: 10 lut 2007, 0:44
GW pisze:Złote Tarasy wymuszą zmiany - rozmowa z projektantami ZT
Rozmawiał Dariusz Bartoszewicz, ostatnia aktualizacja 2007-02-08 21:12
To dla nas średniej wielkości obiekt. By z nim konkurować, władze miasta muszą poprawiać jakość przestrzeni publicznych, a kolej - Dworzec Centralny - rozmowa z Jonem Adamsem Jerde i Davidem D. Rogersem, projektantami Tarasów.
Jon Adam Jerde (założyciel pracowni The Jerde Partnership) i David D. Rogers (dyrektor ds. projektowania) przyjechali na jego otwarcie z USA. Wczoraj oprowadzali po Złotych Tarasach, wcześniej rozmawiali z "Gazetą". Biuro The Jerde Partnership powstało w 1977 r., ma siedzibę w Los Angeles, zatrudnia sto osób, specjalizuje się w "kreacji miejsc, które napędzają dalsze inwestycje i rewitalizację ich otoczenia". Każdego roku prawie 800 mln osób odwiedza obiekty i miejsca zaprojektowane przez studio Jerde.
Dariusz Bartoszewicz: Złote Tarasy są krytykowane przez warszawskich architektów. Mówią, że to "projekt spadochronowy", który powstał w Kalifornii i został zrzucony na nasze miasto bez związku jego architekturą. Co Panowie powiedzą na te zarzuty?
Jon Adams Jerde, David D. Rogers: Każdy budynek jest trochę jak spadochron, który opada i "zapuszcza korzenie" w konkretnym miejscu. Złote Tarasy są świetnie powiązane z miastem. Z Dworca Centralnego prowadzą do nich dwa przejścia - podziemne i na powierzchni. Do naszego kompleksu można się dostać z bardzo wielu stron. To było wspaniałe móc obserwować, jak w środę po południu ze wszystkich kierunków ściągają do niego ludzie.
Ulice w sąsiedztwie Tarasów krzyżują się pod kątem prostym, a nowe budynki mają prostą, "pudełkowatą" formę. Dlaczego zaprojektowaliście coś tak radykalnie innego?
- Nie zgadzamy się z tą oceną. Przecież na zewnątrz dolna część naszego centrum ma kształty geometryczne i dopasowane do układu ulic. Dopiero środek Tarasów, dachu i wewnętrznych ulic jest miękki i organiczny.
Na stronie internetowej Waszej pracowni jest plan urbanistyczny, z którego wynika, że układ Złotych Tarasów był dopasowany do okrągłego bulwaru, który miał okalać Pałac Kultury. Tylko że władze miasta zrezygnowały z tego pomysłu.
- Taki właśnie plan zagospodarowania ścisłego centrum dostaliśmy od władz Warszawy. Wokół naszego obiektu jest dużo wysokich budynków, kolejny zaprojektował Daniel Libeskind. Zewnętrzny i wewnętrzny plac Złotych Tarasów stanie się "podwórkiem" - dziedzińcem dla całej okolicy. Pod szklanym dachem zawsze panować będzie przyjemny mikroklimat. Teraz patrzymy, jak pada śnieg.
Jak nazwaliby Panowie architekturę Złotych Tarasów? Organiczno-cyfrową, komputerową?
- Kontekstualną. Zainspirowały nas warszawskie parki, które tworzą naszyjnik z zielonych pereł opasujący miasto. Nasze centrum też jest założeniem parkowym, a jego konstrukcja przypomina konary drzew. W środku wykorzystaliśmy charakterystyczny dla warszawskiej architektury piaskowiec.
Spod szklanego dachu widać inny niezwykły budynek - Pałac Kultury, który niedawno został wpisany do rejestru zabytków. Słusznie?
- Pomysł jego burzenia był bez sensu. Ten budynek stanowi znak minionego czasu i warto go chronić. Piaskowiec, którego użyliśmy w środku Tarasów, ma taki sam odcień jak elewacje PKiN.
Czy tak duże centrum handlowe nie wyssie ludzi z okolicznych ulic, które są krzywe i zaniedbane?
- To jest oczywiście konkurencja. Władze miasta muszą rewitalizować Śródmieście, poprawić standard ulic i placów. Złote Tarasy będą katalizatorem takich zmian, także na Dworcu Centralnym. To naturalna i nieunikniona ewolucja.