Hm... a 158, Bastianie?
Ja znam (a raczej znałem) ZTM troszeczkę, BARDZO troszeczkę, a i to dziś już nieaktualne, bo czas kiedy mogłem sobie pozwolić na baczniejszą obserwację został pogrzebany wieloma czynnikami, nad którymi nie ma sensu dziś dyskutować.
Mogę napisać jedynie, co mi z tamtych czasów w głowie zostało.
Przede wszystkim ZTM, nawet jeśli przybyli do niego fachowcy lepsi od dyr. Czapli, działał dość mało na płaszczyźnie psychologicznej. Nie chodzi mi tu o wygaszanie popytu (dla mnie to czysty pragmatyzm, a nie psychologia), ale o pewien schemat wdrażania zmian via konsultacje.
Jarek napisał "raz a dobrze". Drapka napisał esencję pewnej prawidłowości, której zabrakło. Powinny być przynajmniej 2-3 wersje zmian, a do wiadomości publicznej powinna podawana być ta najbardziej radykalna, z możliwą korektą na rzecz pasażerów, tak by dostali oni coś w zamian, a ZTM pozorując wycofanie się z niektórych propozycji ocalił dla siebie clou, w zamian dając wersję teoretycznie bardziej ugodową (to kosztuje, ale zaniechanie chyba kosztuje jeszcze więcej).
Natomiast nie podoba mi się z dzisiejszej perspektywy fakt, że dopuszczano możliwość stopniowego wdrażania zmian. Nic a nic potem z tego nie wychodziło, a wszystko uginało się pod ciężarem kłótni w gminach, polityce oraz ilością skarg, które już delegitymizowały daną zmianę w oczach pasażera, automatycznie przenosząc się na poziom UD, który mógł zbierać podpisy na Obronę Częstochowy i chodzić z tym dodatkowo do mediów. Jeden objazd, jedna prowizorka może rozwalić cała misterną planistycznie układankę.
Zdaje sobie sprawę, że rozkładanie akcentów było często spowodowane trudnościami infrastrukturalnymi, oczekiwaniem, czy reforma w swoim pierwszy rzucie jest kierunkowo dobra po jej rozpoczęciu, ale chyba jednak lepiej jest nieco poczekać. Dlatego jak najbardziej jestem za ew. rozszczepianiem projektu merytorycznie, by uelastycznić politykę wobec pasażerów i urzędów gmin, ale stanowczo przeciw "stopniowaniu".
Z innej beczki. Olbrzymi potencjał analityczny w postaci pomiarów i pism nie jest i nie był raczej wykorzystywany należycie. Przydałaby się swego rodzaju mapa, aktualizowana co miesiąc, oparta o te dane i wzbogacona o wyszczególnione punkty często decydujące o opinii pasażera nt. danej zmiany. Innymi słowy: zaznaczanie wg legendy odcinków najbardziej przeciążonych wg szczytu porannego, punktowe oznaczenie danych zespołów przystankowych wg ich wykorzystania tygodniowego oraz wrzucenie na mapę obiektów użyteczności publicznej: urzędów gminy, skarbowych, szpitali, przychodni, szkół wyższych i być może ważniejszych średnich oraz obiektów handlowych. Aktualizować co miesiąc lub trzy zgodnie z pomiarami, korelując z pismami pasażerów. Tryb wakacyjny oddzielnie, to samo ferie zimowe.