urluch pisze: ↑27 paź 2020, 23:39
To jest proste: Wolność, równość, braterstwo, a jak się komuś to nie podoba to śmierć.
Wolność religijna, ale wcale się nie martwią o innowierców, lecz dla usprawiedliwienia ataków na Kościół.
Równość, ale wy szaraczki siedźcie cicho, chodzi o usankcjonowanie atakowania wiary.
Braterstwo, widzimy jak krwawo okazywała je rewolucja francuska.
Prawo kobiet do mordowania jeszcze nienarodzonych kobiet, cóż to jest?
Oddzielić naukę od powagi Kościoła! - czytaj: nie przeszkadzajcie nam w atakowaniu Kościoła, będziemy wasze dzieci nastawiali przeciwko Niemu
Oddzielić państwo od Kościoła! - czytaj: niech nawet nam prawo nie podskakuje, gdy chcemy atakować Kościół.
Dla mnie problemem jest to, że w Kościele Katolickim jest coraz mniej chrześcijaństwa...
To bardzo wygodne sprowadzać wszystko do narracji "atakują naszą wiarę". Kościół Katolicki jako organizacja coraz mniej ma wspólnego z wiarą jako taką. Stał się światową ponadnarodową korporacją, której celem jest działanie głównie polityczne i ekonomiczne. Ścisła hierarchia, konkretne cele, ustalona droga przepływu majątku. Przykłady? Ależ proszę, choćby prymat prawa kościelnego nad państwowym w przypadku zarzutów karnych dotyczących poszczególnych kościelnych funkcjonariuszy. Choćby preferencyjne przywileje gospodarcze (wolny obrót ziemią czy pozyskiwanie atrakcyjnych ekonomicznie gruntów za bezcen lub niemałych dotacji ze strony państwa).
Wolność, równość, braterstwo? W założeniach jest to bardzo proste. W jaki sposób się to kłóci z wiarą chrześcijańską?
Wolność religijna? Jak rozumiem tylko pod warunkiem, że będzie to ta Prawdziwa i Jedyna religia? To pachnie wykoślawionym Orwellem.
Mamy dbać tylko o tych nienarodzonych (co wiąże się np. także z nakazem rodzenia dzieci martwych, a także bezwzględnym prymatem życia dziecka nad życiem matki), natomiast mamy w głębokim poważaniu tych, co już na tym świecie się znajdą. Aby do porodu, a potem mamy Cię gdzieś, radź sobie.
Atakowanie wiary? Przez te setki lat znakomicie to robi sam Kościół Katolicki jako organizacja, który zapomniał, że podstawowym jej zadaniem miało być prowadzenie ludzi do świętości, a nie dążenie do władzy i majątku. Wiara stała się nie celem, a instrumentem, żeby nie powiedzieć, towarem. Fabryką "świętych", po których można tworzyć relikwie (a gdzie szacunek dla ciała, przecież to Boska świątynia

). Smutne to wszystko.
Największa szkoda w moim pojęciu zostaje wyrządzona ludziom (także w tym i księżom), którzy naprawdę starają się żyć zgodnie z kanonami wiary (co niekoniecznie przekłada się na bardzo bliski związek z Kościołem).
A tak odnosząc się do samej wiary. Jak odniósłby się do dzisiejszego kształtu Kościoła sam Jezus? Ile z tego pierwotnego Kościoła zostało do dzisiaj? Czy wiara ma być wyborem, czy obowiązkiem? No i gdzie są właśnie te "szaraczki"?
Więcej świętości, mniej "świętych".