kocur pisze:To raczej dowodzi, że ujednolicanie taboru w ramach jednego zakładu może właśnie ograniczyć wypadki takie jak pożar autobusu, w końcu łatwiej jest zapewnić odpowiedni serwis setce autobusów tego samego typu, w tej samej specyfikacji (z jednej dostawy), niż zbieraninie wozów trzech producentów, sześciu typów, kilkunastu wersji różniących się kilkudziesięcioma duperelami.
Jakoś PKSy eksploatują różnorodny tabor i nie mają aż takich kłopotów na przykład z palącymi się autobusami. To rzeczywiście mogłoby pomóc, ale nie gwarantuje sukcesu - w końcu na Kleszczowej są już same (w sensie: wszystkie

) neoplany, a jednak się palą, na Stalowej są same (w sensie: wszystkie

) MANy, a jednak odmawiają posłuszeństwa, więc, jak się wydaje, nie tędy droga. Trzeba rzeczywiście zwiększyć obsadę mechaników, by wozy były faktycznie naprawiane, a nie reanimowane, żeby jakoś przejeździły do końca kursowania.
levar pisze:Nie ma to jak jednostronne spojrzenie . Owszem, pojazd stacjonował na R-7, ale nawet jeśli był w złym stanie, to R-11 powinna go doprowadzić do ładu po przejęciu. A ta najwyraźniej położyła lachę na neoplany. No i mamy pożary najbardziej zaniedbanych wozów w całym MZA: SU15 i neoplanów, gratisowo doszedł 4772 .
Ale nie sposób nie zauważyć, że większość wozów z MZA, które się nadpaliły, miała jakąś styczność z zakładem Woronicza. Żeby doprowadzić do ładu autobus, trzeba wiedzieć, co jest z nim nie tak, a jeśli coś zostało zrobione na lewo, to być może trudno teraz dojść do tego, w jakim on jest faktycznie stanie. Nawet nie chodzi o przeróbki, bo te można zauważyć, ale może wkładano tam niskiej jakości części zamienne przy naprawach i teraz są takie niespodzianki. No nie wiem, jak się spali któryś z rdzennych ostrobramskich Solarisów - od 8001 do bodajże 8022, to porzucę tę swoją teorię spiskową, tym niemniej dopóki to się nie stało, to myślę, że niegłupio by było, gdyby wozom stacjonującym na Woronicza przyjrzano się dokładniej, zwłaszcza tym, które mają po ok. 10 lat i więcej.