W te wakacje przemieszczam się właściwie tylko PKSami oraz koleją i mając za zadanie dostać się z Warszawy do Olsztyna od razu pomyślałem o kolei.
Początkowo miałem jechać w poniedziałek InterCity jedyne 6h (!), ostatecznie stanęło na niedzielnym TLK, który jechał ponad 5h (i KOMPLETNIE niczym oprócz ceny nie różnił się od ICE, nawet na wagonach były naklejki z logiem ICE, czego już kompletnie nie ogarniam

).
Jakież było moje zdziwienie, gdy we wtorek kolega wracający do Warszawy wpadł na pomysł podróżowania PKSem i okazało się, że jedzie on 3h... (Ostatecznie pojechałem dalej do Łomży, a nie do Warszawy, ale z relacji kolegi wynika, że wszystko co do minuty o czasie).
Ciekaw jestem zatem, jak ma kolej konkurować z PKSami, skoro w ekstremalnych przypadkach jadą one 2x krócej niż PKP?
Inny przykład to Warszawa - Trójmiasto. PKS jedzie ~6.5h, PolskiBus 6.10h, a ICE? W stronę Gdyni jechałem ponad 7.5h, w stronę Warszawy ponad 7h.
Naprawdę, bardzo lubię kolej. Co prawda nie znam się na niej na poziomie jakkolwiek "miłośniczym", ale w sumie każda jazda pociągiem to dla mnie swego rodzaju frajda (jakkolwiek głupio i infantylnie by to nie brzmiało).
Ale jak tu jeździć koleją, skoro jest ona tak "atrakcyjna" czasowo? Na pewno jest wiele relacji, gdzie PKP jest szybciej niż PKSem, ale że nie jestem ekspertem, to na podstawie moich dotychczasowych - pewnie dość lamerskich i powierzchownych, ale jednak - obserwacji nie wygląda to do końca tak jak powinno wyglądać.