia mojego lóżka w domu. Mowiac szczerze robimy tam rzeczy, ktore ze swietoscia nie maja zbyt wiele wspolnego.
To czy u Ciebie mają czy nie mają czegoś wspólnego ze świętością - to nie moja sprawa. Ja bym jednak chciał, by z moim życiu, a zwłaszcza w zyciu małżeńskim wszystko było święte. A przede wszystkim seks. Bo i niby dlaczego nie miałoby być święte, kiedy łączy najpiękniejsze rzeczy, jakie sobie można wyobrazić: najgłębsze wyrażanie miłości i przekazywanie życia? W ten sposób można spotykać Boga.
MisiekK pisze:Zycie na 'kocia lape' jest takim samym zyciem jak i inne. Jesli ludzie nie chca wziac slubu to tylko i wylacznie ich decyzja. Poza tym kosciol nie potepia ludzi zyjacych w zwiazkach niesakramentalnych.
Kościół nikogo nie potępia. Jeżeli jednak mówi, że życie bez ślubu nie jest dobre, to chyba coś jest na rzeczy. Oczywiście każdy zdecyduje sam. Tylko nie będzie mógł powiedzieć, że "nie wiedział" albo, że sie "pomylił", bo jak jest, to mu już zostało powiedziane. Możecie mnie uznać, za integrystę, ciemniaka, katola, mnie jest to zupełnie obojętne. Moim obowiązkiem jest mówić Wam prawdę.
Jarek ty wybierasz się może do seminarium duchownego?
Rozczaruję Cię. Nie mam powołania do zycia duchownego i nie wybieram się do seminarium. Przeciwnie, w tym roku moja narzeczona i ja planujemy wziąć ślub.
Nie rozumiem, czemu jako ludzie ochrzczeni (na 90%) tak oddzielacie sferę sacrum od profanum. Dla chrześcijanina wszystko nalezy do sacrum. Świętość ma być tylko dla tych, co się bez przerwy modlą zamknięci za klasztornymi murami? To bezsens. Świętość jest dla każdego.
Jarek ma takie poglądy jakie ma. Jeśli się ich nie podziela (a ja wielu nie podzielam) to chociaż warto uszanować ich odmienność. (...) Jeśli komuś dobrze ze swoimi poglądami to jest jego prywatna sprawa.
Uszanowanie poglądów to podstawowa sprawa. Ja Wasze też szanuję. Nie zgadzam się jednak, że poglądy to prywatna sprawa. Jeżeli jeden człowiek widzi, że drugi błądzi, to może mu o tym powiedzieć, prawda?
P.S. Nigdy nie należałem do Ruchów Oazowych, ale cenię je, bo tam można spotkać naprawde wartościowych ludzi. Warto tam poszukać żony lub męża. Nawiasem mówiąc nie spotkałem jeszcze dzeiwczyny, która należałaby do Oazy i nie była bardzo ładna.