: 11 paź 2010, 14:49
Kennkarty mieli wtedy wszyscy.Wolfchen pisze:funkcjonariusze wchodzący w skład Policji Państwowej w GG posiadali Kennkarty, a niejednokrotnie współpracowali z podziemiem.
Kennkarty mieli wtedy wszyscy.Wolfchen pisze:funkcjonariusze wchodzący w skład Policji Państwowej w GG posiadali Kennkarty, a niejednokrotnie współpracowali z podziemiem.
Kennkarty z dowodami PRL nie mają nic wspólnego, tak samo jak funkcjonariusze policji GG z Kuklińskim.Wolfchen pisze:W latach 70. PRLowskie dowody również mieli wszyscy.
Więc po co wchodzisz w takie argumenty?Wolfchen pisze:Mają - posiadanie dokumentu jednego państwa nie oznacza, że jest się mu wiernym.
Kennkarta była dokumentem Rzeszy, nie Polski.Wolfchen pisze:Zwłaszcza, jeśli chodzi o państwo niesuwerenne lub wręcz okupowane.
Odpowiedziałem na argument o dowodzie osobistym.MisiekK pisze:Więc po co wchodzisz w takie argumenty?
Bo GG było terenem okupowanym przez Rzeszę, stąd dowody były Rzeszy. PRL było państwem niesuwerennym, więc dokumenty były PRLowskie, ale wszelkie przepisy były utrzymane w duchu "przymierza z bratnim ZSRR". To samo było z PRLowską przysięgą wojskową ("polski" żołnierz przysięgał wręcz wierność dowództwu AR).MisiekK pisze:Kennkarta była dokumentem Rzeszy, nie Polski.
Nikt, ponieważ germańscy barbarzyńcy dokonali 'resetu' zastanego stanu rzeczy - czyt. mieli w nosie prawo rzymskie, i w zasadzie jakiekolwiek. A jaki to ma związek z nowoczesnym systemem prawnym?Glonojad pisze:Kto jest następcą prawnym Cesarstwa Zachodniorzymskiego?
Tego nikt nie kwestionuje.blinski pisze: Jednak PRL nie była państwem niepodległym, a niepodległość można uznać za dobro nadrzędne dla państwa (w każdym razie w powszechnym ujęciu, bo wiem, że o to można się pokłócić) - tak więc działania dążące do niepodległości, nawet wbrew prawu podległego państwa, można uznać za słuszne.
A to już jest bardzo dyskusyjne. Działanie na szkodę władzom wcale nie oznacza, że nie działa się na szkodę obywatelom. Przytaczany już Powstanie Warszawskie jest dobrym przykładem. Było bez wątpienia skierowane przeciwko władzom okupacyjnym, ale sytuacji obywateli bynajmniej nie poprawiło.blinski pisze: Kwestią godną rozważenia przy ocenie dysydenta pozostaje jedynie intencjonalność tych działań oraz ich etyczność. Moim zdaniem Kukliński działał zarówno w pełni intencjonalnie, jak i etycznie - tj. działał na szkodę władzom państwa podległym innemu państwu, nie obywatelom tego państwa (co uznaję za kluczowe przy ocenie etycznej).
Ja nie wiem skąd taka pewność. Ja pamiętam te czasy i wyobraź sobie, że parę kilometrów od domu miałem radziecką bazę wojskową, a jeszcze parę kilometrów dalej drugą. Oni nigdy nie musieli wkraczać. Wystarczyło żeby z tej bazy wyjechali wprost na ulice miasta.Rosa pisze:Nigdzie by nie wkroczyli.
No i co z tego?Rosa pisze: W UK rządziła Thacher, w USA juz bylo wiadomo że prezydentem (i to ze zdecydowanym poparciem) zostaje zaciekły wróg ZSRR Reagan
Niby czym ryzykowali? Jedynym ryzkiem dla nich było utracenie Polski. To się na początku lat 80-tych nie mieściło w doktrynie ZSRR. To by oznaczało rozpad całego bloku. Polska była traktowana jako sojusznik atomowy, tj. w przypadku próby np. inwazji na Polskę z zachodu wojna atomowa była pewna i zachód doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Regan miał związane ręce nawet w przypadku Kuby, która przecież leży niemalże u wybrzeży USA, a co dopiero w przypadku serca bloku wschodniego. To, że zachód mógł w jakikolwiek sposób otwarcie wspierać wyzwolenie Polski to jakieś fantazje. Nawet w przypadku całkowitej klęski militarnej ZSRR, wystarczyło wciśnięcie jednego przycisku i 200 milionów obywateli USA w moment by odparowało. Co w takiej sytuacji dla Regana znaczyła Polska?Rosa pisze: Nie zaryzykowaliby konfliktu z zachodem w takiej sytuacji to nie były juz lata 50 czy 60 te.
oczywiście, ludzie z określonych partii politycznych pełniący różne funkcje publiczne w istocie nie są ludźmi znikąd. są ludźmi tychże partii.MZ pisze:...nie są to ludzie znikąd, tylko już teraz pełnią różne funkcje publiczne i wiadomo...kim się otaczają.
jednak w 100 % brak mi wiary w Twoje powyższe słowa.MZ pisze:...i wiadomo, czego można się po nich spodziewać...
Ja za to juz nie byłem dzieckiem i nie pamietam tej niepewności. Pamietam euforie ze wreszcie sie wyrywamy z kajdanów, radzieckie wojska nie były w 89 roku postrachem, wszyscy już wiedzieli że ZSRR zostal pokonany. I dlatego to co się stało potem jest takim rozczarowaniem. Z perspektywy czasu widać tez że okrągły stól nie byl zadnym cudem był po prostu udana próba zabezpieczenie sie przez komunistów. Trzeba przyznać że szansę swoja w 100% wykorzystali.Delfino pisze: Co prawda ja w 1989 byłem jeszcze dzieckiem, to jednak doskonale pamiętam tę niepewność co do przyszłości. Kartki na mięso, kolejki, galopująca inflacja, ludzie tracący pracę, radzieckie wojska w bazach i ciągle wiszącą w powietrzu groźbę wojny domowej. Okrągły stół, to było coś, co się jeszcze kilka lat wcześniej nie śniło największym fantastom. Dzisiaj umniejsza się rolę tego układu, ale to był cud, szansa jedna na tysiąc. I to się naprawdę ziściło.
Trzeba oddać tym ludziom sprawiedliwość. Przemiana społeczna i polityczna nie była się bez ofiar, bez oszustw, prywaty, uwłaszczania się na majątku narodowym i tak dalej. Ale to była cena, którą musieliśmy ponieść. I to cena naprawdę minimalna, by teraz cieszyć się wolnym i demokratycznym krajem.
Bardzo mądre słowa!Delfino pisze:Gdy dzisiaj czytam wypowiedzi, że ZSRR w 1981 by nie weszło, że w 1989 dogadanie się z komuchami to była zdrada narodowa, to wydaje mi się, że te słowa wypowiadają ludzie oderwani od rzeczywistości. Co prawda ja w 1989 byłem jeszcze dzieckiem, to jednak doskonale pamiętam tę niepewność co do przyszłości. Kartki na mięso, kolejki, galopująca inflacja, ludzie tracący pracę, radzieckie wojska w bazach i ciągle wiszącą w powietrzu groźbę wojny domowej. Okrągły stół, to było coś, co się jeszcze kilka lat wcześniej nie śniło największym fantastom. Dzisiaj umniejsza się rolę tego układu, ale to był cud, szansa jedna na tysiąc. I to się naprawdę ziściło.
Trzeba oddać tym ludziom sprawiedliwość. Przemiana społeczna i polityczna nie była się bez ofiar, bez oszustw, prywaty, uwłaszczania się na majątku narodowym i tak dalej. Ale to była cena, którą musieliśmy ponieść. I to cena naprawdę minimalna, by teraz cieszyć się wolnym i demokratycznym krajem.
Ja bym dodal, ze nigdzie nie udalo sie dokonac podobnej przemiany bez takich skutkow ubocznych.Delfino pisze:Przemiana społeczna i polityczna nie była się bez ofiar, bez oszustw, prywaty, uwłaszczania się na majątku narodowym i tak dalej.
Dobre! Niezle sie posmialem z takiej glupoty. Tak interes w tym mieli tylko swoj a nie narodowy.Delfino pisze:To fakt, że władza dobrze się ustawiła, ale nie można umniejszać zasług tych ludzi, bo na pewno czuli się Polakami i mieli na uwadze polski interes narodowy.
Bardzo glupie slowa.Bastian pisze:Bardzo mądre słowa!
Gdyby byli porzadni nie bronili by prl-u.Kleszczu pisze:A nazwisk wybacz ale nie będę wymieniał bo nie chciałbym abyś mieszał z błotem porządnych ludzi