To wszystko jest bardz fajne, ale nie wyobrażam sobie skutecznego rządzenia państwem, nie mogą c zbudować stabilnej większości. Państwem z ordynacją proporcjonalną (i zerowym progiem) jest Holandia, w której ostatnio tworzenie rządu trwało pół roku, pomimo że rządząca koalicja nie zmieniła się znacząco (jedna partia z niej wypadła, jedna weszła). W Niemczech z kolei, gdzie jakiś próg jest, a ordynacja jest bardzo skomplikowana, ale promująca rozdrobnienie i regionalizm, od ładnych paru miesięcy nie da się stworzyć rządu, a poprzedni rząd był jednym z bardziej niewładnych ciał rządzących w Europie. Bogate kraje o uporządkowanym systemie państwa mogą sobie na coś takiego pozwolić, bo pieniądze pozwalają na wybaczenie pewnych błędów czy zwłoki, dla nast to może stać się kwestią życia i śmierci w którymś momencie.px33 pisze: ↑10 gru 2017, 16:04Przy systemie wyborczym bardzo ostro promującym duże partie (próg + premia za wysoki wynik) duża silna partia to jedyna opcja na sukces w polityce. A dużą partię jakoś tak łatwiej buduje się wokół silnego wodza.
Obawiam się, że jedyną opcją na zmianę jest ostra reforma prawa wyborczego (miejsca przydzielane proporcjonalnie, próg 3% albo na liczbę miejsc - minimum 10, głos przechodni żeby skończyć z "marnowaniem głosów"), ale jaka rządząca duża partia wykopie pod sobą dołek, tym bardziej że społeczeństwo tak jakby poszło za JOW, które jeszcze bardziej umacniają silne partie. Oczywiście taka zmiana przyniosłaby duże zmiany (rozpad partii wg frakcji) i może nieco trudniej by się rządziło przy większej liczbie partii, ale za to może zwiększyłaby się rotacja posłów a ustawy byłyby bardziej dopracowane, a nie że grupa posłów "składa" ustawę, a godzinę później 200 statystów naciska guzik bo święta dyscyplina partyjna.
Osobiście nie jestem na przykład zwolennikiem JOW-ów, bo one prowadzą (jeśli nie ma zróżnicowania regionalnego) do całkowitego duopolu partyjnego, takiego jak jest w Stanach, gdzie od 100 lat rządzi jedna albo druga partia (tak, wiem, że w Stanach nie ma JOW-ów, ale w przytłaczającej większości stanów partia wygrywająca bierze całość miejsc w kongresie państwowym dostępnych z danego stanu) albo tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie co prawda partii jest więcej (głównie z uwagi na wspomniany wcześniej regionalizm), ale i tak rządzi duopol konserwatystów i laburzystów, a ponad 20% społeczeństwa nie ma swojej reprezentacji w parlamencie w ogóle.