Twarde prawo, ale prawo
Dura lex, sed lex - mówi stara rzymska prawnicza maksyma. Twarde prawo, ale prawo... i trzeba go przestrzegać. Jeśli więc korzystasz z biletu ulgowego, musisz mieć przy sobie dokument uprawniający do zniżki - boleśnie przekonała się o tym pani Magda, mieszkanka Legionowa.
Tej starorzymskiej zasady twardo trzymają się kontrolerzy biletów w autobusach linii L9 obsługiwanej przez PKS. Czy dziecko w wieku szkolnym ma uprawienia do zniżki? Jak najbardziej, ale tylko w przypadku posiadania przy sobie legitymacji.
Brak legitymacji
Siedemnastoletnia Julita wracała po zajęciach ze szkoły do domu. W pewnym momencie do autobusu linii L9 weszło trzech kontrolerów. Julita miała bilet, więc niczego się nie obawiała. Gdy podszedł do niej kontroler, zażądał od niej legitymacji szkolnej. Zdziwiła się, ale grzecznie zaczęła szukać dokumentu. Niestety nie miała go przy sobie. Dostała mandat - taki jak w przypadku jazdy na gapę.
- Przepisy mówią, że pasażer, który podróżuje na podstawie biletu ulgowego, musi posiadać dokument uprawniający do zniżki - mówi krótko pracownik Firmy Ewela, która zajmuje się kontrolą biletów w tej legionowskiej linii autobusowej. Twierdzi, że nie pomogą tu tłumaczenia, że przecież widać, że jest to dziecko, które jeszcze się uczy, bo ma przy sobie książki i zeszyty szkolne. - Pasażerowie muszą przestrzegać zapisów prawa, tak samo i my musimy się ich sztywno trzymać. Jazda z biletem ulgowym bez dokumentu potwierdzającego uprawnienia do zniżki jest równoznaczna z jazdą z nieważnym biletem - dodaje.
Spiszą cię w autobusie
Dziecko naszej czytelniczki nie stawiało oporów podczas kontroli i nie zachowywało się agresywnie wobec kontrolerów. Grzecznie oddała im jedyny dokument tożsamości, jaki miała przy sobie, czyli tymczasowy dowód osobisty, by kontrolerzy mogli spisać jej dane. Zdziwiła się jednak, że panowie nie pozwolili jej wysiąść na przystanku docelowym, a wywieźli kilka przystanków dalej. - Nie mając pieniędzy na wykupienie biletu, musiała pieszo wracać spory kawałek drogi - mówi pani Magda, mama Julity. - Całe szczęście był to w środek dnia, bo po zmroku nie byłoby to zbyt bezpieczne - dodaje.
Pracownik firmy Elwa tłumaczy, że takie zachowanie jest zgodne z nowymi przepisami prawa przewozowego i wewnętrznymi zaleceniami firmy. - Ze względów bezpieczeństwa kontrolerom wydano zalecenie, by wszelkich formalności związanych z wypisaniem wezwania do zapłaty dokonywali w pojeździe - dodaje.
Do notariusza!
Czytelniczka była zbulwersowana sytuacją, że odwołanie od mandatu musi złożyć w... Piasecznie. - I to tylko w środy w godz. 15.00-16.00 - to jakaś kpina! Taką informację przeczytałam na mandacie - mówi pani Magda. - W opisywanym przypadku podróżny nie będzie musiał zapłacić całej kwoty mandatu, pod warunkiem, że w ciągu siedmiu dni złoży odwołanie na piśmie. Nie trzeba osobiście fatygować się do Piaseczna - mówi pracownik firmy Elwa. - Wszystkie dokumenty wyjaśniające muszą być wysłane listem poleconym w nieprzekraczalnym terminie siedmiu dni - decyduje tu data stempla pocztowego. Kserokopie dokumentów uprawniających do zniżki muszą być potwierdzone notarialnie, lub przez organ je wystawiający - dodaje.
Niezwykle wygodne rozwiązanie. Dura lex, sed lex - prawo twarde, ale musimy go przestrzegać.